czwartek, 12 lutego 2015

Kończymy :-)

Cześć. Tak, juz został nam tylko jeden rozdział, który jest gotowy i wstawię go na walentynki. Dobra wiadomość jest taka, że mam już pomysł na trzecią serię, a zła, że zacznę ją pisać chyba dopiero pod koniec marca. Chcę nadrobić Powrót Galvatrona i w końću rozpocząć pisanie nowego bloga, ale przez wirusa straciłam do niego połowę rozdziałów. Nadal mam nadzieję, że je odzyskam, ale to raczej wątpliwe.
Plan na ten miesiąc jest taki:
-14.02 - Angel
-20.02 - Powrót Galvatrona
-27.02 - Powrót Galvatrona
-28.02 - Transformers Prime Zagłada :-)
Jeżeli wszystko wypali to tak będę wstawiać rozdziały.
Pozdrawiam
***Niki***

Rozdział IX - Twarzą w twarz


Są takie chwile w życiu, kiedy zwracamy uwagę na wszystko co mamy. Czasy, kiedy my jesteśmy wszystkim co mamy. Czasy, kiedy dochodzimy do najgłębszych części nas samych. Kiedy wiesz, że musisz dać z siebie wszystko bo nikt inny tego nie zrobi. To w takich czasach dowiadujemy się kim naprawdę jesteśmy. 

Razem z Richardem staliśmy przy głównym wejściu.  Czekaliśmy na sygnał od Willow. Po chwili dziewczyna włączyła komunikator i mogliśmy zaczynać. Po cichu złapaliśmy strażników i poddusiliśmy ich lekko. Następnie weszliśmy do środka i zdjęliśmy kolejnych dwóch.

-Przypominają mi się dawne czasy – powiedziałam szeptem, a Richard uśmiechnął się – Może powinniśmy pracować razem częściej?

-Możliwe, a teraz skup się na zadaniu.

Szliśmy po cichu, ale po drodze nie spotkaliśmy żadnego z wojowników Slade’a. To było dość dziwne. Może on po prostu czeka na nas, czeka na mnie.    

Kiedy dotarliśmy do głównego pomieszczenia, udało mi się dostrzec Inferno. Starałam się znaleźć pozostałych, ale chyba na razie tylko my dotarliśmy.

Po kilku minutach reszta drużyny zjawiła się w wyznaczonych punktach. Byliśmy gotowi rozpocząć atak. Willow jako pierwsza rzuciła się na wojowników. Wszyscy poszliśmy w jej ślady i już po chwili rozgorzała wielka bitwa. Przeciwnik miał przewagę liczebną, ale my mieliśmy umiejętności. Razem z Dickiem i Willow przedarliśmy się przez zaporę zrobioną przez strażników drzwi. W środku czekała na nas miła niespodzianka. W pokoju był sam Slade.  Nie miał żadnych ochroniarzy, był tylko on. Miał na sobie zbroję, maskę i pokrowiec na katanę.

-Witaj Angel, tęskniłaś? – zaśmiałam się – Ja nie mogłem się doczekać naszego kolejnego spotkania.

-Mogłeś zadzwonić, umówilibyśmy się.

-Skończycie w końcu z pogaduszkami? – zapytała znudzona Willow – Zaraz tu zapuszczę korzenie – Slade uśmiechnął się wrednie i wyciągnął z pokrowca katanę. Również wyciągnęłam swoją broń i ruszyłam na Deathstroke’a.

Zaczęliśmy pojedynek na miecze. Wilson był silny, ale ja również narastałam w sile. Po chwili dołączyła do mnie Willow. Obie starałyśmy się wytrącić broń Slade’owi, ale ten nie poddawał się. Wtedy Richard niespodziewanie kopnął go w twarz. Mężczyzna oczywiście się nie wycofał, za to udowodnił jego tchórzostwo. Do pokoju wpadł jakiś tuzin wojowników. Willow i Nightwing zajęli się nimi, a ja zostałam sam na sam ze Sladem.  

-Myślisz, że możesz mnie pokonać?

-Nie, ja jestem tego pewna – uśmiechnęłam się i ponownie ruszyłam na Wilsona.

