piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział VIII - Plan


Czas zmienił wszystko. Zmienił nas i nasze otoczenie. Zmienił nasze podejście, zwyczaje, charaktery. Niektórzy znaleźli sobie „nową” osobę, która jest dla nich najważniejsza. Inni ciągle tęsknią za kimś, kto był dla nich jeszcze niedawno wszystkim. Ja? Ja po prostu istnieję, bo nie wiem czy można nazwać to życiem.

Drużyna stała kilka kroków przed nami. Wszyscy byli zadowoleni z nadchodzącej bitwy i ponownego połączenia drużyny. Oczywiście Raven nic nie dała po sobie poznać. Garfield natomiast aż tryskał entuzjazmem. Zmienił się od kąt go ostatnio widziałam. Wyrósł i nabrał mięśni. Jego zielona skóra, oczy i włosy się nie zmieniły. Strój natomiast był trochę inny. Nadal był czarno – fioletowy, ale miał krótki rękaw, a szare rękawiczki zastąpiły czarne bez palców. Viktor prawie nic się nie zmienił, oprócz tego, że jego zbroja miała czarny kolor. Kori mnie zadziwiła. Dziewczyna miała na sobie krótką purpurową bluzkę z charakterystycznymi dla Tamaranki zielonymi kryształami, dopasowane leginsy, buty sięgające kolan i rękawiczki bez palców do ramion. Znów widziałam w jej oczach chęć walki i pomocy innym. Znów widziałam w niej tego walecznego lwa sprzed lat.   

-Ale nam się elita zebrała  - mruknęła stojąca za nami Willow – Wielcy Młodzi Tytani.

-Willow! – upomniałam dziewczynę – Daj spokój.

-Jasne, nie ma sprawy.

-Angel, zostawisz mnie i drużynę sam na sam?

-Jasne – pociągnęłam Willow i obie wyszłyśmy z pokoju. Dziewczyna wyrwała się z uścisku i zaczęła kierować w stronę drzwi – Dokąd się wybierasz?

-Na zewnątrz. Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza – po tych słowach Willow, wyszła, a ja usiadłam na kanapie i zaczęłam nasłuchiwać.

-Naprawdę sądzisz, że ona go nie zabije? – zapytał Victor

-Nie mogę mieć pewności, ale sądzę, że odpowiedni impuls nie pozwoli jej na to. Myślę, że jej…

-Sumienie – dokończyła Raven – Myślisz, że jej sumienie się odezwie?

-Dokładnie tak myślę.

-Wybacz Dick, ale nie sądzę żeby osoby takie jak ona się zmieniały. To zabójczyni – Vick jak zwykle milusi – Ktoś taki jak ona nie zasługuje na drugą szansę.

-Przymkniesz się wreszcie Victor! – ryknął Garfield – Myślę, że rozmowę o dawaniu drugich szans zakończyliśmy dawno temu, kiedy Terra służyła Slade’owi. Tak samo Terra, jak i Angel popełniła parę błędów, ale to nie był powód by ją skreślać. Nie skreślaj więc też Angel.

-Garfield ma rację – poparła go Kori – Kiedy Angel do mnie przyszła, nie zachowywała się jak zabójczyni bez serca. Ona nie jest zła. Ma dobre serce, które po prostu zostało złamane. Powinniśmy jej zaufać.

Dziwne. Oni nadal we mnie wierzą. Byłam pewna, że już dawno przestałam być uważana za dobrą. Gar we mnie wierzy, Kori we mnie wierzy, Dick..nie mogę ich zawieźć. Ale jak mam się powstrzymać? Moja żądza zemsty jest silniejsza niż wszystko inne. Jak mam znaleźć potrzebną mi siłę?

-Zostawicie mnie na chwilę z Victorem? – zapytał Richard po chwili milczenia, a zaraz potem z pokoju wyszła Raven, Koriand’r i Garfield. Cała trójka przeszła do jadalni.

-Jak mam cię do niej przekonać?

-Może nie potrafisz. Wiesz, że rzadko zmieniam zdanie na czyiś temat.

-Cholera Vick, jak możesz nie widzieć tego co ja! – Dick podniósł głos – Ona nie jest taka jak Slade, Ras, czy inni zabójcy Ligi!

-Co nie zmienia faktu, że zabijała! Kiedy dotrze do ciebie to, że ona się nie zmieni?! Ile jeszcze śmiertelnych ciosów ma zadać, ile ludzi okaleczyć, ilu dzieciom odebrać rodziców?!

-A co ja mam zrobić?! Jak pokazać ci, że ona jest godna twojego zaufania?

-Dowiedzie tego, jeśli nie zabije Slade’a. Nie będziesz jej odstępował na krok, do póki go nie zamkniemy w przytulnej celi.

-Niech tak będzie, ale ja czuję, że nie będzie to potrzebne – po chwili usłyszałam kroki, więc Dick chyba chciał wyjść, ale wtedy odezwał się Victor.

-Znowu coś do niej czujesz, co?

-Może nigdy nie przestałem?

-Oboje wiemy, że to nie wyjdzie. Nie po tym co zrobiła.

-Wiesz Vick, kocha się nie za wszystko, ale mimo wszystko. Kocham ją mimo jej wad, mimo jej czynów. Kocham ją mimo jej charakteru. Tak to już jest w miłości – Victor już nic nie odpowiedział, a moment później oboje wyszli z pokoju. Wstałam z kanapy i pociągnęłam Dicka za rękę.

-Dlaczego uważasz, że go nie zabiję? Jeszcze kilka minut temu powiedziałeś, że wiesz, że cię okłamałam. Więc czemu uważasz, że zmienię zdanie.

-Bo mam nadzieję, że to co podsłuchałaś wbije ci coś do głowy.

-Więc to sobie zaplanowałeś? – Richard potwierdził kiwnięciem głowy – Nie wyszło ci. Nic nie jest silniejsze niż żądza zemsty.

-To się okaże – po tych słowach Dick objął mnie w pasie i pocałował. Nie mogłam się wyrwać, a po chwili nawet nie chciałam. Znów poczułam te motyle w brzuchu. Chwilę później Richard przerwał pocałunek i spojrzał mi prosto w oczy – Musisz wiedzieć jedno. Zależy mi na tobie. Nie chcę cię stracić, ale nie chcę też byś popełniła największy błąd w swoim życiu. Musisz zebrać w sobie twoją największą siłę i przezwyciężyć tę żądzę. Ja w ciebie wieżę – Dick wypuścił mnie z objęć i poszedł do reszty Tytanów. Myśli w mojej głowie robiły sobie koktajl zakręcony. Miłość i dobro mieszało się ze złością i zemstą. Kurwa! Dlaczego to akurat on musiał tak namieszać w mojej głowie?! Dlaczego on musi być tak przekonujący? Pieprzone dlaczego.

