niedziela, 29 marca 2015

Rozdział I - Sytuacja bez wyjścia

Dwa najważniejsze dni w życiu człowieka to dzień, w którym się urodził, oraz dzień, w którym zrozumiał po co…

Leżałam na łóżku oparta o ścianę i przeglądałam notatki z ostatniego wykładu. Miejsce obok zajmował niebieskooki mężczyzna o czarnych włosach. Czytał zeznania świadka w sprawie jakiegoś morderstwa. Zerknęłam na niego kątem oka. Siedział, oczywiście skupiony i przeglądał papiery. Odłożyłam na chwilę notes i napiłam się leżącej na szafce nocnej herbaty. Była jeszcze ciepła, a taką lubię najbardziej więc wzięłam kilka porządnych łyków. Następnie wróciłam do notatek. Za niedługo czeka mnie egzamin i muszę się do niego przygotować. Ponownie zerknęłam na mężczyznę. Tym razem jego wzrok skupiał się na mnie. Uśmiechnął się, a ja przewróciłam oczami. Niebieskooki zaczął bawić się kosmykiem moich włosów. Rzuciłam mu wrogie spojrzenie, ale on tylko się zaśmiał.

-Darowałbyś sobie Dick – odezwałam się znudzona tą sytuacją – Oboje mamy sporo na głowie.

-Mamy czas – mówiąc to Richard podniósł się wyżej i objął mnie w tali – Chyba możemy zrobić sobie przerwę? – westchnęłam i przytuliłam się do niego. Dick pocałował mnie w głowę, a następnie znów zaczął bawić się moimi włosami – Kiedy masz egzamin? – zapytał niespodziewanie.

-Za dwa tygodnie. Muszę jeszcze dokuć matmę i będę gotowa.

-W takim razie może gdzieś wyskoczymy? – spojrzałam na niego, a on tylko się uśmiechnął.

-Powiedziałbym tak, jeśli nie wiedziałabym jak to się skończy – uwolniłam się z uścisku Richarda i wstałam z łóżka.

-Co masz na myśli? – zapytał, jakby naprawdę nie wiedział o co mi chodzi.

-Za każdym razem gdy mamy się spotkać coś ci wypada. Ciężko jest połączyć twoje dwie prace i życie towarzyskie – puściłam Dickowi oczko i weszłam do łazienki. Pomieszczenie nie było duże. Kafelki na podłodze były czarne, a na ścianach białe. Wanna, toaleta i umywalka były białe i pasowały do siebie idealnie. Pralka, szafki i lustro były czarne.

Zdjęłam z siebie ubrania i napuściłam wody do wanny. W między czasie rozpuściłam włosy i wróciłam do pokoju po nowe ubrania. Dick także zdążył już wstać. Krzątał się po jasnym pokoju, najpewniej w poszukiwaniu bluzki.

-Zrobię ci śniadanie. Czego sobie życzysz? – zapytał, zaglądając równocześnie pod łóżko

-Może być jajecznica – Richard wyjął spod łóżka czarny podkoszulek, założył go i wyszedł z sypialni. Ja podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej bieliznę, szare jeansy i granatową bluzkę. Zabrałam ubrania do łazienki i zakręciłam wodę.

Wzięłam długą kąpiel, a następnie założyłam przygotowane ubrania. Wytarłam mokre włosy ręcznikiem i rozczesałam je przed lusterkiem. Przez trzy lata włosy urosły mi za ramiona. Nie farbowałam ich, więc nadal były czarne jak węgiel. Wyciągnęłam z szafki suszarkę i wysuszyłam włosy.

Po dokończeniu toalety przeszłam do kuchni. Ściany były białe, a podłoga szara. Szafki były ciemnoszare, a blaty zrobione z marmuru. Szara lodówka i piec były z tej samej kolekcji. Przy ścianie znajdował się przeźroczysty stół z czterema takimi samymi krzesłami. Usiadłam na jednym z nich, a Dick podał mi talerz z jajecznicą i niedopitą herbatę.

-Pracujesz cały dzień? – zapytałam przeżuwając posiłek.

-Niestety tak. Plus jest taki, że może dostanę awans – prychnęłam

-Już to widzę. „Panie Grayson, za to, że zostawał pan w pracy w weekendy, dostanie pan awans na stanowisko porucznika”.

-Bardzo śmieszne, ale ja mówię poważnie.

-Dobra, dobra, niech ci będzie – skończyłam rozmowę i wzięłam kolejny kęs jajecznicy. Richard w tym czasie poszedł wziąć kąpiel. Kiedy wrócił, kończyłam już jeść.

Dick miał na sobie czarne spodnie, białą koszulę, szary krawat i czarne buty. Podszedł do blatu i dopił swoją late.

-Masz jakieś plany na dziś? – zapytał wkładając kubek do zlewu.