Nie przestawałam spuszczać z niego wzroku, nie mogłam pozwolić sobie na żadną pomyłkę. Spróbowałam podciąć Deathstroke’a, ale ten podskoczył i kopnął mnie w podbródek. Upadłam na ziemię, ale szybko się podniosłam. Byłam wściekła. Podbiegłam do Slade’a, prześlizgnęłam się pod nim, odbiłam od ściany i wskoczyłam na jego plecy. Wyciągnęłam katanę i byłam gotowa przebić go nią kiedy…zawahałam się. Wtedy on wykorzystał moją słabość. Złapał mnie za włosy, zdjął z siebie i powalił. Wszystko mnie strasznie bolało. Deathstroke to widział i chciał mnie dobić. Złapał mnie za szyję i podniósł tak, że nie dotykałam ziemi.

-Myślałaś, że skończy się inaczej niż ostatnio?! Myślałaś, że zdołasz mnie zabić?! – powoli zaczynało brakować mi tlenu – Odebrałaś mi córkę! Odebrałaś mi moją ukochaną Isabel! Już czas bym się odwdzięczył! - Slade rzucił mną o ścianę tak, że rozbiłam ją i wleciałam na zewnątrz pomieszczenia.  Nie dawałam rady wstać. Mężczyzna podszedł do mnie i przystawił do szyi katanę – To już koniec Angel. Wygrałem – byłam gotowa na śmierć, a jednak po raz kolejny udało mi się jej uniknąć. Czarna strzała trafiła Slade’a w plecy. Mężczyzna odsunął się i zbadał skąd nadleciała. Wtedy dostrzegłam, że na oszklonym dachu stoi Kosogłos, Talia i kilkanaście wojowników Ligi. Kiedy Talia dała znak, jej mała armia ruszyła do ataku.

Powoli wstałam i spróbowałam znaleźć Slade’a, ale nigdzie go nie było. Tchórz, pewnie się schował. Niespodziewanie do fabryki wparowało rąbnięte rodzeństwo. Najwyraźniej udało im się namierzyć Wilsona. Spojrzałyśmy z Willow na siebie porozumiewawczo i ruszyłyśmy to ataku. Pora na drugą rundę.

Ruszyłam na rudowłosą dziewczynę i na powitanie kopnęłam ją w brzuch. Ta oczywiście z wrednym uśmiechem spróbowała uderzyć mnie w twarz, ale w porę zrobiłam unik.  Wymieniłyśmy kilka ciosów, ale to się robiło nudne. Kopnęłam Sunny w twarz, a następnie podcięłam. Dziewczyna upadła, a ja wskoczyłam na nią i zaczęłam okładać pięściami, aż nie straciła przytomności. Nie musiałam jej zabijać. Wzrokiem zaczęłam szukać Willow. Stała zadowolona na środku pomieszczenia, trzymając w dłoni głowę chłopaka. Miała taki wyraz twarzy, jakby chciała pokazać, że jest lepsza, że nie boi się zabić bez potrzeby. W głębi duszy wiedziałam, że przez bardzo długi czas byłam taka sama. Liga zmieniła mnie w nic nieczującą zabójczynię, a ja tego nie zauważyłam. Ostatnio jednak coś się zmieniło. Zawahałam się i nie zabiłam Slade’a. Nie wiem, czy świadczy to o mojej słabości, czy o ostatkach sumienia jakie mi pozostały? Willow pewnie sądziła, że to słabość.

Wojownicy Deathstroke’a zaczęli się wycofywać. Wiedzieli, że jeżeli zostaną, niechybnie zginą. Nigdzie jednak nie mogłam znaleźć Wilsona. Przeszukiwałam każdy korytarz, a jednak nadal go nie znalazłam. Nie mógł uciec, nie przeciągałby nieuniknionego.

Niespodziewanie wyłonił się zza ściany. Z jego ramienia wypływała krew, ale on nic sobie z tego nie robił. Oboje chcieliśmy to już zakończyć. Mężczyzna wyciągnął katanę i ruszył w moją stronę. Przygotowałam miecz i odparłam pierwszy atak. Jak najszybciej ustawiłam się do pozycji bojowej i zaatakowałam Wilsona. Ten oczywiście uniknął ostrza, jakże by inaczej. Slade podbiegł to mnie i chyba chciał obciąć mi głowę, ale szybko prześlizgnęłam się pod ostrzem i zaatakowałam go od tyłu. Katana przecięła zbroję i zadrapała plecy. Mężczyzna jednak nawet nie drgnął. Szybko odwrócił się i kopnął mnie w brzuch. Uderzyłam plecami o ścianę, ale szybko przeszłam do kontrataku. Spróbowałam kopnąć Deathstroke’a, ale ten złapał mnie za nogę. Na szczęście udało mi się uwolnić i kopnąć go drugą nogą w twarz. Mężczyzna cofnął się kilka kroków. Był oszołomiony. Wykorzystałam to. Podbiegłam do niego i z rozpędu kopnęłam w brzuch. Wilson odleciał kilka metrów dalej i upadł na podłogę.  Podeszłam do niego. Jego zbroja była zniszczona, krew wypływała z ran, a on i tak próbował wstać. Nie, to już koniec. Kiedy tylko podniósł głowę kopnęłam go. Slade upadł na plecy, a ja usiadłam na niego i zaczęłam okładać go pięściami.