***

Przyjechała sama. Silnik jej ścigacza usłyszałam już kilometr od domu. Gdy zeszła z pojazdu, ściągnęła kask i zdjęła ubranie ochronne. Pierwsze co mi się ukazało to jej czerwono – krwiste włosy. Następnie moją uwagę zajęły jej zielone, kocie oczy. Dopiero wtedy mogłam przyjrzeć się jej ubraniu. Inferno miała na sobie jej ulubione skórzane spodnie i glany, czarną bluzkę na ramiączkach, futrzaną kamizelkę i rękawiczki bez palców. Dziewczyna podeszła do mnie i szeroko się uśmiechnęła.

-Ucieszyła mnie wiadomość, że jestem ci potrzebna. Więc, w czym mogę pomóc?

-Wiesz o co mi chodzi Inferno. Nikt nie wie więcej o Deathstroke’u więcej niż ty.

-To prawda.  

-Pomożesz nam dostać się do jego kryjówki i rozpracować zabezpieczenia. Tytani pomogą walczyć z wojownikami Wilsona, a Ja, Dick i Willow zajmiemy się Sladem.

-A co ze mną?

-Nie chcę cię prosić o pomoc w walce. Jeśli zjawiłby się jakiś wojownik z Ligi i cię zobaczył, Talia dowiedziałaby się, że żyjesz.

-Angel – dziewczyna złamała mnie za ręce – Cztery lata temu uratowałaś mi życie. Teraz chcę się odwdzięczyć. Będę razem z wami walczyć z Deathstrokiem.

-Dziękuję ci Natalie. Jesteś prawdziwą przyjaciółką – dziewczyna uśmiechnęła się i po chwili poszłyśmy do reszty.

Wszyscy byli w salonie. Dick zdobył plany magazynu więc mogliśmy zacząć planować atak.

-Magazyn ma trzy główne wejścia plus jedno tylne. Myślę, że najlepiej będzie jeśli się podzielimy i zaatakujemy po jednym.

-Nie lepiej będzie zaatakować jedno, a porządnie – wtrąciła się Willow

-Raczej nie – zastąpiła Richarda Inferno – Slade obstawił pewnie każde drzwi około pięcioma wojownikami, więc jeżeli zajmiemy się wszystkimi naraz to będziemy mieć nad nim przewagę.

-Dokładnie – dodałam – Będziemy działać po dwie osoby. Ja i Nightwing, Willow i Inferno, Cyborg i Raven oraz Gwiazdka i Beast Boy.

-Nie zgadzam się – sprzeciwił się Victor – Te dwie zabójczynie nie powinny działać bez nadzoru.

-Co się stało puszko? – zapytała ironicznie Willow – Nie ufasz mi?

-A dziwisz się?

-Nie.

-Dobrze – przerwał dyskusję Dick – Willow pójdzie z Gwiazdką, a Inferno z Cyborgiem.  

-Świętnie – powiedział dziwnie poważny Vick

-Świetnie – powtórzyła Willow

-Dobra, kiedy już wejdziemy, będziemy ściągać ludzi Dethstroke’a po cichu. Czym dłużej będziemy działać w cieniu, tym większy będzie element zaskoczenia.

-Kiedy już dojdziemy do głównego pomieszczenia – kontynuowała Natalie – Będziemy mogli sobie oszczędzić skrupulatności. W środku będzie na nas czekać jakieś czterdzieści osób.

-Załatwicie ilu się da, a ja, Angel i Willow zajmiemy się Sladem.

-Świetnie – podsumowałam – No to mamy plan. Już czas wprowadzić go w życie.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Obrazki

Hej. Jestem w trakcie pisania kolejnego rozdziału i jestem prawie pewna, że do końca tygodnia go wstawię. Jak na razie znalazłam kilka fajnych obrazków, które chcę wam pokazać ;-)







 
Pozdrawiam
***Niki***

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział VII - Powrót

Miłość, która zawisła raz na ścianie
Kiedyś coś znaczyła
Ale teraz nie znaczy nic
Echa rozeszły się
Lecz wciąż pamiętam ten grudniowy ból

Och, nie masz już nic, co mógłbyś powiedzieć
Przykro mi, już za późno

Uwalniam się od tych wspomnień
Muszę odpuścić, po prostu odpuścić
Powiedziałam 'żegnaj', podpaliłam to wszystko
Muszę odpuścić, po prostu odpuścić


Avril Lavigne feat Chad Kroeger - Let me go

Razem z Willow stałyśmy przed drzwiami do mieszkania Wally’ego. Musiałyśmy być gotowe do biegania, zważywszy na jego umiejętności.

-Tylko pamiętaj Willow, nie chcemy go zabić.

-Zabierasz mi całą frajdę – dziewczyna westchnęła – Skąd tak w ogóle West ma mieć numer do Nightwinga?

-Bo się znają.

-Wiem, że bohaterowie trzymają się razem, ale…

-Oni się znają!

-Nie żartuj – prychnęła – Chcesz mi powiedzieć, że wiesz kim jest Nightwiing? – nic nie odpowiedziałam, a dokładnie w tym momencie drzwi do mieszkania otworzyły się. Otworzył je chłopak średniego wzrostu, o rudych włosach, zielonych oczach i piegach. Gdy nas zauważył zdziwił się, ale już po chwili spoważniał. Ruchem ręki zaprosił nas do środka. Weszłyśmy, a Willow usiadła wygodnie na kanapie. Ja stałam, w razie gdyby Wally miał uciekać. Pokój był pomalowany na żółto. Meble były tego samego, ciemnobrązowego koloru.

-Więc, czego chcecie? – zapytał lekko poddenerwowany

-Niczego specjalnego. Jedynie numer do naszego nocnego skrzydełka. 

-Czego od niego chcesz?

-Umówić się na randkę, wiesz?! – odpowiedziała najwyraźniej znudzona powagą sytuacji Willow.

-Nie chcemy go skrzywdzić, tylko porozmawiać – chłopak zaśmiał się.

-Gdybyś nie była taka głupia i nie bratała się z Ligą, to nie musiałabyś prosić mnie o numer.

-Daruj sobie te gadki Wally. Dasz mi ten numer czy nie? – West podszedł do stołu i podniósł z niego komórkę. Wybrał numer Richarda i podał mi telefon – Dziękuję – Dick odezwał się po kilku sygnałach.

-Halo?

-Cześć Nightwing.

-Angel?! Skąd masz ten numer?!

-Od naszego przyjaciela, Wally’ego.

