niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział IV - Informacje


Ludziom zawdzięczam bardzo wiele, zwłaszcza problemów…

Stałam przed wielkim budynkiem z napisem „Capitol”. Denerwowałam się. Kogo mam szkolić? Co jeżeli to jedna wielka pułapka? Muszę zaryzykować. Wzięłam głęboki wdech i przeszłam przez drzwi. Ściany hotelu były wykonane z jasnego marmuru, a podłoga z piaskowca. Sufit holu był w kształcie koła. Podeszłam do recepcji. Stał przy niej młody mężczyzna, ubrany w uniform boya, o zielonych oczach i rudych włosach.

-Dzień dobry. Mam umówione spotkanie w pokoju nr. 236 – mężczyzna sprawdził coś w komputerze, a po chwili uśmiechnął się i podał mi klucz.

-Drugie piętro, trzecie drzwi po prawej.

-Dziękuję bardzo – odeszłam od boya i weszłam po kamiennych schodach. Korytarze hotelu wydawały się być nieskończenie długie. W końcu dotarłam do mojego pokoju. Włożyłam klucz do drzwi i przekręciłam go. Po chwili byłam już w środku. Pokój był pomalowany na jasny błękit, a podłoga wykonana z szarego dywanu. Większość mebli było białych, z niebieskimi dodatkami. Moją uwagę przykuło wspaniałe, białe łoże z błękitnym baldachimem.

Nie widziałam by w pokoju był ktoś jeszcze. Czułam jednak, że ktoś mnie obserwuje. Jeszcze raz rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mój wzrok zatrzymał się na drzwiach balkonowych. Były otwarte. Wyciągnęłam schowane przy spodniach sai. Nasłuchiwałam jakiegokolwiek dźwięku. W jednej chwili poczułam czyiś oddech na karku. Momentalnie odwróciłam się i przystawiłam przeciwnikowi ostrze do gardła. Nie miałam pewności czy nieznajomy jest karłem, czy dzieckiem. Miał najwyżej metr trzydzieści wzrostu i był ubrany w ciemny kostium jaki noszą wojownicy Ligii, ale ci naprawę dobrzy. Na głowie miał kaptur, więc nie mogłam nic więcej dostrzec.

-Jeżeli zabierzesz mi sai z gardła – odezwał się dziecięcym głosem - będziesz mogła rozwiać wszystkie wątpliwości – powoli zabrałam ostrze i przypięłam je do spodni. Chłopak ściągnął kaptur i zaczął mi się przyglądać z wrednym uśmiechem. Miał najwyżej siedem, może osiem lat. Jego włosy były czarne, a oczy szmaragdowe. Te oczy. Są dokładnie takie same jak oczy Talii. To jej syn.

-To chyba jakiś żart – powiedziałam po chwili ciszy – Mam szkolić jakiegoś dzieciaka?

-Uwierz mi, ja także nie jestem zadowolony tym układem. Musze jednak słuchać matki – prychnęłam.

-Ile ty w ogóle masz lat?!

-Osiem – odpowiedział obojętnie.

-Niewiarygodne. Nie wiedziałam, że Liga prowadzi przedszkole.

-Zważaj na słowa. Nie zapominaj, że jestem wnukiem Ra’s al Ghula. Jestem wyjątkowy – chłopiec zaczął chodzić naokoło mnie i przyglądać mi się – Wiele o tobie słyszałem. Wiem jednak, że przeszłaś na emeryturę. Nie mam pewności, czy podołasz temu zadaniu – przysięgam, że jak ten bachor zaraz się nie przymknie to wpakuję mu sai do gardła – Jakoś wczoraj dużo czasu minęło, zanim mnie usłyszałaś.

-To byłeś ty! – złapałam chłopaka za ramiona i przycięłam go do ściany – Jakim prawem włamałeś się do mojego mieszkania?!

-Chciałem zobaczyć, z kim mam do czynienia. Lubię znać wszystkie informacje – puściłam chłopaka i przeczesałam ręką włosy.

-Powiedzmy, że wybaczam ci włamanie. Jak będą wyglądały treningi.

-Ty mi to powiedz. Moja matka nie przekazała mi żadnych informacji od nośnie sposobów szkoleniowych. Wiem jedynie, że treningi będą się odbywały w miejscowej posiadłości mojego dziadka – Świetnie, będę szkolić wnuka Ra’s al Ghula i to jeszcze w jego domu. No po prostu świetnie – Czy zgadzasz się na te warunki? – spojrzałam na chłopaka. Stał wyprostowany, z poważnym wyrazem twarzy. Widać było, że spędził z Ligą całe życie.

-Oczywiście, że się zgadzam.

-Wspaniale. Zaczynamy jutro o trzynastej. Oczywiście zrobię sobie przedtem odpowiednią rozgrzewkę i od ciebie oczekuję tego samego – chłopak zaczął kierować się w stronę balkonu – Adres czeka już na ciebie w mieszkaniu. Oczekuję punktualności.

-Ależ oczywiście nieznajomy – chłopak przewrócił oczyma.

-Czy aż tak potrzebujesz wiedzy o moim imieniu?

-Lubię mieć wszystkie informacje – uśmiechnęłam się wrednie, a chłopiec zmarszczył brwi.

-Damian.

-Angel.

-Wiem przecież. Wychodzisz pierwsza.

-Tak jest – powoli wyszłam z pokoju, a następnie z hotelu. Nie mogłam uwierzyć, że Talia ma syna. Owszem, wspominała coś o ukochanym, ale nie sądziłam, że romans zaszedł tak daleko. Kim jest jego ojciec. Acha, to pytanie z pewnością będzie chodziło mi po głowie przez najbliższe dnie. Może jakoś uda mi się tego dowiedzieć.