-To za moich rodziców! – mężczyzna tracił przytomność – To za moje życie! – już prawie odpływał - A to za tych wszystkich ludzi, których przez ciebie zabiłam! – Wilson stracił przytomność, a ja powoli z niego zeszłam. Chwyciłam w dłoń katanę i przystawiłam mu ją do szyi – Role się odwróciły co? – Już miałam zadać ostateczny cios, już prawie przebiłam jego gardło moim ostrzem, a jednak coś mnie powstrzymało. Nie mogłam tego zrobić. Upuściłam miecz i upadłam na kolana – Nie mogę – wyszeptałam – Nie mogę.

***

Wszyscy patrzyliśmy jak zabiera go policja. Większość była zadowolona, oprócz Willow. Nie mogła przeboleć straconej nagrody. Spojrzałam na nią z udawanym, pocieszającym uśmiechem, ale ta od razu odwróciła głowę. Talia oczywiście zmyła się przed przyjazdem glin. Jestem pewna, że będzie mnie chciała ukarać.

-Dobra, wybywam stąd. Jak chcecie to możecie dalej wpatrywać się w tych idiotycznych policjantów. Ja wracam do dawnego życia.

-Zaczekaj Willow – zatrzymałam dziewczynę – Jestem pewna, że Liga z chęcia cię przyjmie.

-E tam, to nie dla mnie. Wykonywanie rozkazów nie przychodzi mi zbyt łatwo.

-Z tym muszę się zgodzić – podałyśmy sobie ręce, a zaraz po tym Willow odeszła. Muszę przyznać, będzie mi jej brakować.

-Ja chyba też będę się zbierać – powiedziała Inferno i przytuliła mnie na pożegnanie – Kiedy znów się zobaczymy?

-Mam zadzieję, że wcześniej niż myślisz – uśmiechnęłyśmy się do siebie

-Zaczekaj płomyczku – zatrzymał Natalie Victor – Zabiorę się z tobą.

-Wybacz puszko, ale mój motocykl może cię nie udźwignąć.

-Ale ja mogę – Kori podleciała do nas i złapała Vicka – Do zobaczenia Angel.

-Do zobaczenia – cała trójka odeszła i została nasza czwórka. Gar i Raven nie odzywali się i chyba nawet przypuszczam dlaczego. Tyrpnęłam Dicka i oboje zostawiliśmy zakochanych samych.

-To...co teraz zrobisz?

-Jeszcze nie wiem. Mam nadzieję, że uda mi się odejść od Ligi bez zbędnych kłopotów. Potem może pozwiedzam trochę świata?

-Jeśli chcesz, to Bruce może jechać z tobą do Ras.

-Nie trzeba, dam sobie radę – Richard złapał mnie za rękę.

-Wiedziałem, że dasz radę.

-Mianowicie z czym?

-Wiedziałem, że go nie zabijesz. To nie byłaś ty – Dick odgarnął kosmyk moich włosów – Czy teraz jest szansa, że cię odzyskam?

-Możliwe. To zależy.

-Od czego?

-Od tego, czy mnie teraz pocałujesz – Richard uśmiechnął się, przyciągnął do siebie i pocałował z namiętnością jak nigdy dotąd. Rozkoszowaliśmy się tym pocałunkiem ile się dało. Oboje wiedzieliśmy, że teraz wszystko się zmieni. Wszystko.

sobota, 31 stycznia 2015

Problem

Cześć. Nowy rozdział miałam w planach wstawić w niedzielę, ale mam dosyć duży problem. Na kompa wkradł mi się wirus, który pozamieniał pliki jpg, pdf, docx na jakieś nieznane rozszeżenia, których nie mogę odtworzyć. Dlatego teraz muszę pisać rozdział na nowo na laptopie. Co do nowych blogów też może być małe opóźnienie, ale mam nadzieję, że w tym miesiącu się wyrobie, zwłaszcza, że mam ferie.
Pozdrawiam
***Niki***

sobota, 17 stycznia 2015

Batman vs Robin

Wczoraj pojawił się pierwszy zwiastun nowej animacji DC "Batman vs Robin". Szczerze mówiąc tu już nie mogę się doczekać, chociaż film jeszcze nie ma dokładnej daty premiery.
 