-Jeżeli coś mu zrobiłaś to…

-Nie martw się. Nie tknęłam go – Dick chyba odetchnął – Mam do ciebie prośbę.

-Nie żartuj sobie.

-Nie żartuję. Potrzebuję twojej pomocy w znalezieniu Slade’a.

-Skąd pomysł, że ci pomogę? Nie powiem ci gdzie on jest, żebyś mogła go zabić.

-A jeśli obiecam ci, że go nie zabiję? – Willow spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale odwróciłam od niej wzrok.

-Nie wieżę ci. Nie zrezygnowałabyś ot tak z zemsty.

-Więc pomóż mi. Złapiemy go razem i oddamy policji – Richard przez chwilę milczał.

-Spotkajmy się w Gotham. Tylko bez numerów.

-To na razie – Dick rozłączył się, a ja rzuciłam telefon Wally’emu – Masz.

-Załatwiłaś swoje, a teraz spadajcie stąd – West w jednej sekundzie znalazł się przy drzwiach.  

-Robisz się wolniejszy mały – uśmiechnęłam się wrednie i razem z Willow wyszłyśmy.

-Myślałam, że mamy umowę.

-W umowie nic się nie zmieniło. Zabijam Deathstroke’a, a ty zgarniasz nagrodę. 

-Pan nocne skrzydło ci nie przeszkodzi?

-On nie jest problemem.

-Chyba cię nie doceniałam. Jesteś jednak kłamliwą zdzirą.

-Nie da się zaprzeczyć.

***

Wieczorem byłyśmy w Gotham. Miałam nadzieję, że Dick sam mnie znajdzie, bo nie miałam pomysłu gdzie go szukać. Postanowiłam, że zaczekamy na niego na budynku, gdzie niegdyś ścigaliśmy się. Nie musiałyśmy długo czekać, bo po kilku minutach na dach wskoczył Richard w swoim nowym stroju.

-Ciacho, ciacho – powiedziała po cichu Will, ale i tak oboje ją słyszeliśmy – Ciasteczko by się zjadło.

-Więc, gdzie on jest – zapytałam, ratując Willow z tej niezręcznej sytuacji. 

-Stary magazyn samochodów. Jest pełny zepsutych antyków i pomagierów Slade’a. Nie będzie łatwo tam się dostać. Slade obstawił ludzi przy każdym wejściu i każdym pokoju. Sam siedzi w biurze razem z trzydziestoma wojownikami – zerknęłam na Willow, która nie spuszczała wzroku od Dicka. Nie wiem, czy robiła to specjalnie, czy on się jej spodobał.

-W takim razie będzie nam potrzebne wsparcie.

-Taa, zwłaszcza, że to porąbane rodzeństwo pewnie też już wie, gdzie zaszył się Slade.

-Kto?

-Nikt taki – powiedziałyśmy jednocześnie, a Dick westchnął i odszedł od nas

–Dokąd idziesz? – zapytałam

-Zadzwonić po wsparcie. Tobie radzę to samo – Richard ma rację. To walka na najwyższą skalę. Zakończymy to teraz, albo już do końca życia będziemy się w to bawić. Spojrzałam zachęcająco na Willow.

-Na mnie nie patrz. Ja nie mam żadnego wsparcia – Trudno się mówi. Will nie ma znajomych, ale ja mam dwie dobre zabójczynie. Pytanie tylko jak je wezwać.

Po kilku minutach przemyśleń wpadłam na pomysł. Założę się, że Batman dałby radę wysłać wiadomość do Jump City, do Inferno. Niestety nie wiem, gdzie jest Kosogłos. Może ona sama do mnie trafi.

Po chwili wrócił do nas Dick. Był…szczęśliwy? Uśmiechał się i wyglądał na zadowolonego.

-Z czego się tak cieszysz? – zapytałam trochę zirytowana jego poczuciem humoru.

-Będziemy mieć duże wsparcie.

-Fajnie, ale będziemy mieć jeszcze większe jeżeli nadasz ode mnie wiadomość z jaskini Batmana.

-Czemu sama jej nie nadasz? Jeżeli dobrze słyszałem to już raz się tam włamałaś.

-Ah, daj spokój! To było tylko raz – Dick westchnął.

-Do kogo?

-W Jump City jest moja przyjaciółka, Inferno. Mieszka w opuszczonej fabryce porcelany.

-Wiem gdzie to jest.

-Poproś ją o pomoc. Na pewno przyjedzie.

-Zgoda – Dick pobiegł w stronę posiadłości Wayne’a i już po chwili straciłam go z oczu.

-Mamy zamiar tu tak siedzieć i nic nie robić?! Nie masz jakiejś kryjówki, czy coś?

-Tak się składa, że mam.

-Więc, na co czekamy?

Obie zeszłyśmy z dachu i wsiadłyśmy na motocykle. Ja prowadziłam. Dobrze wiedziałam gdzie możemy się zatrzymać. Po kilku minutach drogi byłyśmy na miejscu. Dom praktycznie się nie zmienił. Choć minęło pięć lat, nadal było widać jego jasne barwy. Niektóre okna były potrzaskane, pewnie przez miejscowych rabusiów. Sądzę, że powynosili z domu co najcenniejsze i sprzedali, ale to już nie jest ważne. Teraz potrzebuję tylko miejsca, w którym możemy poczekać ma Richarda.

Drzwi były zamknięte, więc otworzyłam je z wykopu. W środku dom nie był już tak piękny. Wszystko było ukurzone i  zniszczone. Większość obrazów i rzeźb zniknęła. Usiadłam na kanapie i odpoczywałam. Willow po chwili się do mnie przyłączyła.

-Co to za rudera?

-To mój dom, tylko że od pięciu lat nikt tu nie mieszka.

-Twój dom? Widzę, że w dzieciństwie miałaś problemy finansowe – ta dziewczyna była niemożliwa. W każdej chwili potrafiła z czegoś zażartować, zmniejszyć napięcie. W tej chwili mi to jednak nie pomogło. Kilka razy tu wracałam po śmierci rodziców i wyjeździe z Gotham i zawsze starałam się zachować powagę. Próbowałam pokazać mój szacunek wobec tego miejsca. W końcu wiązało się z nim tyle wspomnień. 

Po jakiejś godzinie przyjechał Dick.

-Jak nas znalazłeś? – zapytałam

-Miałem przeczucia, że tu będziecie – uśmiechnęliśmy się do siebie – Wiadomość wysłana. Inferno powinna przyjechać za jakąś godzinę.

-A twoje wsparcie?

-Powinni zaraz tu być – przez chwilę nic nie mówiliśmy. Przerażała mnie ta niezręczna cisza.