-Pewnie spotkam się z dziewczynami. Rachel niedawno wróciła z Jump City, a Emily przyjechała z Royem do rodziny. Może umówimy się na kawę.

-W takim razie miłego dnia – Richard pocałował mnie i założył płaszcz. Po chwili usłyszałam dźwięk zamykania drzwi.  Dopiłam herbatę i wróciłam do pokoju. Ponownie otworzyłam szafę i wyciągnęłam z niej czarne koturny oraz marynarkę. Sięgnęłam po telefon i napisałam do obu przyjaciółek:

„Kawa u Jamiego za godzinę”

Nie musiałam długo czekać, a obie się zgodziły. Wyciągnęłam spod łóżka skórzany plecak, założyłam go i zabrałam klucze z szafki. Wyszłam z mieszkania i zamknęłam drzwi.

Nasz budynek mieszkalny znajdował się w centralnej części Bludhaven. Ulice tu były zadbane, parki czyste, a ludzie przyjaźni. Miasto ma oczywiście swoich przestępców, ale to nie to co Gotham.

Szłam ulicom, mijając przypadkowych przechodniów. Uśmiechałam się, a niektórzy z nich odwzajemniali uśmiech. Nie mieli pojęcia kim byłam i to właśnie mi się podobało. Nikt nie posądzał mnie o morderstwo kilkudziesięciu ludzi. Tu czułam się wolna.

***

Kiedy doszłam do kafejki było przed dziesiątą. Budynek był pomalowany na pomarańczowo, a okna zajmowały całą ścianę. Weszłam do środka. Podłoga była pokryta jasnozielonym dywanem, a ściany były żółte. Prawie wszystkie stoliki były okrągłe i zajmowały większość część kafejki. Bar stał przy ścianie naprzeciwko okien. Podeszłam do niego i zamówiłam trzy espresso. Kiedy już dostałam kawy, zabrałam je do jednego ze stolików. Po jakiś dziesięciu minutach do środka weszły wie kobiety. Obie były szczupłe i  wysokie, mniej więcej jednego wzrostu. Jedna z nich miała bardzo jasną cerę oraz charakterystyczne fioletowe oczy i włosy sięgające ramion. Miała na sobie czarne spodnie, podkoszulek na ramiączkach, przewiewną fioletową bluzkę i trampki. Druga natomiast miała brązowe włosy spięte w warkocz, który sięgał jej pośladków oraz złote oczy. Miała na sobie przewiewną bordową sukienkę, buty na płaskiej podeszwie w kolorze jasnego brązu sięgające kolan oraz cienki sweter w tym samym kolorze. Przytuliłam przyjaciółki na przywitanie i usiadłyśmy do stolika.

-To jak było w Jump City, Raven? – zaczęłam rozmowę

-Nie było gorzej niż myślałam – odpowiedziała Raven – Kori oczywiście przygotowała dla nas ucztę godną Tamaranki. Na szczęście udało mi się uniknąć deseru – zaśmiałyśmy się, a Rae lekko uśmiechnęła.

-A co tam u Garfielda? – zapytała Emily

-No wiesz, to Garfield. Pytanie raczej brzmi co z tobą i Royem? – spojrzałyśmy pytająco na Em

-Przyjechaliśmy na tydzień do moich rodziców bo wiecie…Roy jest staroświecki. Chciał poprosić mojego ojca o moją rękę – mówiąc to Emily pokazała nam pierścionek z brylantem, myślę, że prawdziwym.

-Gratulację Emily!- wykrzyczałyśmy i uściskałyśmy przyjaciółkę – To wspaniale! Kiedy planujecie ślub?

-Myślimy, że najlepszy będzie dziewiąty lipiec. W tym dniu się poznaliśmy.

-To wspaniały pomysł – powiedziała Raven, po czym od razu dodała – Czemu w ogóle tyle zwlekaliście? Jesteście idealną parą.

-Chcieliśmy się upewnić czy na pewno do siebie pasujemy.

-Naprawdę, gratulacje Em – uśmiechnęłam się do Emily i wzięłam łyk kawy

-Z drugiej strony, co z tobą i Richardem – zapytała i tym razem to Em i Raven przypatrywały mi się.

-My na razie po prostu jesteśmy. Nie planujemy czegoś więcej.

-Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nie chcesz z nim żyć? – zdziwiła się Raven – Przecież znacie się od tak dawna i kochacie się ponad wszystko.

-Nie mówię, że nie chcę. Po prostu chyba nie jesteśmy na to gotowi.

-Rozumiemy to Angel – Emily uśmiechnęła się i złapała moją dłoń – Ale pamiętaj, jesteście dla siebie stworzeni. Wszystkie o tym dobrze wiemy – nic nie odpowiedziałam. Uśmiechnęłam się tylko do przyjaciółek i  wzięłam kolejny łyk kawy.