 

 
A oto i pierwszy zwiastun. Mam nadzieję, że wy też nie możecie się doczekać tej animacji tak jak ja :-)
Pozdrawiam
***Niki***

piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział VIII - Plan


Czas zmienił wszystko. Zmienił nas i nasze otoczenie. Zmienił nasze podejście, zwyczaje, charaktery. Niektórzy znaleźli sobie „nową” osobę, która jest dla nich najważniejsza. Inni ciągle tęsknią za kimś, kto był dla nich jeszcze niedawno wszystkim. Ja? Ja po prostu istnieję, bo nie wiem czy można nazwać to życiem.

Drużyna stała kilka kroków przed nami. Wszyscy byli zadowoleni z nadchodzącej bitwy i ponownego połączenia drużyny. Oczywiście Raven nic nie dała po sobie poznać. Garfield natomiast aż tryskał entuzjazmem. Zmienił się od kąt go ostatnio widziałam. Wyrósł i nabrał mięśni. Jego zielona skóra, oczy i włosy się nie zmieniły. Strój natomiast był trochę inny. Nadal był czarno – fioletowy, ale miał krótki rękaw, a szare rękawiczki zastąpiły czarne bez palców. Viktor prawie nic się nie zmienił, oprócz tego, że jego zbroja miała czarny kolor. Kori mnie zadziwiła. Dziewczyna miała na sobie krótką purpurową bluzkę z charakterystycznymi dla Tamaranki zielonymi kryształami, dopasowane leginsy, buty sięgające kolan i rękawiczki bez palców do ramion. Znów widziałam w jej oczach chęć walki i pomocy innym. Znów widziałam w niej tego walecznego lwa sprzed lat.   

-Ale nam się elita zebrała  - mruknęła stojąca za nami Willow – Wielcy Młodzi Tytani.

-Willow! – upomniałam dziewczynę – Daj spokój.

-Jasne, nie ma sprawy.

-Angel, zostawisz mnie i drużynę sam na sam?

-Jasne – pociągnęłam Willow i obie wyszłyśmy z pokoju. Dziewczyna wyrwała się z uścisku i zaczęła kierować w stronę drzwi – Dokąd się wybierasz?

-Na zewnątrz. Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza – po tych słowach Willow, wyszła, a ja usiadłam na kanapie i zaczęłam nasłuchiwać.

-Naprawdę sądzisz, że ona go nie zabije? – zapytał Victor

-Nie mogę mieć pewności, ale sądzę, że odpowiedni impuls nie pozwoli jej na to. Myślę, że jej…

-Sumienie – dokończyła Raven – Myślisz, że jej sumienie się odezwie?

-Dokładnie tak myślę.

-Wybacz Dick, ale nie sądzę żeby osoby takie jak ona się zmieniały. To zabójczyni – Vick jak zwykle milusi – Ktoś taki jak ona nie zasługuje na drugą szansę.

-Przymkniesz się wreszcie Victor! – ryknął Garfield – Myślę, że rozmowę o dawaniu drugich szans zakończyliśmy dawno temu, kiedy Terra służyła Slade’owi. Tak samo Terra, jak i Angel popełniła parę błędów, ale to nie był powód by ją skreślać. Nie skreślaj więc też Angel.

-Garfield ma rację – poparła go Kori – Kiedy Angel do mnie przyszła, nie zachowywała się jak zabójczyni bez serca. Ona nie jest zła. Ma dobre serce, które po prostu zostało złamane. Powinniśmy jej zaufać.

Dziwne. Oni nadal we mnie wierzą. Byłam pewna, że już dawno przestałam być uważana za dobrą. Gar we mnie wierzy, Kori we mnie wierzy, Dick..nie mogę ich zawieźć. Ale jak mam się powstrzymać? Moja żądza zemsty jest silniejsza niż wszystko inne. Jak mam znaleźć potrzebną mi siłę?

-Zostawicie mnie na chwilę z Victorem? – zapytał Richard po chwili milczenia, a zaraz potem z pokoju wyszła Raven, Koriand’r i Garfield. Cała trójka przeszła do jadalni.

-Jak mam cię do niej przekonać?

-Może nie potrafisz. Wiesz, że rzadko zmieniam zdanie na czyiś temat.

-Cholera Vick, jak możesz nie widzieć tego co ja! – Dick podniósł głos – Ona nie jest taka jak Slade, Ras, czy inni zabójcy Ligi!

