środa, 15 października 2014

Chwilowa przerwa

Witam
Od razu mówię, że przez chwilę mogę mieć problemy z pisaniem bloga. Choć mamy dopiero początek roku to mam już strasznie dużo roboty. Do całych prac domowych i uczenia się na kartkówki dochodzi mi projekt gimnazjalny. Zostałam też zastępcą przewodniczącego gimnazjum więc dochodzą dodatkowe obowiązki. No ale jak mówi moja mama - Jeżeli nie masz na nic czasu, znajdź sobie dodatkowe zajęcie (nie wiem gdzie ona to usłyszała).
Tak więc postaram się pisać jak najczęściej, ale nie wiem czy się wyrobię.
Chcę jeszcze podziękować wszystkim, którzy czytają mojego bloga, a w szczególności Anguś A oraz Zuza Walkowska. Motywujecie mnie do pisania. Dziękuję wam bardzo.

Angel
 
Pozdrawiam ;-) 
***Niki***

poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział III - Jak go zapamiętałam


Najgorszy rodzaj samotności – Kiedy nie ma już nawet gdzie wracać

Obudziłam się wczesnym rankiem. Słońce akurat wschodziło więc zaczęłam oglądać różowe niebo. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w mój strój do walki. Czarny kostium bez ramiączek z fioletowymi akcentami, rękawiczki bez palców sięgające ramion tego samego koloru, buty sięgające kolan, pas i krótka peleryna z kapturem. Wyskoczyłam przez okno i wsiadłam na motocykl.  Liga twierdzi, że Slade zatrzymał się w ekskluzywnym apartamencie „Diament”. Jego pokój znajduje się na trzynastym piętrze. Tam właśnie muszę się dostać. Myślę, że wejście głównymi drzwiami będzie samobójstwem, więc muszę go zaskoczyć i wskoczyć przez okno. Zaraz obok „Diamentu” stoi restauracja, z której dachu mogłabym skoczyć prosto do apartamentu Wilsona.

Stoję na dachu i przygotowuję się do wypuszczenia linki i skoku. Wyciągam linkę z hakiem i zahaczam ją o dach apartamentowca. Biorę rozpęd i skaczę z budynku. Już po chwili wskakuję przez okno i od razu szykuję się do walki. Widzę Slade’a.  Jest wysoki i umięśniony. Ma krótkie siwe włosy i brodę oraz przepaskę na prawym oku. Jest ubrany w jego czarno brązową zbroję, a w rękach trzymał katany. Wyglądało jakby czekał na mnie.

-Zmieniłaś się Angel

-Na złe jak wszyscy sądzą.

-Mylą się.

-Ty się wcale nie zmieniłeś. – wyciągnęłam katanę z pokrowca – nadal jesteś tym samym jednookim dupkiem. – Slade zaśmiał się

-Gdybyś wtedy ze mną poszła, wszystko potoczyłoby się inaczej. Miałaś taki potencjał.

-Liga go wykorzystała. Nauczyli mnie wystarczająco dużo, bym mogła cię zabić.

-Więc na co czekasz? Zabij mnie.

Ścisnęłam mocniej katanę i ruszyłam na Deathstroke’a. Próbowałam odciąć mu głowę, ale zrobił szybki unik. Rozpoczęliśmy walkę na miecze. Powoli zaczynałam się męczyć. Nie dawałam jednak za wygraną. Kopnęłam Slade’a w brzuch, a następnie uderzyłam go w podbródek. Deathstroke cofnął się, ale już po chwili próbował kopnąć mnie w twarz. Zrobiłam szybki unik i podcięłam go. Widać było, że się starzeje. Ja natomiast miałam coraz więcej siły. Slade leżał, nie dał rady się podnieść. Uniosłam katanę nad Wilsona.

-To za moich rodziców!

Już miałam zabić Deathstroke’a kiedy ktoś rzucił się na mnie. Oboje upadliśmy na podłogę. Szybko jednak wstałam i przez chwilę spoglądałam na napastnika. Miał krótkie czarne włosy, był wysoki i szczupły. Miał na sobie czerwono – czarny kostium, pelerynę i maskę, a na jego piersi widniała litera R. Nowy Robin. Pytanie gdzie jest mamusia? Jak na zawołanie Batman wleciał przez okno i podszedł do Robina. Wiedziałam, że raczej ciężko mi będzie ich pokonać.

-Jak mnie znalazłeś Batmanie?

-Wiedziałem, że przyjechałaś do Gotham by zabić Slade’a. Zobaczyłem cię na nagraniu z kamery motelowej i czekałem na odpowiedni moment. Chyba jednak nie jesteś taka dobra.