***

Wracałam do domu. Szłam przez park by nacieszyć się pięknem wiosny. Kwiaty rozkwitały, a na drzewach pojawiały się zielone liście. W parkach najbardziej lubię to, że jest cicho. Nawet bawiące dzieci starają się nie przeszkadzać odpoczywającym dorosłym.

Usiadłam na ławce pod dającym cień drzewem. Było cicho, za cicho. Miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Czułam, że grozi mi niebezpieczeństwo, a nie czułam tego od bardzo dawna. Zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu potencjalnego napastnika, ale nikogo nie zauważyłam. W parku nie było żywej duszy.

-Wypadłaś z formy Angel – odezwał się ktoś obok, a mnie przebiegł dreszcz. Odwróciłam się w stronę głosu i ją zobaczyłam.

Szczupła, wysoka kobieta. Miała długie brązowe włosy i zielone oczy, którymi mogła zabić. Była ubrana w zwykłe jeansy, czerwoną bluzkę, czarny płaszcz i buty do kolan. Spod płaszcza dało się dostrzec wystającą katanę. Kobieta stała dumna i wyprostowana. Patrzyła na mnie z góry z niesmakiem. Usiadła obok mnie, a jej wzrok skupił się na czymś w oddali. Ja jednak nie spuszczałam z niej wzroku. Dobrze wiedziałam, że jej wizyta nie zwiastuje niczego dobrego.

-Talio – powiedziałam ledwie słyszalnym głosem – Co tutaj robisz?

-Myślę, że dobrze wiesz. Jesteś mi potrzebna.

-W jakim sensie? – Talia uśmiechnęła się

-Musisz coś dla mnie zrobić – wzdrygnęłam się. Zrobić coś? Chodzi jej o to, bym kogoś zabiła.

-Ja już nie zabijam – kobieta spojrzała na mnie łagodnie, ale w jej oczach dało się zauważyć złość.

-Co nie znaczy, że nie potrafisz – Talia podała mi teczkę. Było na niej nazwisko: Cassandra Caine. Znam ją. Liga szkoliła ją na osobistego ochroniarza Ra’s, ale uciekła. Niedawno przyjechała do Gotham, kiedy akurat odwiedzaliśmy Bruce’a. Wtedy ją poznałam.

-Dlaczego mam ją zabić?

-Cassandra ostatnio miesza w Lidze. Jej nieposłuszeństwo musi zostać ukarane.

-Dlaczego akurat ja?!

-Bo tylko ty zdołasz to zrobić – Talia wstała z ławki i zaczęła odchodzić – Przemyśl to. Jeżeli się nie zgodzisz, twoja koleżanka z Jump City może nie dożyć jutra – kobieta po chwili zniknęła z moich oczu. Serce biło mi jak szalone. Miałam nadzieję, że ten dzień nigdy nie nadejdzie. Teraz kiedy ponownie mam zabić…nie! Nie mogę tego zrobić. Muszę coś wymyślić i to szybko. Talia pewnie przyjdzie do mnie przez powrotem Dicka, więc do wieczoru muszę mieć plan. Nie mam wiele czasu, a od mojej decyzji może zależeć życie Natalie. Cholera. Co ja mam zrobić?

piątek, 27 marca 2015

Post organizacyjny

Cześć. Z przyjemnością chcę stwierdzić, że pierwszy rozdział trzeciej serii Angel pojawi się już w niedzielę około 9. Kolejne będę wstawiać co tydzień. Muszę się jednak przyznać, że to będzie ostatnia część tego bloga. Kiedyś planowałam cztery, ale jednak skończymy na trzech.
Drugą rzeczą o jakiej chciałam powiedzieć, jest to, że nie mam weny jeśli chodzi o Powrót Galvatrona (znowu). Zaczęłam coś pisać, ale nie wiem kiedy wstawię rozdział. Nowy rozdział Transformers Prime Zagłada już jutro około 9-10.
Chcę też oznajmić, że po zakończeniu Angel, rozpocznę pisanie nowego bloga związanego z Bat - rodziną. Mam już kilka rozdziałów, ale na razie ich nie wstawię ze względu na to, że i tak ma dużo do pisania.
Do przeczytania
***Niki***

sobota, 14 lutego 2015

Rozdział X - Jeśli kochasz


Serce bije szybko,
Kolory i obietnice
Jak być odważnym,
Jak mogę Cię kochać, skoro się boję
Upadku
Ale gdy widzę, że stoisz sam
Wszystkie moje wątpliwości
Nagle odchodzą gdzieś w dal.