-Co nie zmienia faktu, że zabijała! Kiedy dotrze do ciebie to, że ona się nie zmieni?! Ile jeszcze śmiertelnych ciosów ma zadać, ile ludzi okaleczyć, ilu dzieciom odebrać rodziców?!

-A co ja mam zrobić?! Jak pokazać ci, że ona jest godna twojego zaufania?

-Dowiedzie tego, jeśli nie zabije Slade’a. Nie będziesz jej odstępował na krok, do póki go nie zamkniemy w przytulnej celi.

-Niech tak będzie, ale ja czuję, że nie będzie to potrzebne – po chwili usłyszałam kroki, więc Dick chyba chciał wyjść, ale wtedy odezwał się Victor.

-Znowu coś do niej czujesz, co?

-Może nigdy nie przestałem?

-Oboje wiemy, że to nie wyjdzie. Nie po tym co zrobiła.

-Wiesz Vick, kocha się nie za wszystko, ale mimo wszystko. Kocham ją mimo jej wad, mimo jej czynów. Kocham ją mimo jej charakteru. Tak to już jest w miłości – Victor już nic nie odpowiedział, a moment później oboje wyszli z pokoju. Wstałam z kanapy i pociągnęłam Dicka za rękę.

-Dlaczego uważasz, że go nie zabiję? Jeszcze kilka minut temu powiedziałeś, że wiesz, że cię okłamałam. Więc czemu uważasz, że zmienię zdanie.

-Bo mam nadzieję, że to co podsłuchałaś wbije ci coś do głowy.

-Więc to sobie zaplanowałeś? – Richard potwierdził kiwnięciem głowy – Nie wyszło ci. Nic nie jest silniejsze niż żądza zemsty.

-To się okaże – po tych słowach Dick objął mnie w pasie i pocałował. Nie mogłam się wyrwać, a po chwili nawet nie chciałam. Znów poczułam te motyle w brzuchu. Chwilę później Richard przerwał pocałunek i spojrzał mi prosto w oczy – Musisz wiedzieć jedno. Zależy mi na tobie. Nie chcę cię stracić, ale nie chcę też byś popełniła największy błąd w swoim życiu. Musisz zebrać w sobie twoją największą siłę i przezwyciężyć tę żądzę. Ja w ciebie wieżę – Dick wypuścił mnie z objęć i poszedł do reszty Tytanów. Myśli w mojej głowie robiły sobie koktajl zakręcony. Miłość i dobro mieszało się ze złością i zemstą. Kurwa! Dlaczego to akurat on musiał tak namieszać w mojej głowie?! Dlaczego on musi być tak przekonujący? Pieprzone dlaczego.

***

Przyjechała sama. Silnik jej ścigacza usłyszałam już kilometr od domu. Gdy zeszła z pojazdu, ściągnęła kask i zdjęła ubranie ochronne. Pierwsze co mi się ukazało to jej czerwono – krwiste włosy. Następnie moją uwagę zajęły jej zielone, kocie oczy. Dopiero wtedy mogłam przyjrzeć się jej ubraniu. Inferno miała na sobie jej ulubione skórzane spodnie i glany, czarną bluzkę na ramiączkach, futrzaną kamizelkę i rękawiczki bez palców. Dziewczyna podeszła do mnie i szeroko się uśmiechnęła.

-Ucieszyła mnie wiadomość, że jestem ci potrzebna. Więc, w czym mogę pomóc?

-Wiesz o co mi chodzi Inferno. Nikt nie wie więcej o Deathstroke’u więcej niż ty.

-To prawda.  

-Pomożesz nam dostać się do jego kryjówki i rozpracować zabezpieczenia. Tytani pomogą walczyć z wojownikami Wilsona, a Ja, Dick i Willow zajmiemy się Sladem.

-A co ze mną?

-Nie chcę cię prosić o pomoc w walce. Jeśli zjawiłby się jakiś wojownik z Ligi i cię zobaczył, Talia dowiedziałaby się, że żyjesz.

-Angel – dziewczyna złamała mnie za ręce – Cztery lata temu uratowałaś mi życie. Teraz chcę się odwdzięczyć. Będę razem z wami walczyć z Deathstrokiem.

-Dziękuję ci Natalie. Jesteś prawdziwą przyjaciółką – dziewczyna uśmiechnęła się i po chwili poszłyśmy do reszty.

Wszyscy byli w salonie. Dick zdobył plany magazynu więc mogliśmy zacząć planować atak.

-Magazyn ma trzy główne wejścia plus jedno tylne. Myślę, że najlepiej będzie jeśli się podzielimy i zaatakujemy po jednym.