-Chyba lubisz mnie denerwować, co? – Bruce jak zwykle nie pokazał ani grama emocji – Nowy pomocnik?

-Partner. – poprawił mnie Robin.

-Jasne. Wszyscy tak mówią. Teraz bardzo was przepraszam, ale mam tu kogoś do zabicia.

Batman i Robin ruszyli na mnie, ale przeskoczyłam nad nimi, złapałam katanę i rzuciłam się na Deathstroke’a. W ostatniej chwili mężczyzna złapał ostrze i uderzył mnie pięścią w brzuch. Upadłam na kolana a Wilson zdążył uciec. Batman ruszył za im, a Robin próbował mnie skuć.

-Batman jak zwykle każe odwalać Robinowi brudną robotę.

Chłopak zacisnął zęby, a ja wykorzystałam moment jego nieuwagi. Kopnęłam go w brzuch, a potem podcięłam. Skoczyłam na niego i przygniotłam do ziemi. Bez sensu się szamotał. Postanowiłam go zaskoczyć. Zbliżyłam się i pocałowałam go.

-Chyba nie jestem taka straszna co?

Nie czekałam na odpowiedź chłopaka. Uderzyłam go prosto w twarz, tak mocno, że stracił przytomność. Podeszłam do okna. Nie było śladu po Batmanie czy Deathstroke’u. Miałam zamiar pograć sobie trochę z Bruce’em.

Wróciłam do motelu, w którym się zatrzymałam. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się. Założyłam jednoczęściowy, biały kostium, bordową spódnicę i szal, moją ulubioną brązową kurtkę i buty do kolan. Potem znów wsiadłam na motocykl i pojechałam prosto do posiadłości Wayne’a.

Już po kilku minutach byłam na miejscu. Dom był taki sam jak ostatnio. Tak samo stary, ale i tak samo ładny. Jedynie drzewa przed posiadłością zaczęły gubić liście. Zapukałam do drzwi, które już po chwili otworzył Penyworth. Na mój widok otworzył szerzej usta.

-Witam panno Angel. Nie spodziewałem się pani. – weszłam do domu i usiadłam na kanapie.

-Czy Bruce już wrócił?

-Niestety, ale panicz Bruce wróci dopiero wieczorem. Czy mam mu coś przekazać?

-Tak. – wyciągnęłam zza pasa pistolet i wycelowałam go w Pennywortha – Poproś go ładnie, żeby zaraz tu przyjechał. I lepiej niech się pośpieszy.

Alfred powoli ruszył w kierunku stojącego zegara. Nacisnął coś na tarczy, a po chwili zamiast zegara pojawiła się winda. Oboje weszliśmy do środka i zjechaliśmy na dół. Już po chwili byłam w Bat jaskini.

Pennyworth nadał wiadomość Batmanowi i już po kilku minutach do jaskini wjechał Bat mobil. Z samochodu wyskoczył Batman, a zaraz za nim Robin. Ponownie wycelowałam broń w Alfreda.

-Zostaw go! – wykrzyknął zdenerwowany Robin.

-Spokojnie ptaszku. Nie chcę nic robić waszemu lokajowi. – schowałam pistolet i podeszłam do Robina – Chcę tylko pogadać.

-Nie mamy o czym. – odezwał się wreszcie Bruce

-Oczywiście, że mamy. Przez ciebie i twojego chłopca Deathstroke uciekł. Jesteście mi coś winni.

-Bardzo śmieszne. – powiedział z uśmiechem Robin – Chciałaś go zabić. Powinnaś teraz siedzieć w więzieniu.

-Wiesz co, jak na zwykłego ptaszka jesteś bardzo zabawny. – uśmiechnęłam się wrednie

-Dosyć tego!

-Robinie, nie! – krzyknął Batman, ale było już za późno.

Robin chciał mnie uderzyć, ale zrobiłam szybki unik, a potem uderzyłam go środkowym palcem dokładnie pomiędzy nosem, a czołem. Chłopak upadł na podłogę. Ubezwłasnowolniłam go. Bruce od razu do niego podbiegł.

-To było bardzo nierozsądne. Mogłaś go zabić.

-Wiedziałam co robię. – mężczyzna przywrócił Robinowi władzę w kończynach i pomógł mu wstać -  Pomóż mi to szybko się od was wyniosę.

-Czego chcesz?

-Deathstroke’a. Jestem prawie pewna, że wiesz gdzie on jest.

-Nie mam pojęcia. Zdołał uciec.