Jeden krok bliżej

Umierałam każdego dnia,
Czekając na Ciebie
Kochanie, nie bój się,
Kochałam Cię przez
Tysiąc lat
Będę Cię kochała
Przez następny tysiąc
Christina Perri - A Thousand Years

Siedziałam przed kominkiem i piłam gorące cappuccino. Wpatrywałam się w tańczące ogniki, które jak zwykle mnie usypiały. W posiadłości Wayne’a było mi dobrze. Niestety nadal miałam obawę, że to może się w każdej chwili skończyć. Talia wyraziła się jasno, ale nie uzgadniała planów z ojcem. Prawda jest taka, że Ras może tu być w każdej chwili. Pomyśleć, że od trzech dni oficjalnie nie jestem członkinią Ligi Zabójców. To uczucie wolności, jakiej nie zaznałam przez pięć lat. Kiedy Talia do mnie przyszła, wydawała się inna. Nie była zła, ani rozczarowana. Była…zadowolona.

Przyszła do mnie nie długo po bitwie. Nadal miała na sobie jej czarny kombinezon i zakrwawioną katanę. Przez długi czas się nie odzywała. Pewnie chciała bym błagała o litość.

-Wiem, że cię zawiodłam, ale uświadomiłam sobie, że zabicie Slade’a niczego nie zmieni – Talia nadal się nie odzywała – Chcę odejść z Ligi.

-Spodziewałam się tego.

-Wiem, że o nie takie proste, ale…

-Możesz odejść.

-Co? – zdziwiłam się – Nie musisz tego najpierw uzgodnić z twoim ojcem.

-To ja sprowadziłam cię do Ligi i to ja decyduję czy tu zostaniesz – kobieta podeszła bliżej mnie – Rozumiem czemu chcesz odejść. Ten chłopak rzeczywiście ma osobisty urok – Talia uśmiechnęła się – Ja też kiedyś  się zakochałam i wiem co to znaczy prawdziwa miłość. Tylko dlatego możesz odejść.

-A co jeśli Ras…

-Owszem, będzie niepocieszony. Ale jeżeli w zamian dam mu tę rudowłosą dziewczynę, którą pokonałaś w bitwie, to na pewno będzie dla ciebie łaskawy. Gdyby tylko ta twoja różowowłosa koleżanka nie zabiła jej brata.

-Myślisz, że Sunny będzie posłuszna?

-Nikt na początku nie jest posłuszny, ale to tylko kwestia czasu.

-Dziękuję ci Talio – kobieta zaczęła odchodzić

-Jeszcze jedno Angel. Jeżeli na swojej drodze spotkam tą Inferno, jak teraz się nazywa, to wiedz, że ją zabiję.

-Oczywiście – Talia uśmiechnęła się wrednie i rozpłynęła się w cieniu.

 

Jeżeli Sunny rzeczywiście zadowoli Ras, to będzie moją przepustką do nowego życia. Teraz tylko trzeba mieć nadzieję, że tak się stanie.

Niespodziewanie ktoś złapał mnie za ramię. Był to dobrze mi znany, czarnowłosy, tajemniczy mężczyzna.

-Cześć Bruce.

-Angel – Bruce dosiadł się do mnie, ale nie odezwał

-Jeśli nie chcesz bym tu była, powiedz.

-Twoja obecność mi nie przeszkadza.

-Więc o co chodzi – mężczyzna spojrzał na mnie 

-Chodzi o twoją nagłą zmianę. Jeszcze tydzień temu twoim jedynym celem była zemsta na człowieku, który zabił twoją rodzinę. Dlaczego teraz odpuściłaś mu jego grzechy?

-Nie zrobiłam tego. Po prostu zrozumiałam, że zemsta niczego nie zmieni – westchnęłam – Zbyt wiele ludzi zgięło przez moją arogancję. Czas to zakończyć.

-Tylko tyle?

-Słucham?

-Po pięciu latach dopiero teraz to sobie uświadomiłaś? – odwróciłam wzrok od Bruce’a. On umiał mnie przejrzeć do cna.

-Przed bitwą, rozmawiałam z Dickiem. Powiedział mi, że we mnie wierzy i że mu na mnie zależy. Wtedy chyba coś sobie uświadomiłam.

-Co dokładnie?

-Uświadomiłam sobie, że jeżeli zabiję Deathstroke’a to stracę Richarda na zawsze. A kolejnej straty już bym nie zniosła. Zwłaszcza tak ważnej dla mnie osoby.

-I właśnie to chciałem usłyszeć – Bruce wstał i zaczął kierować się w stronę drzwi. Już po chwili zniknął z mojego zasięgu wzroku. Czy on chciał bym przyznała, że zależy mi na Richardzie? Sama nie wiem. Ten człowiek to jedna wielka niewiadoma.

***

Minął tydzień. Tydzień od kąt mieszkam z Dickiem, Brucem i jego nowym synem, Jasonem. Trochę mi głupio. Chłopak jeszcze się do mnie nie odezwał, prawdopodobnie przez nasze ostatnie spotkanie. Unika mnie całymi dniami. Myślę, że to ja muszę zrobić pierwszy krok ku rozejmowi.