-Nie lepiej będzie zaatakować jedno, a porządnie – wtrąciła się Willow

-Raczej nie – zastąpiła Richarda Inferno – Slade obstawił pewnie każde drzwi około pięcioma wojownikami, więc jeżeli zajmiemy się wszystkimi naraz to będziemy mieć nad nim przewagę.

-Dokładnie – dodałam – Będziemy działać po dwie osoby. Ja i Nightwing, Willow i Inferno, Cyborg i Raven oraz Gwiazdka i Beast Boy.

-Nie zgadzam się – sprzeciwił się Victor – Te dwie zabójczynie nie powinny działać bez nadzoru.

-Co się stało puszko? – zapytała ironicznie Willow – Nie ufasz mi?

-A dziwisz się?

-Nie.

-Dobrze – przerwał dyskusję Dick – Willow pójdzie z Gwiazdką, a Inferno z Cyborgiem.  

-Świętnie – powiedział dziwnie poważny Vick

-Świetnie – powtórzyła Willow

-Dobra, kiedy już wejdziemy, będziemy ściągać ludzi Dethstroke’a po cichu. Czym dłużej będziemy działać w cieniu, tym większy będzie element zaskoczenia.

-Kiedy już dojdziemy do głównego pomieszczenia – kontynuowała Natalie – Będziemy mogli sobie oszczędzić skrupulatności. W środku będzie na nas czekać jakieś czterdzieści osób.

-Załatwicie ilu się da, a ja, Angel i Willow zajmiemy się Sladem.

-Świetnie – podsumowałam – No to mamy plan. Już czas wprowadzić go w życie.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Obrazki

Hej. Jestem w trakcie pisania kolejnego rozdziału i jestem prawie pewna, że do końca tygodnia go wstawię. Jak na razie znalazłam kilka fajnych obrazków, które chcę wam pokazać ;-)







 
Pozdrawiam
***Niki***

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział VII - Powrót

Miłość, która zawisła raz na ścianie
Kiedyś coś znaczyła
Ale teraz nie znaczy nic
Echa rozeszły się
Lecz wciąż pamiętam ten grudniowy ból

Och, nie masz już nic, co mógłbyś powiedzieć
Przykro mi, już za późno

Uwalniam się od tych wspomnień
Muszę odpuścić, po prostu odpuścić
Powiedziałam 'żegnaj', podpaliłam to wszystko
Muszę odpuścić, po prostu odpuścić


Avril Lavigne feat Chad Kroeger - Let me go

Razem z Willow stałyśmy przed drzwiami do mieszkania Wally’ego. Musiałyśmy być gotowe do biegania, zważywszy na jego umiejętności.

-Tylko pamiętaj Willow, nie chcemy go zabić.

-Zabierasz mi całą frajdę – dziewczyna westchnęła – Skąd tak w ogóle West ma mieć numer do Nightwinga?

-Bo się znają.

-Wiem, że bohaterowie trzymają się razem, ale…

-Oni się znają!

-Nie żartuj – prychnęła – Chcesz mi powiedzieć, że wiesz kim jest Nightwiing? – nic nie odpowiedziałam, a dokładnie w tym momencie drzwi do mieszkania otworzyły się. Otworzył je chłopak średniego wzrostu, o rudych włosach, zielonych oczach i piegach. Gdy nas zauważył zdziwił się, ale już po chwili spoważniał. Ruchem ręki zaprosił nas do środka. Weszłyśmy, a Willow usiadła wygodnie na kanapie. Ja stałam, w razie gdyby Wally miał uciekać. Pokój był pomalowany na żółto. Meble były tego samego, ciemnobrązowego koloru.

-Więc, czego chcecie? – zapytał lekko poddenerwowany

-Niczego specjalnego. Jedynie numer do naszego nocnego skrzydełka. 

-Czego od niego chcesz?

-Umówić się na randkę, wiesz?! – odpowiedziała najwyraźniej znudzona powagą sytuacji Willow.

-Nie chcemy go skrzywdzić, tylko porozmawiać – chłopak zaśmiał się.

-Gdybyś nie była taka głupia i nie bratała się z Ligą, to nie musiałabyś prosić mnie o numer.

-Daruj sobie te gadki Wally. Dasz mi ten numer czy nie? – West podszedł do stołu i podniósł z niego komórkę. Wybrał numer Richarda i podał mi telefon – Dziękuję – Dick odezwał się po kilku sygnałach.

-Halo?

-Cześć Nightwing.