-Przekonamy się. – Minęłam Bruce’a i chłopaka. Ruszyłam w stronę windy i już po dwóch minutach byłam w drodze do motelu. Skoro Batman nie powie mi gdzie znajdę Deathstroke’a, sama go znajdę. Chyba, że moja stara znajoma mi pomoże. Ona na pewno wie gdzie on może być. Kierunek – Jump City.

czwartek, 2 października 2014

Rozdział II - Powrót


Trudno wraca się w miejsca, które zawsze będą się nam kojarzyć z konkretną osobą…

Gotham. Miasto, w którym zyskałam życie, ale utraciłam wszystko. Dom, rodzinę, przyjaciół. Teraz wygląda trochę inaczej. Liczne podpalenia i niszczycielskie wybryki nastolatków zrujnowały je doszczętnie. Muszę odwiedzić starą przyjaciółkę. Możliwe, że znajdę też u niej schronienie. Mam taką nadzieję, bo jest jesień, a nie przepadam za zimnymi nocami.

Weszłam na jej balkon. Drzwi były otwarte więc bezgłośnie weszłam do mieszkania. Zobaczyłam ją w kuchni.  Jej brązowe włosy były teraz jeszcze dłuższe, zawiązane w warkocz. Urosła i schudła, choć myślałam ,że chudsza już nie morze być. Stała przed zlewem i nalewała wody do wazonu. Podeszłam bliżej niej.

-Cześć Em – Emily podskoczyła i upuściła z rąk wazon, który roztrzaskał się na maleńkie kawałki. Dziewczyna odwróciła się i patrzała na mnie z niedowierzaniem.

-Angel – wyszeptała – To naprawdę ty?

-Aż tak się zmieniłam?

-Nie, tylko nie spodziewałam się, że jeszcze cię kiedyś zobaczę.

-Och, tylko mi nie mów, że nie tęskniłaś. Mnie tam cię brakowało.

-Co tu robisz? – Em zaczęła zamiatać szczątki wazonu. Obeszłam ją i usiadłam na blacie kuchennym.

-Przyjechałam odwiedzić przyjaciela. Muszę mu zrobić niespodziankę, więc nie mów nikomu, że tu jestem.

-Oczywiście. A co robisz u mnie?

-Potrzebuję noclegu, a wiesz dobrze jak nie lubię moteli.

-Chcesz się zatrzymać u mnie? Ja nie wiem co…

-…by na to powiedział Roy?

-Skąd wiesz? – Emily spoważniała

-Musiałam wiedzieć, że jesteś bezpieczna. A tak w ogóle, to długo zajmuje mu podróż ze Star City?

-Nie.

-No tak. Pewnie podróżuje przez promienie zeta.

-Dosyć Angel! Wiem, że Roy to Red Arrow. Nie musisz mi zdradzać jego tajemnic – dziewczyna wyrzuciła resztki wazonu i zaczęła iść w stronę drugiego pokoju.  Powoli ruszyłam za nią – Możesz spać na kanapie. Proszę cię tylko o jedno. Nie sprowadź to tego domu żadnych zbirów.

-Załatwione. A nawet jakby tu przyszli, to długo by nie pożyli.

Emily wyszła z pokoju. Chyba musiała odreagować całą tą sytuację. Podeszłam do okna. Było ciemno, ale Gotham świeciło światłami lamp i bilbordów. Zawsze podobał mi się taki widok i to akurat się nie zmieniło. Niestety w głębi duszy wierzyłam, że nigdy nie wrócę do tego miasta. W końcu wiąże się z nim tyle wspomnień. Dobrych, ale i złych i to przez te złe nie chciałam tu wracać.

Niespodziewanie usłyszałam jak ktoś toć mówi. Poszłam w stronę głosu i znalazłam rozmawiającą z kimś Emily. Kiedy tylko mnie zobaczyła od razu odłożyła słuchawkę.

-Z kim rozmawiałaś?!

-Z nikim.

-Nie kłam! Jeżeli wezwałaś policję to…

-Nie dzwoniłam na policję!

-To do kogo?! – złapałam Em za ramiona – Powiedz mi Emily.

-To już nie ważne. On i tak za chwilę tu będzie.

Usłyszałam trzaskanie szyby. Szybko pobiegłam do salonu i muszę przyznać doznałam lekkiego szoku. Stał tam. Wysoki i umięśniony mężczyzna o czarnych rozczochranych włosach i niebieskich oczach. Miał na sobie czarny kostium z niebieskim ptakiem na klatce piersiowej i czarną maskę.

-Nie spodziewałem się ciebie w Gotham – powiedział poważnym tonem

-Ja ciebie też. Sądziłam, że wyjechałeś do Bludhaven.

-Wróciłem, na jakiś czas.

-Na moje nieszczęście. Miałam nadzieję, że nie będziemy musieli się spotkać. To trochę dziwne, ale Gotham najbardziej kojarzy mi się z tobą.