Postanowiłam, że z nim porozmawiam. Może tak uda mi się nawiązać jakąś więź. Zapukałam do drzwi jego pokoju i po pozwoleniu weszłam do środka. Dopiero wtedy zorientowałam się, że to dawny pokój Richarda.

Jason siedział na łóżku i czytał jakąś książkę. Usiadłam obok niego i lekko tyrpnęłam.

-Jeśli chcesz znowu mnie powalić, to wiedz, że ćwiczyłem.

-Taa, przepraszam za to – To było dziwne, ale czułam się przy tym chłopaku niezręcznie – Tym razem chcę tylko pogadać.

-O czym? – Jason nie odrywał wzroku od książki

-O czym chcesz. Wiesz, możemy o tobie, jeśli chcesz. Chciałabym cię lepiej poznać.

-Nie lubię gadać o sobie – chłopak wreszcie oderwał wzrok od powieści – Jednak ty bardzo mnie intrygujesz – ja? Co we mnie ciekawego? – Podobno trenowałaś z Ligą pięć lat?

-Owszem. Szkolili mnie bym zabiła Deathstroke’a.

-Dlaczego tego nie zrobiłaś?

-To skomplikowane.

-Rozumiem – Jason zszedł z łóżka i usiadł na biurku – Ja osobiście jednak wolałbym go zabić – chwila moment, co? – Taki ktoś nie zasługuje by żyć – spojrzałam na Jasona pytająco – No co? Nie jestem Batmanem, mogę mieć własne zdanie.

-Oczywiście, ale byłam pewna, że przy Batmanie każdy sądzi, że kara śmierci jest niedorzeczna.

-Dorastałem w dzielnicy gdzie najczęściej zdarzały się zabójstwa. Widziałem tam niejedno i wiem, że przestępcy muszą być karani.

-Mówisz o pozbawieniu życia. Nie każdy na to zasługuje.

-Nie mówię, że każdy. Sądzę tylko, że za niektóre czyny nie da się odpłacić latami spędzonymi w więzieniu – zaczynam powoli lubić tego chłopaka – Rozumiem, że skończyłaś z zabijaniem i szanuję cię za to. Nadal jednak nie rozumiem, dlaczego Wilson nadal żyje.

-Pięć lat temu zabiłam jego córkę i ukochaną więc myślę, że jesteśmy kwita.

-To wtedy zaczęłaś?

-Tak – jak to sobie przypominam, to chce mi się płakać – Zaczęło się od Wilsonów i skończyło się na Wilsonie – Jason zaśmiał się. Był nawet fajnym nastolatkiem, kiedy się uśmiechał – To co, zgoda? – podałam mu rękę, a on ją uścisnął – Zgoda.

***

Nadeszła noc. Leżałam w łóżku w samej bieliźnie i starałam się zasnąć. Nie bardzo jednak mogłam. Ciężko mi było przyzwyczaić się do tego nowego życia. W nocy zwykle obmyślałam sposoby na zabicie Slade’a. Co mam robić teraz?

Niespodziewanie ktoś wszedł do środka. Był to Dick. Miał na sobie czarny podkoszulek i szare spodenki. Nic nie mówiąc usiadł na łóżku i zaczął się we mnie wpatrywać.

-Co?

-Mówiłem ci kiedyś, że jesteś piękna?

-O błagam cię! Litości – zaśmiałam się

-Ja pytam na serio.

-Nie wiem, nie pamiętam.

-Więc powiem to teraz. Jesteś piękna – Dick położył dłoń na mojej twarzy – Czy naprawdę musieliśmy tyle na siebie czekać?

-To chyba nie było konieczne.

-Zgadzam się.

-Pamiętasz ten dzień, kiedy Slade mnie postrzelił?

-Jak mógłbym zapomnieć.

-Mamy z tego dnia niedokończoną sprawę.

-No tak – Dick położył się obok mnie, a ja przytuliłam się do niego – Nie wiem tylko czy to odpowiednie miejsce. Wiesz, obok nas śpi szesnastoletni chłopak – zaśmiałam się cicho.

-Masz rację, może lepiej przełożyć to na kiedy indziej – przez pewną chwilę milczeliśmy. Chciałam mu powiedzieć o wszystkim co do niego czuję, ale nie umiałam tego zebrać w spójną całość. Do tego nie wiedziałam, czy on czuje to samo – Może zagrajmy w prawda czy fałsz?

-Zgoda. Ja zacznę. Jeszcze z nikim tego nie robiłaś. Prawda czy fałsz? – spojrzałam na niego z lekkim poirytowaniem

-Fałsz – Dick zaśmiał się – Teraz ja – spoważniałam – Kochasz mnie. Prawda czy fałsz? – Richard spojrzał prosto w moje oczy i odpowiedział.