-Angel?! Skąd masz ten numer?!

-Od naszego przyjaciela, Wally’ego.

-Jeżeli coś mu zrobiłaś to…

-Nie martw się. Nie tknęłam go – Dick chyba odetchnął – Mam do ciebie prośbę.

-Nie żartuj sobie.

-Nie żartuję. Potrzebuję twojej pomocy w znalezieniu Slade’a.

-Skąd pomysł, że ci pomogę? Nie powiem ci gdzie on jest, żebyś mogła go zabić.

-A jeśli obiecam ci, że go nie zabiję? – Willow spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale odwróciłam od niej wzrok.

-Nie wieżę ci. Nie zrezygnowałabyś ot tak z zemsty.

-Więc pomóż mi. Złapiemy go razem i oddamy policji – Richard przez chwilę milczał.

-Spotkajmy się w Gotham. Tylko bez numerów.

-To na razie – Dick rozłączył się, a ja rzuciłam telefon Wally’emu – Masz.

-Załatwiłaś swoje, a teraz spadajcie stąd – West w jednej sekundzie znalazł się przy drzwiach.  

-Robisz się wolniejszy mały – uśmiechnęłam się wrednie i razem z Willow wyszłyśmy.

-Myślałam, że mamy umowę.

-W umowie nic się nie zmieniło. Zabijam Deathstroke’a, a ty zgarniasz nagrodę. 

-Pan nocne skrzydło ci nie przeszkodzi?

-On nie jest problemem.

-Chyba cię nie doceniałam. Jesteś jednak kłamliwą zdzirą.

-Nie da się zaprzeczyć.

***

Wieczorem byłyśmy w Gotham. Miałam nadzieję, że Dick sam mnie znajdzie, bo nie miałam pomysłu gdzie go szukać. Postanowiłam, że zaczekamy na niego na budynku, gdzie niegdyś ścigaliśmy się. Nie musiałyśmy długo czekać, bo po kilku minutach na dach wskoczył Richard w swoim nowym stroju.

-Ciacho, ciacho – powiedziała po cichu Will, ale i tak oboje ją słyszeliśmy – Ciasteczko by się zjadło.

-Więc, gdzie on jest – zapytałam, ratując Willow z tej niezręcznej sytuacji. 

-Stary magazyn samochodów. Jest pełny zepsutych antyków i pomagierów Slade’a. Nie będzie łatwo tam się dostać. Slade obstawił ludzi przy każdym wejściu i każdym pokoju. Sam siedzi w biurze razem z trzydziestoma wojownikami – zerknęłam na Willow, która nie spuszczała wzroku od Dicka. Nie wiem, czy robiła to specjalnie, czy on się jej spodobał.

-W takim razie będzie nam potrzebne wsparcie.

-Taa, zwłaszcza, że to porąbane rodzeństwo pewnie też już wie, gdzie zaszył się Slade.

-Kto?

-Nikt taki – powiedziałyśmy jednocześnie, a Dick westchnął i odszedł od nas

–Dokąd idziesz? – zapytałam

-Zadzwonić po wsparcie. Tobie radzę to samo – Richard ma rację. To walka na najwyższą skalę. Zakończymy to teraz, albo już do końca życia będziemy się w to bawić. Spojrzałam zachęcająco na Willow.

-Na mnie nie patrz. Ja nie mam żadnego wsparcia – Trudno się mówi. Will nie ma znajomych, ale ja mam dwie dobre zabójczynie. Pytanie tylko jak je wezwać.

Po kilku minutach przemyśleń wpadłam na pomysł. Założę się, że Batman dałby radę wysłać wiadomość do Jump City, do Inferno. Niestety nie wiem, gdzie jest Kosogłos. Może ona sama do mnie trafi.

Po chwili wrócił do nas Dick. Był…szczęśliwy? Uśmiechał się i wyglądał na zadowolonego.

-Z czego się tak cieszysz? – zapytałam trochę zirytowana jego poczuciem humoru.

-Będziemy mieć duże wsparcie.

-Fajnie, ale będziemy mieć jeszcze większe jeżeli nadasz ode mnie wiadomość z jaskini Batmana.

-Czemu sama jej nie nadasz? Jeżeli dobrze słyszałem to już raz się tam włamałaś.

-Ah, daj spokój! To było tylko raz – Dick westchnął.

-Do kogo?

-W Jump City jest moja przyjaciółka, Inferno. Mieszka w opuszczonej fabryce porcelany.

-Wiem gdzie to jest.

-Poproś ją o pomoc. Na pewno przyjedzie.