- Mi na szczęście nie – zaśmiałam się - To nie musi się tak skończyć Angel. Nie musimy walczyć.

-Bez urazy Dick, ale owszem, musimy.

Wyciągnęłam przypięty do pasa pistolet i zaczęłam strzelać w Richarda. Ten robił szybkie uniki i schował się za kanapą. Kiedy skończyła mi się amunicja, wyskoczył i ruszył prosto na mnie. Próbował kopnąć mnie w twarz, ale zrobiłam szybki unik i spróbowałam uderzyć go w twarz. On niestety złapał mnie za rękę i próbował przewrócić przez ramię, ale w ostatniej chwili prawie udało mi się kopnąć go w jego lewą część twarzy. Dick puścił moją rękę i zrobił unik. Ja wykorzystałam sytuację i uderzyłam go w twarz z półobrotu. Richard upadł, ale już po chwili się podniósł. Nie byłam na siłach aby go pokonać. Dlatego wyskoczyłam przez okno i zaczęłam uciekać po dachu sąsiedniego budynku. Dick jednak się nie poddał i zaczął biec za mną. Musiałam go jakoś spowolnić. Wyciągnęłam z pasa nóż i rzuciłam prosto w nogę Richarda. Mężczyzna uklęknął i wyciągnął ostrze z nogi. Ja w tym czasie nadrobiłam sporo czasu. Dick zrezygnował. Puścił mnie. Tym razem miał szczęście, że rzuciłam tym nożem w jego nogę, a nie w serce. 

Schowałam się w jakimś starym, opuszczonym budynku. Było zimno, ale przez Emily straciłam ciepłe mieszkanie. Dlaczego po niego zadzwoniła? Chyba wiedziała, że nic jej nie zrobię. Nie ważne. Usiadłam na betonowej podłodze i zapięłam kurtkę, by było mi trochę cieplej. Spróbowałam usnąć. Niestety po chwili usłyszałam czyjeś kroki. Nie mógł być to Dick. Nie znalazł by mnie tak szybko. Otworzyłam oczy i wycelowałam w nieznajomego pistolet. Wtedy spotkała mnie kolejna niespodzianka. Stała tam kobieta. Była bardzo szczupła i dość wysoka, a jej skóra prawie biała jak kreda. Miała krótkie, fioletowe włosy zasłaniające część jej twarzy i oczy tego samego koloru. Była ubrana w body bez ramiączek z golfem, buty za kolana, rękawiczki, które prawie dosięgały ramion i pelerynę  z kapturem. Wszystko ciemnofioletowe.

Schowałam broń i podeszłam do kobiety. Trochę się zmieniła od naszego ostatniego spotkania.

-Witaj Raven. Co u ciebie?

-Nie mamy czasu na pogaduszki.

-Co się stało?

-Dick cię szuka – Raven zaczęła chodzić wokół mnie i dokładnie oglądać.

-Co ty nie powiesz?

-To poważne Angel! Richard jest wściekły. Wie po co tu jesteś.

-Deathstroke to moja sprawa. Ani Dick, ani ty mnie nie powstrzymacie.

-Nie możesz go zabić.

-Zabijałam już wiele razy. Nie miałam nawet wyrzutów sumienia.

-Czy myślałaś kiedyś o konsekwencjach twoich czynów? Może zabiłaś ojca pięciorga dzieci, albo jedyną rodzinę starej babci.

-Wszyscy których zabijałam mieli wiele na sumieniu.

-Tak samo jak ty – Raven stała teraz na przeciwko mnie. Jej purpurowe oczy wpatrywały się prosto w moje – Nie mam zamiaru ci pomagać. Chcę ci tylko powiedzieć, że Dick w końcu cię znajdzie i powstrzyma.

-Niech próbuje – kobieta otworzyła portal za swoimi plecami – Będę na niego czekać – po chwili Raven już nie było. Zniknęła w ciemnej otchłani. Nie przejęłam się zbytnio jej słowami. Nie obawiałam się jej ani Richarda. Z powrotem usiadłam na podłodzie i spróbowałam usnąć. Zimno jednak dawało za wygraną. Musiałam podjąć ryzyko i wynająć pokój w jakimś motelu.

Po pięciu minutach znalazłam się w motelu „Gnom”. Wynajęłam pokój starając się jak najmniej pokazywać swoją twarz. Kiedy wreszcie znalazłam się w ciepłym pomieszczeniu, rozebrałam się do bielizny i weszłam do łóżka. Przykryłam się kołdrą tylko do pasa i usnęłam.

niedziela, 21 września 2014

Rozdział I - Chęć zemsty


Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach. Kropelka żalu, której winien jesteś ty. Nieprawda, że tak miało być. Że warto w byle pustkę iść. To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.