 -Dobra! – krzyknęła Willow – To mnie dobija. Obgadajcie sobie swoje sprawy i dajcie znać jak skończycie – dziewczyna wyszła z pokoju i zostałam sam na sam z Richardem.

-To…odpuszczasz z zemstą?

-Tak. Pomyślałam, że ona nic mi nie da. Nie wskrzeszę rodziców przelewając więcej krwi – Dick podszedł do mnie i spojrzał prosto w oczy.

-Nie wierzę ci. Przez pięć lat bratałaś się z Ligą Zabójców. Chciałaś żeby wyszkolili cię na zabójcę, tylko po to żeby zabić jednego człowieka, a teraz odpuszczasz? – nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Znałam Richarda już tyle lat i przez to on wiedział kiedy kłamię.

-Skoro wiedziałeś, że kłamię, to po co mi pomogłeś? Po co zadzwoniłeś po wsparcie?

-Bo miałem nadzieję, że odwiodę cię od tego pomysłu.

-Starasz się już to zrobić od pięciu lat i ciągle stoisz w miejscu. Może już czas, żebyś sobie darował? – Dick nie powiedział ani słowa. Trochę dziwnie się czułam, bo to on od dawna mówi mi, żebym odpuściła.

-Wiesz co nas łączy?

-Czarne włosy? – Richard zaśmiał się.

-Nie. To, że nigdy nie dajemy za wygraną.

-Chyba masz rację.  

-Więc mam dla ciebie propozycję.

-Słucham – powiedziałam kładąc przy tym ręce na biodra.

-Złapiemy Deathstroke’a, zamkniemy go w jakimś więzieniu na odludziu i razem pójdziemy do Ra's al Ghula prosić go, by cię wypuścił.

-To nie jest takie proste Dick. Ras chce śmierci Slade’a. Nawet jeśli ja go nie zabiję, zrobi to ktoś inny.

-Nie, jeżeli złapiemy go pierwsi – już miałam zacząć tłumaczyć Richardowi cały proces odejścia z Ligi, kiedy drzwi wejściowe otworzyły się, a do środka weszły cztery osoby. Przez moment nie bardzo mogłam uwierzyć w to co widzę. Po chwili jednak doszłam do siebie i przywitałam się z drużyną. Miło widzieć Tytanów w komplecie.

wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział VI - Nowe znajomości


Witaj w swoim życiu
Już nie ma odwrotu
Nawet, gdy śpimy
Znajdziemy cię
Zachowując się najlepiej
Odwracającego się tyłem do matki natury
Każdy chce rządzić światem

Stała tam. Jej długie, białe włosy były mokre i częściowo zasłaniały twarz. Deszcz sprawił, że jej szczupła postać była ledwo widoczna. W jednym momencie dziewczyna otworzyła oczy. Niebieskie i żądne krwi. Po chwili dosłownie zniknęła. Nie miałam pewności, czy to sen, halucynacja czy czysta prawda. Nie, to nie mogło być realne. Ona nie żyje.

Wtedy pojawiła się tuż przede mną. Cofnęłam się o krok, ale starałam się nie ukazywać strachu.

-Myślisz, że zabijając go coś zmienisz? – powiedziała ochrypłym i przerażającym głosem – Nie wystarczy już rozlewu krwi? Czy może zaplanowałaś zniszczyć całą moją rodzinę? – chciałam się odezwać, ale nie mogłam wypowiedzieć ani słowa – Wiedz, że jeśli nie zboczysz z tej drogi, zginiesz. Twoja naiwność i żądza zemsty cię uśmiercą. Zastanów się, czy warto? – Wtedy dziewczyna zniknęła, a ja obudziłam się z krzykiem. Znów byłam w pokoju motelu w Star City. Okryłam się kołdrą i z powrotem położyłam. To był pierwszy raz, kiedy śniła mi się Rose. Wcześniej miałam sny o rodzicach, Richardzie, Deathstroke’u. Lecz nigdy o niej.

Na próżno starałam się zasnąć. Jej blada twarz pojawiała się gdy tylko zamykałam oczy, a jej ochrypły głos gdy tylko przykryłam głowę poduszką. Wstałam więc i ubrałam się w mój biały kostium i brązową kurtkę. Minął tydzień od ucieczki Deathstroke’a, a ja nadal nie wiem gdzie się zaszył.

-Wyglądasz na przypartą do muru –odezwał się ktoś za moimi plecami. Już chciałam sięgnąć po katanę, ale ujrzałam jej tatuaż na ramieniu w kształcie ptaka. Chwilę potem z cienia wyłoniła się jej blada twarz. Miała błękitne oczy i długie, brązowo - białe włosy. Potem ujrzałam jej smukłą sylwetkę. Miała na sobie jej ulubiony strój. Obcisłe, skórzane spodnie, czarna bluzka z krótkim rękawem, długie rękawiczki bez palców i buty na koturnie.

-Witaj Kosogłosie.

-Cześć Angel. Dawno cię nie widziałam. Ile to już?

-Będzie z dwa lata – podeszłam bliżej dziewczyny – Zmieniłaś się.

-Ty też. Obcięłaś włosy.

-Za to ty swoje zapuszczasz – zaśmiałyśmy się i mocno przytuliłyśmy – Strasznie za tobą tęskniłam Sam.

-Ja za tobą też Angel – usiadłyśmy na kanapie i cieszyłyśmy wspólnymi chwilami

-Więc, co cię sprowadza?

-Muszę mieć jakiś powód? Nie mogę odwiedzić najlepszej przyjaciółki?

-Jasne, że możesz! Tylko jak ty mnie znalazłaś?

-Nadal mam kontakty z Ligą. Talia nie miała nic przeciwko bym cię odwiedziła i sprawdziła jak ci idzie – chwila moment. Coś tu nie pasuje. Talia nie wysłałaby Sam żeby sprawdziła czy zabiłam Slade’a. Wiedziałaby, że sama się odezwę.

-Dobra, a co cię tu naprawdę sprowadziło?

-Angel…

-Wiesz, że mnie nie oszukasz, więc lepiej od razu zacznij mówić – Sam westchnęła.

-Liga wyznaczyła nagrodę za zabicie Deathstroke’a.

-Co?!

-Chyba nie do końca wiedzą, czy sobie poradzisz – wstałam z kanapy i zaczęłam chodzić po pokoju. Jak Talia mogła na to pozwolić? Przecież dobrze wie, że Slade to trudny przeciwnik. Potrzebuję więcej czasu.

-Ile?

-Sto.

-Tysięcy?

-Milionów.

-Nie żałowali.