-Zgoda – Dick pobiegł w stronę posiadłości Wayne’a i już po chwili straciłam go z oczu.

-Mamy zamiar tu tak siedzieć i nic nie robić?! Nie masz jakiejś kryjówki, czy coś?

-Tak się składa, że mam.

-Więc, na co czekamy?

Obie zeszłyśmy z dachu i wsiadłyśmy na motocykle. Ja prowadziłam. Dobrze wiedziałam gdzie możemy się zatrzymać. Po kilku minutach drogi byłyśmy na miejscu. Dom praktycznie się nie zmienił. Choć minęło pięć lat, nadal było widać jego jasne barwy. Niektóre okna były potrzaskane, pewnie przez miejscowych rabusiów. Sądzę, że powynosili z domu co najcenniejsze i sprzedali, ale to już nie jest ważne. Teraz potrzebuję tylko miejsca, w którym możemy poczekać ma Richarda.

Drzwi były zamknięte, więc otworzyłam je z wykopu. W środku dom nie był już tak piękny. Wszystko było ukurzone i  zniszczone. Większość obrazów i rzeźb zniknęła. Usiadłam na kanapie i odpoczywałam. Willow po chwili się do mnie przyłączyła.

-Co to za rudera?

-To mój dom, tylko że od pięciu lat nikt tu nie mieszka.

-Twój dom? Widzę, że w dzieciństwie miałaś problemy finansowe – ta dziewczyna była niemożliwa. W każdej chwili potrafiła z czegoś zażartować, zmniejszyć napięcie. W tej chwili mi to jednak nie pomogło. Kilka razy tu wracałam po śmierci rodziców i wyjeździe z Gotham i zawsze starałam się zachować powagę. Próbowałam pokazać mój szacunek wobec tego miejsca. W końcu wiązało się z nim tyle wspomnień. 

Po jakiejś godzinie przyjechał Dick.

-Jak nas znalazłeś? – zapytałam

-Miałem przeczucia, że tu będziecie – uśmiechnęliśmy się do siebie – Wiadomość wysłana. Inferno powinna przyjechać za jakąś godzinę.

-A twoje wsparcie?

-Powinni zaraz tu być – przez chwilę nic nie mówiliśmy. Przerażała mnie ta niezręczna cisza.

 -Dobra! – krzyknęła Willow – To mnie dobija. Obgadajcie sobie swoje sprawy i dajcie znać jak skończycie – dziewczyna wyszła z pokoju i zostałam sam na sam z Richardem.

-To…odpuszczasz z zemstą?

-Tak. Pomyślałam, że ona nic mi nie da. Nie wskrzeszę rodziców przelewając więcej krwi – Dick podszedł do mnie i spojrzał prosto w oczy.

-Nie wierzę ci. Przez pięć lat bratałaś się z Ligą Zabójców. Chciałaś żeby wyszkolili cię na zabójcę, tylko po to żeby zabić jednego człowieka, a teraz odpuszczasz? – nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Znałam Richarda już tyle lat i przez to on wiedział kiedy kłamię.

-Skoro wiedziałeś, że kłamię, to po co mi pomogłeś? Po co zadzwoniłeś po wsparcie?

-Bo miałem nadzieję, że odwiodę cię od tego pomysłu.

-Starasz się już to zrobić od pięciu lat i ciągle stoisz w miejscu. Może już czas, żebyś sobie darował? – Dick nie powiedział ani słowa. Trochę dziwnie się czułam, bo to on od dawna mówi mi, żebym odpuściła.

-Wiesz co nas łączy?

-Czarne włosy? – Richard zaśmiał się.

-Nie. To, że nigdy nie dajemy za wygraną.

-Chyba masz rację.  

-Więc mam dla ciebie propozycję.

-Słucham – powiedziałam kładąc przy tym ręce na biodra.

-Złapiemy Deathstroke’a, zamkniemy go w jakimś więzieniu na odludziu i razem pójdziemy do Ra's al Ghula prosić go, by cię wypuścił.

-To nie jest takie proste Dick. Ras chce śmierci Slade’a. Nawet jeśli ja go nie zabiję, zrobi to ktoś inny.

-Nie, jeżeli złapiemy go pierwsi – już miałam zacząć tłumaczyć Richardowi cały proces odejścia z Ligi, kiedy drzwi wejściowe otworzyły się, a do środka weszły cztery osoby. Przez moment nie bardzo mogłam uwierzyć w to co widzę. Po chwili jednak doszłam do siebie i przywitałam się z drużyną. Miło widzieć Tytanów w komplecie.