Stałam na dachu budynku. Była noc. Zimny wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie strony. Weszłam na posąg krogulca, do którego przyczepiona była linka. Spojrzałam w dół. Do linki przywiązany był mężczyzna. Miał krótkie, brązowe włosy i był umięśniony. Nazywał się Tom Girlson i był generałem armii Stanów Zjednoczonych.

-Błagam cię! Nie rób tego. – wykrzykiwał drżącym głosem

-Panie generale, nie robię tego specjalnie. Gdyby tak jak pan obiecywał, otrzymalibyśmy dziesięć skrzyń broni i nietykalność, a nie jeden kontener pełny żołnierzy, może darowalibyśmy panu życie.

-Nigdy nie zdradziłbym kraju! Już wolę zginąć w obronie ojczyzny niż bratać się z takimi zabójcami jak ty i twój szef. 

 -Cóż, będę dla ciebie miła i spełnię twoją ostatnią wolę. – wstałam i zaczęłam iść z powrotem na dach

-Czekaj! Co robisz?!

-Już ci powiedziałam. Nie martw się. Zginiesz jako bohater, który oddał życie za ukochany kraj.

-Nie rób tego! Nie zabijaj mnie!

-Miłego lotu generale. – wyciągnęłam z mojego pasa jedną metalową gwiazdkę Ligii Zabójców i rzuciłam nią w linkę. Gwiazdka bez trudu przecięła sznur. – I po kłopocie.

Podeszłam do krańca dachu i wyciągnęłam z pasa linkę z hakiem. Szybko zeszłam po linie i znalazłam się na ziemi. Znajdowałam się teraz w ciemnej uliczce między budynkami. Stał tam czarny ścigacz. Wsiadłam na niego i odpaliłam silnik. Wyjechałam z alejki i ruszyłam w stronę lotniska.

Jechałam tylko pięć minut. Zatrzymałam się dopiero na pasie startowym. Tam czekał na mnie odrzutowiec. Zsiadłam z motoru i weszłam do samolotu. Rozsiałam się w skórzanym, białym fotelu i zwyczajnie czekałam aż samolot wystartuje.

Lecieliśmy wiele godzin. Wylądowaliśmy przed wielkim chińskim pałacem leżącym u zboczach gór. Powolnym krokiem szłam w stronę pałacu. Prażące słońce oślepiało mnie. Przeszłam przez główne wrota i znalazłam się w białym, okrągłym pomieszczeniu. Stała tam kobieta. Miała długie brąz włosy i zielone oczy. Była bardzo szczupła lecz wysportowana. Miała na sobie jednoczęściowy czarny kombinezon i obcasy tego samego koloru. Kobieta ta w jednej chwili odmieniła całe moje życie. To ona sprowadziła mnie tutaj i to dzięki niej jestem zabójczynią. Uklękłam przed kobietą i złożyłam jej raport.

-Świetnie się spisałaś Angel. Twoje umiejętności są zadziwiające.

-Większości z nich nauczyłaś mnie ty. – kobieta uśmiechnęła się – Czy masz dla mnie jeszcze jakieś zadania?

-Na razie nie.  Odpocznij trochę. Później, – zawahała się – będziesz musiała spotkać się z moim ojcem.

-Oczywiście. – kobieta zaczęła odchodzić – Talio?

-Tak?

-Czemu chce mnie widzieć? – zapytałam z lekkim strachem. Spotkania z Ras’ Al. Ghulem nie zdarzały się zbyt często, a jeśli już to nie były one zbyt miłe.

-Nie musisz się lękać. Niczym mu nie zawiniłaś. Chce z tobą po prostu porozmawiać – Talia odeszła. Ja także opuściłam pokój i udałam się w stronę mojej sypialni.

Pokój nie był bardzo duży. Ściany były pomalowane na ciemny odcień fioletu, a podłogę pokrywały panele. Znajdowało się tam tylko jedno, okrągłe okno, przez które widać było ośnieżone góry.

Odpięłam pas i rzuciłam go na łóżko. Zdjęłam też moją brązową kurtkę i bordowy szalik, które powiesiłam w sosnowej szafie. Przeszłam przez drzwi prowadzące do łazienki i zdjęłam resztę ubrań. Wzięłam prysznic i umyłam, a następnie wysuszyłam włosy. Okryłam się ręcznikiem i wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafy długą purpurową chińską suknię i włożyłam ją. Założyłam też ciemnofioletowe obcasy. Rozczesałam moje czarne włosy. Ścięłam je trzy lata temu. Teraz sięgają mi do ramion.