Angel – Sam wstała i podeszła do mnie – Jeśli chcesz go zabić, to musisz to zrobić szybko. Jest już bardzo dużo chętnych na tę nagrodę. Muszę przyznać, że sama miałam na nią chrapkę.

-Nie zrobisz tego. Nie zabijesz go.

-Oczywiście, że nie. On jest twój. To drugi powód mojego przyjazdu. Wiem gdzie on jest.

-Powiedz mi.

-Central City. Kamery lotniska uchwyciły go wczoraj. Nie wiem ile masz czasu.

-Dziękuję ci Sam. Mam u ciebie dług.

-A bo to jeden – uśmiechnęłam się. Szybko spakowałam torbę i wyszłam z Sam na zewnątrz. Wsiadłam na motocykl i pożegnałam się z Kosogłosem.

-No to do zobaczenia Sam.

-Mam nadzieję, że nie będę musiała czekać tak długo – zaśmiałyśmy się – Tylko pamiętaj. To już nie jest zabawa. Na Slade’a polują najgorsi zabójcy. Musisz dać z siebie wszystko.

-Zawsze daję – odpaliłam silnik i wyjechałam. Droga do Central City jest długa. Czeka mnie daleka droga.

***

Central City jest równie pięknym miastem co Gotham, ale lepiej zadbanym. Myślę, że nawet wiem gdzie szukać Slade’a. Jest tu stara posiadłość jakiegoś milionera. Dom został opuszczony za czasów drugiej wojny światowej i od tego czasu stoi pusty. Wilson lubi takie miejsca, więc warto sprawdzić.

Dom był naprawdę stary, zbudowany chyba z drewna. Wszystko się rozpadało, podłoga niemiłosiernie skrzypiała, a dachu w połowie nie było. Ostrożnie otworzyłam drzwi, jednocześnie trzymając katanę w ręku. Drzwi zaskrzypiały.

-Cholera – szepnęłam jednocześnie kopnęłam drzwi. Byłam gotowa do walki, ale pomieszczenie było puste. Rozejrzałam się po pokoju. Wszystko było stare. Meble, obrazy, dywany. Nawet nie wiem, czy Slade tu był. Niespodziewanie przez okno do pokoju wpadła jakaś dziewczyna, a zaraz za nią chłopak. Dziewczyna była szczupła i wysoka, ale umięśniona. Miała długie, rude i kręcone włosy oraz brązowe oczy. Była ubrana w zieloną bluzkę, brązową kurtkę i spodnie oraz czarne buty do kolan. Na jej prawej dłoni zauważyłam tatuaż w kształcie słońca. Lub czegoś w tym stylu. Chłopak za to był średniego wzrostu, był umięśniony i miał krótkie brązowe włosy i oczy. Miał na sobie ciemne, brązowe spodnie, trochę jaśniejszą kurtkę z kapturem i czarną koszulę oraz buty. Oboje trzymali w dłoniach katany.

-Widzę, że nagroda kusi wielu – powiedziała dziewczyna

-Kto by się nie skusił Sunny?

-Racja Steve, sto milionów robi swoje.

-Nie przyszłam tu dla pieniędzy.

-Akurat – prychnęła Sunny – Niech zgadnę, jesteś tu bo po prostu chcesz zabić Slade’a.

-Chcę wyrównać rachunki

-Wybacz słonko, ale nagroda będzie nasza.

-Możecie ją sobie wziąć. Deathstroke’a i tak tu nie ma.

-Szkoda, miałam nadzieję na odrobinę walki.

-Zawsze możemy zabawić się z baszą nową znajomą – Steve uśmiechnął się wrednie

-Możecie spróbować.

W tym momencie obydwoje ruszyli na mnie. Zaczęłam robić szybkie uniki przed ich ostrzami. Widać jednak było, że to zawodowcy. Nie marnowali zbyt dużo siły zadawając ciosy. Za to ja robiłam się coraz słabsza. Ciężko jest odpierać ataki dwóch doświadczonych zabójców. Nie mogłam się z nimi bawić. Szybkim ruchem podcięłam dziewczynę, a chłopaka kopnęłam z pół obrotu. Prawie udało mi się przebić go kataną, ale Sunny go obroniła. Ponownie spróbowałam zaatakować, ale tym razem zdołali odeprzeć moje ciosy. To było naprawdę męczące. Niespodziewanie Steve kopnął mnie w twarz. Upadłam. Oboje stali nade mną i uśmiechali się szyderczo. Dziewczyna już miała zadać ostateczny cios, kiedy ktoś pociągnął ją za włosy i cisnął o ścianę. Nie mogłam się przyjrzeć nieznajomej postaci. Poruszała się zbyt szybko. Była dobra. Z łatwością odpierała ataki chłopaka, aż w końcu przebiła mu kataną ramię.

-Steve – krzyknęła Sunny. Podbiegła do chłopaka i oboje uciekli z domu. Zamaskowana postać podeszła do mnie. Byłam pewna, że będzie chciała walczyć ze mną, ale ta tylko podała mi dłoń i pomogła wstać. Teraz mogłam się jej lepiej przyjrzeć. Była to szczupła i wysoka dziewczyna. Miała na sobie skórzane spodnie, kurtkę i koturny, a jej twarz zasłaniał kaptur.

-Dzięki – powiedziałam z lekkim trudem – Dziękuję za pomoc.

-Nie ma sprawy. Chętnie zabawiłam się ze Stevem i Sunny.

-Jestem Angel – dziewczyna zdjęła kaptur i moim oczom ukazały się długie różowe włosy i niebieskie oczy.

-Willow. Czego świrnięte rodzeństwo od ciebie chciało?

-Mieli nadzieję, że spotkają tu Deathstroke’a, ale zastali tylko mnie.

-Widzę, że wszystkich sprowadziła tu kasa za jego głowę.

-Mnie nie obchodzi nagroda. Jestem tu z ramienia Ligii Zabójców i Ras al’Ghula. Dostałam zadanie zabicia Slade’a.

-W takim razie nie mam po co z tobą walczyć. Dobrze – Willow schowała katanę do pokrowca i uśmiechnęła się – Myślę, że cię lubię.

-Ja chyba ciebie też. I mam propozycję.

-Zamieniam się w słuch.

-Dorwiemy Deathstroke’a razem, ale nagrodę weźmiesz dla siebie.

-A ty?

-Ja chcę tylko zadać ostateczny cios.

-Widzę, że masz z Wilsonem jakieś niedokończone sprawy. Chcesz Vendetty?

-Niczego nie pragnę bardziej.

-W takim razie zgoda – dziewczyna podała mi rękę, a ja ją uścisnęłam – To masz jakiś pomysł jak znaleźć jednookiego?

-Mam pewien plan, ale nie obejdzie się bez problemów.