-Prawda
 
Wszystkiego najlepszego w walentynki. Mam nadzieję, że ten wyjątkowy dzień spędzicie z kochanymi osobami :-) W tym dniu mam nadzieję, na więcej komentarzy 
;-)
Pozdrawiam
***Niki***
<3<3<3<3<3

czwartek, 12 lutego 2015

Kończymy :-)

Cześć. Tak, juz został nam tylko jeden rozdział, który jest gotowy i wstawię go na walentynki. Dobra wiadomość jest taka, że mam już pomysł na trzecią serię, a zła, że zacznę ją pisać chyba dopiero pod koniec marca. Chcę nadrobić Powrót Galvatrona i w końću rozpocząć pisanie nowego bloga, ale przez wirusa straciłam do niego połowę rozdziałów. Nadal mam nadzieję, że je odzyskam, ale to raczej wątpliwe.
Plan na ten miesiąc jest taki:
-14.02 - Angel
-20.02 - Powrót Galvatrona
-27.02 - Powrót Galvatrona
-28.02 - Transformers Prime Zagłada :-)
Jeżeli wszystko wypali to tak będę wstawiać rozdziały.
Pozdrawiam
***Niki***

Rozdział IX - Twarzą w twarz


Są takie chwile w życiu, kiedy zwracamy uwagę na wszystko co mamy. Czasy, kiedy my jesteśmy wszystkim co mamy. Czasy, kiedy dochodzimy do najgłębszych części nas samych. Kiedy wiesz, że musisz dać z siebie wszystko bo nikt inny tego nie zrobi. To w takich czasach dowiadujemy się kim naprawdę jesteśmy. 

Razem z Richardem staliśmy przy głównym wejściu.  Czekaliśmy na sygnał od Willow. Po chwili dziewczyna włączyła komunikator i mogliśmy zaczynać. Po cichu złapaliśmy strażników i poddusiliśmy ich lekko. Następnie weszliśmy do środka i zdjęliśmy kolejnych dwóch.

-Przypominają mi się dawne czasy – powiedziałam szeptem, a Richard uśmiechnął się – Może powinniśmy pracować razem częściej?

-Możliwe, a teraz skup się na zadaniu.

Szliśmy po cichu, ale po drodze nie spotkaliśmy żadnego z wojowników Slade’a. To było dość dziwne. Może on po prostu czeka na nas, czeka na mnie.    

Kiedy dotarliśmy do głównego pomieszczenia, udało mi się dostrzec Inferno. Starałam się znaleźć pozostałych, ale chyba na razie tylko my dotarliśmy.

Po kilku minutach reszta drużyny zjawiła się w wyznaczonych punktach. Byliśmy gotowi rozpocząć atak. Willow jako pierwsza rzuciła się na wojowników. Wszyscy poszliśmy w jej ślady i już po chwili rozgorzała wielka bitwa. Przeciwnik miał przewagę liczebną, ale my mieliśmy umiejętności. Razem z Dickiem i Willow przedarliśmy się przez zaporę zrobioną przez strażników drzwi. W środku czekała na nas miła niespodzianka. W pokoju był sam Slade.  Nie miał żadnych ochroniarzy, był tylko on. Miał na sobie zbroję, maskę i pokrowiec na katanę.

-Witaj Angel, tęskniłaś? – zaśmiałam się – Ja nie mogłem się doczekać naszego kolejnego spotkania.

-Mogłeś zadzwonić, umówilibyśmy się.

-Skończycie w końcu z pogaduszkami? – zapytała znudzona Willow – Zaraz tu zapuszczę korzenie – Slade uśmiechnął się wrednie i wyciągnął z pokrowca katanę. Również wyciągnęłam swoją broń i ruszyłam na Deathstroke’a.

Zaczęliśmy pojedynek na miecze. Wilson był silny, ale ja również narastałam w sile. Po chwili dołączyła do mnie Willow. Obie starałyśmy się wytrącić broń Slade’owi, ale ten nie poddawał się. Wtedy Richard niespodziewanie kopnął go w twarz. Mężczyzna oczywiście się nie wycofał, za to udowodnił jego tchórzostwo. Do pokoju wpadł jakiś tuzin wojowników. Willow i Nightwing zajęli się nimi, a ja zostałam sam na sam ze Sladem.  

-Myślisz, że możesz mnie pokonać?

-Nie, ja jestem tego pewna – uśmiechnęłam się i ponownie ruszyłam na Wilsona.