Wyszłam z pokoju i z powrotem udałam się do okrągłej sali. Pociągnęłam za jedną z kilku złotych lamp zawieszonych na ścianach i uruchomiłam tajne przejście.

Szłam powoli. Wcale nie śpieszyło mi się na spotkanie z nim. Szanowałam go i wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy, a jednak samo jego imię sprawiało, że przechodziły mnie dreszcze. Kiedy wreszcie doszłam do podwójnych, czerwonych drzwi z namalowanym czarnym smokiem, ogarnęło mnie zdenerwowanie. Pociągnęłam jednak za klamkę i weszłam do środka.

Stał tam. Starszy, wysoki i umięśniony mężczyzna. Miał jasnobrązowe włosy i brodę oraz zielone oczy. Miał na sobie ciemnozieloną zbroję i pelerynę. Od razu uklękłam przed nim.

-Wstań. – powiedział zadziwiająco łagodnym głosem. Posłusznie wykonałam jego polecenie – Już jako dziecko miałaś wielki talent. Z naszą pomocą rozwinęłaś go w bardzo krótkim czasie. Odpowiedz mi na pytanie, co cię motywowało podczas treningów i walk?

-Chęć zemsty. – odpowiedziałam bez wahania – Chęć zabicia Deathstroke’a.

-Slade nie będzie łatwym przeciwnikiem. Wiedziałaś, że jeśli nie dołączysz do Ligii, nie zdołasz go pokonać, a my wiedzieliśmy, że my nie zdołamy pokonać go bez ciebie. Dlatego teraz nadszedł czas byś dopełniła swej zemsty.

-Słucham?

-Masz wolną rękę. Weź tylu ludzi ile tylko potrzebujesz. Slade musi zapłacić za swe czyny.

-Dziękuję ci mój panie. Nie chcę jednak ludzi.

-Więc czego potrzebujesz?

-Jedynie informacji. Zaoszczędzę wiele czasu jeśli dowiem się gdzie on się teraz znajduje. – Ras uśmiechnął się.

-Jest w Gotham City. Przyjechał tam dwa dni temu.

-Dziękuję mistrzu. Nie zawiodę cię.

-Z pewnością.

Ukłoniłam się i wyszłam z pokoju. Wreszcie moja zemsta miała się dopełnić. Pięć lat spędzonych z ligą nie poszło na marne. Jest tylko jeden problem. Gotham. Jest Gotham, jest i Batman. On na pewno będzie próbował mnie powstrzymać. Ja jednak umiem o wiele więcej niż podczas naszego ostatniego spotkania.

Wróciłam do pokoju. Zaczęłam pakować swoje rzeczy i szykować się do wyjazdu. Przebrałam się w czarne jeansy, moją ulubioną bordową kurtkę i szalik oraz czarne koturny. Założyłam mój pas i wzięłam plecak. Wyszłam z zamku i wsiadłam do mojego odrzutowca. Podróż nie powinna zająć mi dużo czasu, więc niech Slade się szykuję. Idę po niego i nic mnie nie powstrzyma.

środa, 10 września 2014

Koniec części pierwszej

Witam
Tak, to koniec pierwszej części. Miałam ją skończyć trochę później, ale wpadłam na pewien pomysł  i zakończyłam ją teraz. Myślę, że druga część pojawi się dopiero około 20 - 25 bo mam naprawdę dużo pracy w szkole. Pracuję nad stroną "Część II" i myślę, ze dodam ją w sobotę albo niedzielę. Mam nadzieję, że was zaskoczę.
 
A teraz mała zagadka. Jak myślicie, kim jest osoba na zdjęciu?
 
 
 
 
Pozdrawiam i miłego dnia :-)


niedziela, 7 września 2014

Rozdział XII - Kolejna śmierć


"Nikt nie potrafił mnie zrozumieć gdy byłam inna
Gdy patrzyłam na nich zza wielkich okularów,
Gdy szukałam pocieszenia w książkach,
Gdy śmiałam się z rzeczy nieśmiesznych.

Ale wszyscy nagle mnie zauważyli,
Gdy zaczęłam grozić im nożem,
Gdy wycierałam w chusteczkę palce w krwi,
Gdy zamiast czytać, pisałam własne historie.

Tak to już jest, tak to już jest
Że ludzie patrzą na ciebie dopiero wtedy,
Gdy rzucasz się w oczy.
A przecież nie o to tutaj chodzi.
Sztuką jest zauważyć kogoś,
Gdy jest niewidzialny."


http://teentitans-megan.blogspot.com/


Usłyszałam otwieranie drzwi. Instynktownie chwyciłam pistolet i schowałam go za pasek. Po cichu wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. W drzwiach stała ciotka Isabel. Wyglądała na smutną. Jej makijaż był rozmazany. Widać było, że płakała.