-Jakiego typu problemów?

-Będę musiała zadzwonić do przyjaciela.

-Nie widzę tu problemu.

-Ten przyjaciel, to Nightwing.

-Już czaję. Masz w ogóle do niego numer?

-Nie, ale wiem kto ma.

-Więc? Komu złożymy wizytę?

-Wally West

piątek, 21 listopada 2014

Nowe postacie

Hej. Zacznę od tego, że następny rozdział jest już napisany, ale wstawię jak pojawi się choć jeden komentarz. Chciałabym wiedzieć, co myślicie o tym opowiadaniu. Może macie jakieś uwagi, albo sugestie? Komentujcie albo piszcie do mnie. Mój adres email: nikola_2000@o2.pl
Chcę też zapowiedzieć cztery nowe postacie, które pojawią się w następnym rozdziale. Jedną z nich może już znacie z opowiadania Anguś A. Dodam dzisiaj zdjęcia tych postaci. Jeśli chcecie, możecie spróbować zgadnąć kim są.



Pozdrawiam
***Niki***

wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział V - Motyle w brzuchu


Och, moja słodka udręko.
Po co z tobą walczyć, ty znów się rozpoczynasz.
Jestem tylko istotą bez znaczenia.
Bez niego jestem trochę zagubiona.
Błąkam się samotnie w metrze.
Ostatni taniec.
By zapomnieć moje wielkie cierpienie.
Chcę uciec, bo wszystko zaczyna się od nowa.
Och, moja słodka udręko.

Mieszam niebo, dzień i noc.
Tańczę z wiatrem, z deszczem.
Trochę miłości, odrobinka miodu.
I tańczę, tańczę, tańczę, tańczę, tańczę, tańczę.
Pośród zgiełku biegnę i boję się.
Czy to moja kolej?
Nadchodzi ból..
Po całym Paryżu, zatracam siebie.
I lecę, lecę, lecę, lecę, lecę, lecę.

Indila – Derniere Danse


Stałam z Koriand’r przed kościołem. Dziewczyna starała się nie pokazywać swojego zdenerwowania, ale coś jej to nie wychodziło.

-Czym ty się tak denerwujesz?

-Nie walczyłam od dwóch lat. Jak mam się nie denerwować?

-Kobieto, jesteś jak czołg. W walce z kilkoma żołnierzykami Slade’a spokojnie sobie poradzisz.

-Skoro tak mówisz – spojrzałam na Kori z lekkim rozbawieniem. Z tego co wiem, nigdy nie bała się walki. Przypominała walecznego lwa, króla dżungli. Teraz to mała, szara myszka.

Koriand’r ponownie poprawiła kostium, który jej pożyczyłam. Był purpurowy, jednoczęściowy. Do tego czarne buty do kolan i rękawiczki bez palców.

-Musiałaś dać mi coś tak obcisłego?

-Z tego co pamiętam w młodości nie przeszkadzały ci obcisłe rzeczy.

-Zmieniłam się.

-Tak, zauważyłam. Jesteś gotowa? – Kori pokiwała twierdząco głową – W takim razie do dzieła.

Dziewczyna wystrzeliła z rąk energetycznymi promieniami i rozwaliła drzwi do fortecy Deathstoke’a. Już po chwili wyleciało do nas kilkunastu jego pomagierów.

-Dasz radę?

-Jasne.

Koriand’r znów nabrała pewności siebie. Z łatwością pomiatała żołnierzami Slade’a. Ja w tym czasie mogłam zająć się ich szefem. Wbiegłam do kościoła i zaczęłam szukać Deathstroke’a. Nigdzie go jednak nie było.

-Rudowłosa ci nie pomorze – odezwał się nie wiadomo skąd Slade – Nie dasz rady mnie pokonać.

-Ostatnim razem całkiem dobrze mi szło.

-Ostatnim razem cię nie doceniłem. Teraz jestem przygotowany.

Niespodziewanie mężczyzna skoczył na mnie i powalił na ziemię. Szybko jednak uwolniłam się i kopnęłam go w brzuch. Slade zrobił unik i wyciągnął katanę. Ja także wyciągnęłam ostrze i rozpoczęliśmy pojedynek. Szala zwycięstwa co chwilę przechodziła na moją lub na jego stronę. Deathstroke był silniejszy niż ostatnio. Walka robiła się coraz cięższa. Nie mogłam tego przeciągać. Zrobiłam unik przed ostrzem mężczyzny i kopnęłam go w twarz z pół obrotu. To go oszołomiło więc spokojnie mogłam zacząć okładać go pięściami. Wilson wypuścił swoją katanę i upadł na kolana.

-I proszę. Kto wygrał?

-Ja – niespodziewanie Deathstroke wyciągnął pistolet i strzelił prosto we mnie. Nie zdołałam zrobić uniku. Pocisk trafił mnie w brzuch. Jęknęłam z bólu. Starałam się trafić Slade’a kataną, ale on wstał i kopnął mnie. Upadłam na podłogę. Wszystko zaczęło się rozmazywać. Wilson podszedł do mnie i złapał za włosy.

-Jak już mówiłem. Przygotowałem się – Deathstroke rzucił mną o ścianę i zaczął kierować się w stronę wyjścia – Jeszcze się spotkamy. W swoim czasie.

Leżałam na podłodze i starałam się podnieść, ale nie miałam na to sił. Krew wypływała z ciała bez ustanku. Czułam, że dziś zakończy się mój żywot. Wtedy do kościoła wleciała Koriand’r.

-Angel! – krzyknęła wystraszona moim widokiem. Dziewczyna wzięła mnie na ręce i wyleciała z budynku. Zimny wiatr sprawił, że rana bolała jeszcze mocniej. Wszystko ponownie zaczęło się rozmazywać. W końcu zamknęłam oczy i usnęłam.

***

Powoli zaczęłam otwierać oczy. Próbowałam przypomnieć sobie co się wydarzyło. No tak, już pamiętam. Ból brzucho mi przypomniał.

Przeszłam z pozycji leżącej do siedzącej i odłożyłam koc, którym byłam przykryta. Wtedy zorientowałam się, że mam na sobie tylko bieliznę. Było mi jednak tak ciepło, że nie mogłam się przykryć. Spojrzałam na brzuch. Rana po kuli została zeszyta. Nie sądzę, żeby Kori to zrobiła. Powoli spróbowałam wstać. Niestety zaraz gdy stanęłam na nogi, straciłam równowagę i upadłam na kolana. Jęknęłam z bólu. Niespodziewanie do pokoju wszedł wysoki, umięśniony mężczyzna o czarnych włosach i niebieskich oczach.