Nie przestawałam spuszczać z niego wzroku, nie mogłam pozwolić sobie na żadną pomyłkę. Spróbowałam podciąć Deathstroke’a, ale ten podskoczył i kopnął mnie w podbródek. Upadłam na ziemię, ale szybko się podniosłam. Byłam wściekła. Podbiegłam do Slade’a, prześlizgnęłam się pod nim, odbiłam od ściany i wskoczyłam na jego plecy. Wyciągnęłam katanę i byłam gotowa przebić go nią kiedy…zawahałam się. Wtedy on wykorzystał moją słabość. Złapał mnie za włosy, zdjął z siebie i powalił. Wszystko mnie strasznie bolało. Deathstroke to widział i chciał mnie dobić. Złapał mnie za szyję i podniósł tak, że nie dotykałam ziemi.

-Myślałaś, że skończy się inaczej niż ostatnio?! Myślałaś, że zdołasz mnie zabić?! – powoli zaczynało brakować mi tlenu – Odebrałaś mi córkę! Odebrałaś mi moją ukochaną Isabel! Już czas bym się odwdzięczył! - Slade rzucił mną o ścianę tak, że rozbiłam ją i wleciałam na zewnątrz pomieszczenia.  Nie dawałam rady wstać. Mężczyzna podszedł do mnie i przystawił do szyi katanę – To już koniec Angel. Wygrałem – byłam gotowa na śmierć, a jednak po raz kolejny udało mi się jej uniknąć. Czarna strzała trafiła Slade’a w plecy. Mężczyzna odsunął się i zbadał skąd nadleciała. Wtedy dostrzegłam, że na oszklonym dachu stoi Kosogłos, Talia i kilkanaście wojowników Ligi. Kiedy Talia dała znak, jej mała armia ruszyła do ataku.

Powoli wstałam i spróbowałam znaleźć Slade’a, ale nigdzie go nie było. Tchórz, pewnie się schował. Niespodziewanie do fabryki wparowało rąbnięte rodzeństwo. Najwyraźniej udało im się namierzyć Wilsona. Spojrzałyśmy z Willow na siebie porozumiewawczo i ruszyłyśmy to ataku. Pora na drugą rundę.

Ruszyłam na rudowłosą dziewczynę i na powitanie kopnęłam ją w brzuch. Ta oczywiście z wrednym uśmiechem spróbowała uderzyć mnie w twarz, ale w porę zrobiłam unik.  Wymieniłyśmy kilka ciosów, ale to się robiło nudne. Kopnęłam Sunny w twarz, a następnie podcięłam. Dziewczyna upadła, a ja wskoczyłam na nią i zaczęłam okładać pięściami, aż nie straciła przytomności. Nie musiałam jej zabijać. Wzrokiem zaczęłam szukać Willow. Stała zadowolona na środku pomieszczenia, trzymając w dłoni głowę chłopaka. Miała taki wyraz twarzy, jakby chciała pokazać, że jest lepsza, że nie boi się zabić bez potrzeby. W głębi duszy wiedziałam, że przez bardzo długi czas byłam taka sama. Liga zmieniła mnie w nic nieczującą zabójczynię, a ja tego nie zauważyłam. Ostatnio jednak coś się zmieniło. Zawahałam się i nie zabiłam Slade’a. Nie wiem, czy świadczy to o mojej słabości, czy o ostatkach sumienia jakie mi pozostały? Willow pewnie sądziła, że to słabość.

Wojownicy Deathstroke’a zaczęli się wycofywać. Wiedzieli, że jeżeli zostaną, niechybnie zginą. Nigdzie jednak nie mogłam znaleźć Wilsona. Przeszukiwałam każdy korytarz, a jednak nadal go nie znalazłam. Nie mógł uciec, nie przeciągałby nieuniknionego.

Niespodziewanie wyłonił się zza ściany. Z jego ramienia wypływała krew, ale on nic sobie z tego nie robił. Oboje chcieliśmy to już zakończyć. Mężczyzna wyciągnął katanę i ruszył w moją stronę. Przygotowałam miecz i odparłam pierwszy atak. Jak najszybciej ustawiłam się do pozycji bojowej i zaatakowałam Wilsona. Ten oczywiście uniknął ostrza, jakże by inaczej. Slade podbiegł to mnie i chyba chciał obciąć mi głowę, ale szybko prześlizgnęłam się pod ostrzem i zaatakowałam go od tyłu. Katana przecięła zbroję i zadrapała plecy. Mężczyzna jednak nawet nie drgnął. Szybko odwrócił się i kopnął mnie w brzuch. Uderzyłam plecami o ścianę, ale szybko przeszłam do kontrataku. Spróbowałam kopnąć Deathstroke’a, ale ten złapał mnie za nogę. Na szczęście udało mi się uwolnić i kopnąć go drugą nogą w twarz. Mężczyzna cofnął się kilka kroków. Był oszołomiony. Wykorzystałam to. Podbiegłam do niego i z rozpędu kopnęłam w brzuch. Wilson odleciał kilka metrów dalej i upadł na podłogę.  Podeszłam do niego. Jego zbroja była zniszczona, krew wypływała z ran, a on i tak próbował wstać. Nie, to już koniec. Kiedy tylko podniósł głowę kopnęłam go. Slade upadł na plecy, a ja usiadłam na niego i zaczęłam okładać go pięściami.