-Co się stało ciociu.

-Właśnie rozmawiałam z przyjacielem. Jego córka zmarła.

-Tak mi przykro.

-Została zastrzelona, na jego oczach. Widział jak się wykrwawia. Lekarze nie zdołali jej uratować.

-To musiał być dla niego szok. Stracić córkę.

-Dziwię się, że jest ci smutno z tego powodu.

-Czemu miałabym być szczęśliwa?

-Bo sama pociągnęłaś za spust.

Ciotka wyciągnęła zza siebie pistolet i zaczęła we mnie strzelać. Szybko pobiegłam w głąb salonu i schowałam się za kanapą. Wyciągnęłam swój pistolet i wycelowałam i w ciotkę. Niestety pistolet nie wystrzelił. Za to ja poczułam wielki ból w prawym ramieniu. Chwyciłam za bolące ramię i poczułam gorącą krew. Nie zważając na ból sprawdziłam magazynek pistoletu. Był pusty. Byłam pewna, że zostało mi jeszcze jakieś pięć naboi. Dick! Musiał wyjąć je wszystkie. Po chwili usłyszałam, że strzały ustały. Wyjrzałam zza kanapy i zobaczyłam, że Isabel zmienia magazynek. To była moja okazja. Musiałam podbiec do siłowni i znaleźć jakąś broń. Co prawda raczej nie było w niej pistoletów, ale łuki i katany owszem, a to mi wystarczy. Szybko pobiegłam w stronę schodów do siłowni.

-Myślisz, że zdołasz uciec?! Dorwę cię i zabiję!

Ciotka nie biegła, ale szła powoli. Chciała się ze mną pobawić. Wiedziała, że oberwałam i pewnie chciała, żebym straciła trochę krwi. Postanowiłam jednak to wykorzystać. Kiedy znalazłam się w siłowni, szybko złapałam za katanę, przewróciłam stół i schowałam się za nim. Z rany wypływało coraz więcej krwi. Musiałam jakoś to zatamować. Wtedy zobaczyłam, że na wieszaku wisi moja stara bluza. Szybko chwyciłam ją i urwałam część rękawa. Opatrzyłam ranę i czekałam na przyjście ciotki.

Pojawiła się chwilę później. W ręku trzymała pistolet wycelowany w stół. Wiedziałam, że mebel długo nie wytrzyma. Poza tym, nie bałam się stawić jej czoła. Wstałam i uniosłam katanę. Isabel wycelowała pistolet prosto w moją klatkę piersiową. Ja jednak byłam gotowa. Dobrze pamiętam lekcje, na której uczyłam się odpierać kukle kataną. Ciotka uśmiechnęła się wrednie i pociągnęła za spust. Precyzyjnie przecięłam lecący w moją stronę nabój. Isabel zdenerwowała się. Najwidoczniej nie spodziewała się, że potrafię tak wiele. Kobieta zaczęła strzelać, a ja przecinałam kule. W końcu ciotka zdenerwowała się i strzeliła w moją lewą nogę. Uklękłam na jedno kolano. Isabel chciała to wykorzystać, ale ja szybko skoczyłam i znów schowała się za stołem. Nie dam rady ustać. Muszę szybko ją załatwić. Rzuciłam katanę w ciotkę, ale ta zrobiła unik. Nie chciałam jednak tak jej zabić. Katana odwróciła jej uwagę. Ja w tym czasie mogłam podbiec do łuku i strzał. Nim kobieta zdążyła strzelić, ja naciągnęłam cięciwę i wypuściłam strzałę. Trafiłam ją w brzuch. Isabel upadła na podłogę i wypuściła z rąk pistolet. Po mimo bólu, powoli podeszłam do niej i podniosłam pistolet.

-Dlaczego? – zapytałam – Dlaczego chciałaś pomścić kogoś, kto zabił twoją siostrę?

-Ponieważ… - kobieta zaczęła dławić się krwią – ponieważ Rose była moją córką.

Isabel zamknęła oczy. Umarła. Nie mogłam uwierzyć w jej słowa. Rose byłą jej córką?! Jak to w ogóle możliwe?! Ona nigdy nie miała dzieci! Niestety jej słowa były zbyt poważne. Nie widziałam też innego powodu, aby chciała mnie zabić. Co ja zrobiłam?! Zabiłam moją ostatnią rodzinę. Jak mogłam być taka głupia?

Opatrzyłam nogę i wyszłam z domu. Nie miałam pojęcia co robić. Miałam zadzwonić na policję i powiedzieć im, że zabiłam własną ciotkę? Mam uciec? Już sama nie wiem. Myślałam, że przeprowadzka będzie dla mnie kłopotem. Niestety teraz mam o wiele większy problem.