-Dick – powiedziałam ledwie słyszalnym głosem

-Już dobrze. Jestem tu – Richard pomógł mi wstać i usiąść na kanapie. Potem przykrył mnie kocem,  chyba dlatego, że poczuł się trochę niezręcznie.

-Gdzie jest Koriand’r?

Wyszła, musiała jakoś to odreagować.

-A dlaczego właściwie tu przyjechałeś?

-Kori do mnie zadzwoniła i powiedziała, że Slade cię postrzelił. Nie mogłem cię tak zostawić.

-Myślałam, że mnie nienawidzisz.

–Nie, wcale nie. Po prostu byłem na ciebie wściekły – Dick westchnął – Po tym, kim się stałaś i co robisz nie wiedziałem, czy mogę ci ufać. Nie wiedziałem, czy jesteś jeszcze moją dawną Angel. Choć w jakiejś części.

-Dick, wiem, że się zmieniłam. Ale wszystko co robię, robię by pomścić rodziców. Kiedy tylko to zrobię, skończę z ligą. Nic mnie tam nie trzyma.

-Chciałbym ci wierzyć.

-Więc uwierz.

-Ty byś sobie uwierzyła?

-Raczej nie – Richard zaśmiał się i usiadł obok mnie – Ale bym spróbowała.

-Wiesz, że nie musisz go zabijać.

-Mnie to nie wystarcza.

-Angel, musisz skończyć z tą rządzą zemsty! Nie jesteś, nie byłaś zabójczynią.

-Ale teraz już jestem. Niestety, wpuściłam do siebie ciemność – mężczyzna złapał mnie za rękę i spojrzał prosto w oczy – A jeżeli już raz wpuścisz do siebie ciemność, ona już nigdy nie wyjdzie. Już zawsze, do końca życia nie będę mieć wyrzutów sumienia po czyimś zabójstwie – kilka łez spłynęło mi po policzku – Takie życie sobie wybrałam – Richard otarł łzy i przyciągnął mnie do siebie. Nasze usta dzieliła minimalna odległość. Po chwili pocałowałam go. Znów poczułam ten uścisk w żołądku, te motyle w brzuchu. Czułam się jak wolny ptak. Ból po kuli nie miał znaczenia. Teraz, kiedy ja i on tworzyliśmy jedność, nic się nie liczyło. Dosłownie zdarłam Dickowi bluzkę i odpięłam spodnie. Upadliśmy na podłogę . Dick rozpiął mój stanik, ale w jednej chwili odskoczył, jakby coś go poraziło.

-Nie możemy. Nie tutaj, nie teraz.

-Dlaczego? Nie psuj tej chwili.

-Angel nie – Dick wstał z podłogi i z powrotem zapiął spodnie – Nie powinniśmy tego zaczynać.

-Ale z ciebie palant. To właśnie ty to zacząłeś – zapięłam stanik i zaczęłam szukać moich ubrań. Po chwili znalazłam całą torbę i włożyłam na siebie czarną bluzkę na ramiączkach i granatowe jeansy. Założyłam też rękawiczki bez palców i buty na koturnie.

-Gdzie ty się wybierasz?!

-Jak najdalej. Deathstroke uciekł. Muszę go znaleźć.

-Zwariowałaś już do reszty?! – Richard złapał mnie za rękę – Dziś o mało nie zginęłaś. Darujesz sobie w końcu tę zemstę.

-Nie w tym życiu – uderzyłam Dicka pięścią w nos, tak mocno, że padł na ziemię – Na razie Dick. Jeszcze z pewnością się zobaczymy.

Zabrałam torbę i wyszłam z mieszkania. Miałam już serdecznie dość tego dupka. Do tego Deathstroke uciekł i nie mam pojęcia gdzie teraz może być.

Wsiadłam na motocykl i odjechałam, najszybciej jak się da. Musiałam coś wymyśleć, jakiś sposób na odnalezienie go. Do ligi nie wrócę z pustymi rękoma. Muszę złapać tego człowieka i muszę to zrobić szybko. Musze wreszcie pomścić rodziców. Muszę dotrzymać obietnicy.

środa, 5 listopada 2014

Rozdział IV - Siła mięśni


Są chwile, które nigdy nie wrócą, ale w pamięci, będą trwać wiecznie…

Droga do Jump City nie była długa. Już po niecałej godzinie byłam na miejscu. Podjechałam do opuszczonej fabryki porcelany i weszłam do środka. Z zewnątrz budynek wyglądał bardzo staro i zaniedbanie. W środku jednak wszystko było nowe. Ściany były pomalowane na bordowo, a podłoga była drewniana.  Po mojej prawej i lewej stronie były po dwie pary drzwi, a naprzeciwko mnie jedna. Podeszłam do drzwi naprzeciw mnie. Stali tam dwaj umięśnieni mężczyźni ubrani w garnitury.

-Czy jest pani umówiona?

-Nie, ale wasza szefowa z pewnością chętnie mnie przyjmie.

-Przykro mi, ale bez zapowiedzi nie można… -Nie czekałam aż mężczyzna dokończy. Wyciągnęłam pistolety i wycelowałam w obojgu.

-Przekaż Inferno, że jej stara znajoma Angel przyszła ją odwiedzić. – Jeden z mężczyzn wszedł do pokoju, ale już po chwili wrócił i oznajmił, że mogę wejść.   

Pomieszczenie było ciemne. Zdołałam dostrzec jedynie biurko, krzesło i lampę, która oświetlała środek pokoju. Zobaczyłam też kobietę. Stała obok biurka. Miała bardzo krótkie, czerwone włosy i zielone oczy.  Była szczupła, średniego wzrostu. Miała na sobie siateczkową bluzkę z długim rękawem, futrzaną kamizelkę, skurzane spodnie i glany.

 -Witaj Angel. Kopę lat – Kobieta usiadła za biurkiem i wskazała na drugie krzesło. Usiadłam na nim i postanowiłam, że od razu przejdę do sedna.

-Inferno, mam do ciebie sprawę.

-Słucham.

-Wiem, że znasz wszystkie tajne kryjówki w tym mieście i nikt się przed tobą nie skryje.

-To żadna nowość – Inferno zaśmiała się – Rozumiem, że chcesz znać położenie kryjówki Wilsona?

-Jakbyś czytała w moich myślach. Wiem, że od dawna interesujesz się Sladem, więc pewnie wiesz gdzie ma kryjówki.

-Ależ oczywiście, że wiem. Tu, w Jump City, Slade ma aż kilkanaście kryjówek.

-Czy wiesz, w której może znajdywać się teraz?