-To za moich rodziców! – mężczyzna tracił przytomność – To za moje życie! – już prawie odpływał - A to za tych wszystkich ludzi, których przez ciebie zabiłam! – Wilson stracił przytomność, a ja powoli z niego zeszłam. Chwyciłam w dłoń katanę i przystawiłam mu ją do szyi – Role się odwróciły co? – Już miałam zadać ostateczny cios, już prawie przebiłam jego gardło moim ostrzem, a jednak coś mnie powstrzymało. Nie mogłam tego zrobić. Upuściłam miecz i upadłam na kolana – Nie mogę – wyszeptałam – Nie mogę.

***

Wszyscy patrzyliśmy jak zabiera go policja. Większość była zadowolona, oprócz Willow. Nie mogła przeboleć straconej nagrody. Spojrzałam na nią z udawanym, pocieszającym uśmiechem, ale ta od razu odwróciła głowę. Talia oczywiście zmyła się przed przyjazdem glin. Jestem pewna, że będzie mnie chciała ukarać.

-Dobra, wybywam stąd. Jak chcecie to możecie dalej wpatrywać się w tych idiotycznych policjantów. Ja wracam do dawnego życia.

-Zaczekaj Willow – zatrzymałam dziewczynę – Jestem pewna, że Liga z chęcia cię przyjmie.

-E tam, to nie dla mnie. Wykonywanie rozkazów nie przychodzi mi zbyt łatwo.

-Z tym muszę się zgodzić – podałyśmy sobie ręce, a zaraz po tym Willow odeszła. Muszę przyznać, będzie mi jej brakować.

-Ja chyba też będę się zbierać – powiedziała Inferno i przytuliła mnie na pożegnanie – Kiedy znów się zobaczymy?

-Mam zadzieję, że wcześniej niż myślisz – uśmiechnęłyśmy się do siebie

-Zaczekaj płomyczku – zatrzymał Natalie Victor – Zabiorę się z tobą.

-Wybacz puszko, ale mój motocykl może cię nie udźwignąć.

-Ale ja mogę – Kori podleciała do nas i złapała Vicka – Do zobaczenia Angel.

-Do zobaczenia – cała trójka odeszła i została nasza czwórka. Gar i Raven nie odzywali się i chyba nawet przypuszczam dlaczego. Tyrpnęłam Dicka i oboje zostawiliśmy zakochanych samych.

-To...co teraz zrobisz?

-Jeszcze nie wiem. Mam nadzieję, że uda mi się odejść od Ligi bez zbędnych kłopotów. Potem może pozwiedzam trochę świata?

-Jeśli chcesz, to Bruce może jechać z tobą do Ras.

-Nie trzeba, dam sobie radę – Richard złapał mnie za rękę.

-Wiedziałem, że dasz radę.

-Mianowicie z czym?

-Wiedziałem, że go nie zabijesz. To nie byłaś ty – Dick odgarnął kosmyk moich włosów – Czy teraz jest szansa, że cię odzyskam?

-Możliwe. To zależy.

-Od czego?

-Od tego, czy mnie teraz pocałujesz – Richard uśmiechnął się, przyciągnął do siebie i pocałował z namiętnością jak nigdy dotąd. Rozkoszowaliśmy się tym pocałunkiem ile się dało. Oboje wiedzieliśmy, że teraz wszystko się zmieni. Wszystko.

sobota, 31 stycznia 2015

Problem

Cześć. Nowy rozdział miałam w planach wstawić w niedzielę, ale mam dosyć duży problem. Na kompa wkradł mi się wirus, który pozamieniał pliki jpg, pdf, docx na jakieś nieznane rozszeżenia, których nie mogę odtworzyć. Dlatego teraz muszę pisać rozdział na nowo na laptopie. Co do nowych blogów też może być małe opóźnienie, ale mam nadzieję, że w tym miesiącu się wyrobie, zwłaszcza, że mam ferie.
Pozdrawiam
***Niki***

sobota, 17 stycznia 2015

Batman vs Robin

Wczoraj pojawił się pierwszy zwiastun nowej animacji DC "Batman vs Robin". Szczerze mówiąc tu już nie mogę się doczekać, chociaż film jeszcze nie ma dokładnej daty premiery.
 
 

 
A oto i pierwszy zwiastun. Mam nadzieję, że wy też nie możecie się doczekać tej animacji tak jak ja :-)
Pozdrawiam
***Niki***