Postanowiłam pójść w miejsce, gdzie kiedyś dobrze się bawiłam. Poszłam do budynku, do którego wpadłam biegając z Dickiem po dachach. Mieszkanie było puste, mam nadzieję. Nie widziałam tam nikogo. Usiadłam na starej, podziurawionej kanapie. Musiałam teraz odpocząć.
-Nie zdołasz uciec - Niespodziewanie usłyszałam czyiś głos tuż za mną. Szybko wstałam z kanapy  i odwróciłam się w stronę nieznajomego. Za kanapą stała wysoka i szczupła kobieta o długich, czarnych włosach i zielonych oczach. Miała na sobie długą, czerwoną, chińską suknię z czarnym smokiem.

-Kim jesteś?!

- Przyjaciółką. Nie zrobię ci krzywdy. Nazywam się Talia Al’ Ghul. Jestem córką Ras’a Al’ Ghula, przywódcy Ligi Zabójców.

-To tam trenował Deathstroke! – wyciągnęłam pistolet i wycelowałam go w kobietę – Jesteś z nim w zmowie?!

-Stanowczo nie. Owszem, Slade należał kiedyś do Ligii, ale został z niej wyrzucony.

-Więc dlaczego tu jesteś?!

-Chcę ci zaproponować układ – zdziwiłam się

-Układ?

-Dołącz do Ligii Zabójców.

-Nigdy! Jesteście assasynami! Tylko zabijacie.

-A ty co zrobiłaś?! Zabiłaś swoją ciotkę i kuzynkę.

-Skąd ty…

-Liga wie wszystko – Talia miała rację. Zabiłam je, ale one na to zasłużyły

-Dlaczego tak bardzo chcesz, abym dołączyła do Ligii?

-Masz talent. Umiesz bardzo wiele, a my nauczymy cię więcej. Byłabyś świetnym zabójcą.

-Co dostałabym w zamian.

-Zabiłabyś Slade’a Wilsona. On był trenowany przez Ligę. Bez treningu, nie pokonasz go.

-Czemu tak zależy ci na jego śmierci? – Talia zmarszczyła czoło. Chyba nie miała z nim zbyt dobrych relacji

-Jest zdrajcom. Zdradził Ligę i musi za to zapłacić.

-Ok, powiedzmy, że się zgodzę. Jaką mam pewność, że nie chcesz mnie zabić.

-Nigdy nie będziesz miała pewności. W Lidze Zabójców nikt nikomu zbytnio nie ufa, ale i tak każdy słucha rozkazów.

-Nie wiem czy będę potrafiła zabić kogoś, kto nic mi nie zrobił.

-Zaraz się przekonamy.

-Co?

-Za minutę Tony Zucco wejdzie do tego mieszkania. Zabij go, a pojedziesz ze mną do siedziby Ligii.

Po minucie do mieszkania wszedł wysoki, szczupły mężczyzna. Miał siwe włosy , jedno oko zielone, a drugie brązowe. Był ubrany w czarny garnitur i wyjściowe buty.

-Co do cholery?! Kim jesteś?! – Zucco wycelował we mnie pistolet, ale Talia przystawiła mu katanę do gardła. Mężczyzna wypuścił broń i podniósł ręce.

-Teraz Angel. Zabij go.

Wycelowałam pistolet w Zucco. Widziałam w jego oczach strach. Strach przed tym, co zaraz się stanie. Nie miałam wyboru. Jedyne co mnie obchodziło, to śmierć Slade’a, a nie zabiję go bez pomocy Ligii. Z resztą, Zucco zabił rodziców Dicka. Pomszczę ich. Odbezpieczyłam pistolet i pociągnęłam za spust. Rozległ się wielki huk, a Zucco padł na podłogę. Krew wypływała z jego serca.  Talia podeszła do mnie i szepnęła mi do ucha słowa, które na zawsze zmieniły moje życie.

-Witaj w Lidze Zabójców.

poniedziałek, 1 września 2014

No i szkoła :-(

Niestety, ale wraz ze szkołą pojawia się więcej do roboty. Rozdziały będą się pojawiać rzadziej za co z góry przepraszam. Chcę też poinformować, że "Angel" będzie podzielona na kilka około piętnastu - rozdziałowych części. Tak więc zbliżamy się do końca pierwszej i chcę bardzo podziękować wszystkim czytającym. Mam do was jedną prośbę. Komentujcie! Chciałabym wiedzieć gdzie popełniam błędy.
Następny rozdział najprawdopodobniej pod koniec tygodnia. Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego w nowym roku szkolnym.