Kobieta wstała i podeszła do ściany. Nagle, z jej wskazującego palca wyskoczył płomień. Inferno przez chwilę bawiła się płomyczkiem, a następnie zamieniła w wielki płomień, który oświetlił cały pokój. Czerwono włosa spojrzała na mapę wiszącą na ścianie. Po chwili namysłu wreszcie odpowiedziała:

-Myślę, że opuszczony kościół to jego ulubiona. On bardzo często w nim przebywa. Słyszałam, że zamienił go w taki drugi dom.

-Widać, że już mu odbija.

-Cóż, jest bardzo intrygujący – Inferno podeszła do mnie, a ja momentalnie wstałam z krzesła – Kiedy już go zabijesz, daj mi znać. Chętnie zarekwiruję ten jego kościółek.

-Masz to jak w banku - Przytuliłam Inferno i zaczęłam iść w stronę drzwi – Możemy to chyba uznać za spłatę twojego długu.

-Nie sądzę. Tak wielkiego długu nie da się spłacić.

Uśmiechnęłam się do Inferno, a zaraz potem wyszłam z pomieszczenia. Opuściłam budynek i wsiadłam na motocykl. Nie było ani chwili do stracenia. Jeżeli Slade rzeczywiście jest w kościele, to muszę jak najszybciej go dopaść.

Inferno. Znam ją od czterech lat, a jednak czuję się jakby była moją przyjaciółką przez całe życie. Dobrze pamiętam dzień, w którym ją spotkałam. Było to rok po dołączeniu do Ligii. Talia zabrała mnie do Jump City. Miałam wypełnić moje pierwsze, poważne zadanie.

-Twój cel to Natalie Schoot – powiedziała Talia – Ma zdolność kontroli ognia. Musisz ją zlikwidować.

-Co złego zrobiła?

-To już nie jest twoja sprawa. Masz ją wyeliminować, to wszystko. Pamiętaj, nigdy nie zadawaj niepotrzebnych pytań.

-Tak jest.

Podjechałyśmy z Talią pod zwykły domek. Był zadbany, ładnie pomalowany. Co ta dziewczyna zrobiła? Nie powinnam nad tym się zastanawiać. To mój cel i mam ją zlikwidować.

Weszłam do domu. Było ciemno, a budynek chyba był pusty. Tak mi się przynajmniej zdawało. Po chwili usłyszałam płakanie. Dochodziło z góry. Wyciągnęłam katanę i zaczęłam iść po chodach. Weszłam do pokoju, z którego dochodził dźwięk. Całe pomieszczenie było pomalowane na zielono. Meble były drewniane. Na środku stało łóżko, a na łóżku siedziała skulona dziewczyna. Musiała mnie usłyszeć bo nagle podniosła głowę. Miała długie czerwone włosy i zielone oczy. Jej makijaż się rozmazał, a usta drżały od płaczu. Mogła mieć góra szesnaście lat. Niepewnie podeszłam bliżej.

-Jeśli masz mnie zabić, to proszę, zrób to szybko.

Dziewczyna usiadła prosto, jakby chciała żebym ją zabiła. Czekała aż zadam ostateczny cios. Nie wiedziałam czy dam radę zabić niewinną dziewczynę. Jednak uniosłam katanę przed dziewczynę i już miałam wbić ją w jej serce kiedy coś mnie zatrzymało. Upuściłam katanę i upadłam na kolana. Nie potrafiłam jej zabić. Po raz pierwszy się zawahałam.

-Dlaczego mnie nie zabijesz? Chyba to było twoje zadanie?

-Owszem, ale nie umiem zabić niewinnej osoby.

-Ale ja nie jestem niewinna. Ja… - dziewczyna zawahała się – ja zabiłam moją rodzinę – nastolatka spuściła wzrok i znów się rozpłakała – Nie mogłam tego kontrolować. Ogień sam rozchodził się z rąk. Ja nie chciałam zrobić im krzywdy. Przysięgam.

-Wierzę ci – Wstałam i usiadłam obok dziewczyny – I nie zabiję cię, ale jeżeli chcesz wyjść z tego domu cała to musisz mi pomóc.

-Co mam zrobić? – wstałam i wyciągnęłam zza pasa pistolet.

-Zaraz cię postrzelę, a ty będziesz musiała spalić dom i uciec.

-Jesteś tego pewna? 

-Pomyślą, że ogień zniszczył ciało, ale muszą mieć jakiś dowód. Krew załatwi sprawę.  

-Dobrze. Jestem gotowa – po chwili pociągnęłam za spust. Kula trafiła dziewczynę w rękę. Nastolatka jęknęła z bólu. Już miałam jej powiedzieć by spaliła dom, ale w tym samym memencie jej oczy zaświeciły się na czerwono, a włosy zapaliły. W jednej chwili wielki płomień wystrzelił z niej jak fajerwerki. W ostatniej chwili wyskoczyłam przez okno. Cały dom zaczął płonąć.

-Załatwione? – zapytała Talia

-Tak.

-Świetnie. No już, chodźmy.

Tak, to był pierwszy raz kiedy się zawahałam. Pierwszy i ostatni. Talia nadal nie wie, że Inferno żyje. Tak mi się przynajmniej wydaje.

 

Kościół nie był daleko, ale tym razem nie mogłam tam iść bez przygotowania. Potrzebowałam kogoś, kto załatwi niepotrzebnych sługusów. Potrzebowałam kogoś silnego i szybkiego. Pomyślałam o Tytanach, ale drużyna się rozeszła i chyba już nikt z nich nie mieszka w Jump City. Nikt oprócz jednej osoby.

Pojechałam do starego budynku mieszkalnego, który znajdował się w centrum Jump City. Weszłam na trzecie piętro i zapukałam do drzwi. Po kilku sekundach drzwi otworzyła wysoka dziewczyna o długich,  rudych włosach i zielonych oczach. Miała na sobie niebieskie jeansy i fioletowy sweter. Kiedy mnie zobaczyła, otworzyła szerzej usta. Jednak już po chwili jej mina spoważniała. Rudowłosa stanęła w progu drzwi i obejrzała od stów do głów.

-Zmieniłaś się Angel.

-Ty wręcz przeciwnie Kori.

-Co cię tu sprowadza?

-Deathstroke – Kori się zaśmiała

-No tak, a któż by inny. Niestety nie mogę ci pomóc. Nie wiem gdzie on jest.

-Nie potrzebuję od ciebie informacji, a jedynie twojej siły – dziewczyna wciągnęła mnie od środka i zamknęła drzwi.

-Skończyłam z zabawą w bohaterkę.

-Obie dobrze wiemy, że to nie była zabawia.

-Angel ja…

-Pomórz mi to dam ci spokój – Kori myślała przez chwilę – Zgoda?

-Zgoda.