***

Weszłam do mieszkania i zamknęłam drzwi z hukiem. Richard zerwał się z kanapy i podszedł do mnie.

-Co się stało? – zapytał z buzią pełną chipsów – Coś nie tak? – rzuciłam mu wrogie spojrzenie. Chłopak szybko przełknął pokaram.

-Okazało się, że mam szkolić ośmioletniego dzieciaka! Wyobrażasz to sobie?! – przeszłam do kuchni i wyciągnęłam z szafki butelkę wódki. Otworzyłam ją i nalałam trunku do szklanki – Do tego ten bachor był tu w nocy. Podglądał mnie! – wypiłam całą szklankę na raz, a Dick nie spuszczał ze mnie wzroku. Poczułam napływające ciepło. Już zapomniałam jak alkohol na mnie działa. Zakaszlałam i jak najszybciej popiłam trunek wodą. W jednym momencie Richard wybuchnął śmiechem.

-Boże, przepraszam, ale, – chłopak nie mógł powstrzymać się od śmiechu – ostatni raz widziałem cię taką zdenerwowaną kiedy dałem ci do spróbowania wasabi.

-Naprawdę, bardzo zabawne. Jutro będę zmuszona szkolić go w domu Ra’s al Ghula - usiadłam na kanapę i westchnęłam. Dick usiadł obok mnie, a ja położyłam głowę na jego ramieniu – Boję się – przyznałam w końcu, a chłopak spojrzał na mnie z wielkim zdziwieniem – Boję się, że nie dam rady go wyszkolić, a wtedy Talia zabije Natalie.

-Angel. Jesteś jedną z najlepszych wojowniczek jakie znam. Liga cię wyszkoliła, wiec nie będziesz miała problemu z nauką tego dzieciaka.

-Może masz rację – Dick pocałował mnie w policzek.

-No pewnie, że mam – uśmiechnęłam się i pocałowałam chłopaka w usta.

 

Narracja trzecio osobowa

Czarnowłosy chłopak siedział przy kominku i przyglądał się tańczącemu ogniu. Lubił patrzeć na ogień. Podobało mu się w nim to, że bardzo trudno go powstrzymać i jest zabójczy. Dokładnie tak jak ona. Czemu się spóźniała? To pytanie dręczyło go od dłuższego czasu. Wstał z fotela i podszedł do okna. Jego niebieskie oczy nie spuszczały wzroku z horyzontu. Martwił się. Już dawno powinna tu być.

Po kilku minutach, udało mu się dostrzec sylwetkę kobiety. Nie był pewny, czy to ona. Poruszała się nienaturalnie. Po chwili, jednak był pewien. Jej czarne włosy i brązowe oczy poznałby wszędzie. Niestety zauważył coś dziwnego. Kiedy zorientował się, co się dzieje, wybiegł z posiadłości i złapał ją kiedy o mało się nie przewróciła. Jej ubranie było zakrwawione, a ona sama ledwo przytomna. Chłopak zaniósł ją do domu i zatamował krwotok. Był sam. Musiał sobie poradzić. Jak najszybciej pobiegł po bandaże, a w między czasie zadzwonił po pomoc. Opatrzył powierzchownie dziewczynę i przyniósł jej coś do picia. Czarnowłosa wypiła szklankę wody i położyła się by choć na trochę odetchnąć.

-Co się stało? – zapytał w końcu chłopak

-Cóż – dziewczyna ledwo co mówiła – Przesadziłam. Zadarłam z Ligą, eliminowałam ich. To już zaszło za daleko. Chcą się mnie pozbyć.

-Nie pozwolę im Cass. Przysięgam – dziewczyna położyła zakrwawioną dłoń na policzku chłopaka.  Czuła cos do niego, tak jak on do niej. Różnica wieku się nie liczyła – Ja…

-Wiem Tim, wiem – dziewczyna przyciągnęła czarnowłosego do siebie i pocałowała go – Zbyt długo na to czekałam.

-Stanowczo – tym razem to chłopak pocałował dziewczynę. Uważając, by jej bardziej nie zranić położył się obok niej i przytulał, by czuła się bezpieczna.

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział III - Kolejny krok

Hej. Z góry przepraszam za przerwę, ale byłam w Warszawie na wycieczce i nie zdążyłam wstawić rozdziału. Miałam wielkie urwanie głowy. Z racji opóźnienia rozdział wstawiam dzisiaj. Liczę na komentarze. Ostatnio rzadko kiedy je widuję ;-) Miłego czytania :-)


Najładniej uśmiechają się ci, którzy najbardziej cierpią.

Najpiękniejsze oczy mają ci, którzy najwięcej płaczą.

Najlepiej słuchają ci, których nikt nie słucha.

Najwięcej marzą ci, którzy najwięcej stracili.

Najlepiej przytulają ci, którzy za kimś tęsknią.

Siedziałam przy stole i jadłam pizzę. Dick jeszcze nie wrócił, a było grubo po dwunastej. Wstałam od stołu i wyjrzałam przez okno. Nie było widać samochodu, nie wrócił. Wiedziałam, że da sobie radę, jest świetnym policjantem i bohaterem, ale zawsze boję się gdy długo nie wraca.

Wróciłam do stołu i wzięłam kolejny kawałek. Zjadłam go i popiłam colą. Następnie poszłam do sypialni. Byłam już strasznie zmęczona tym całym dniem. Weszłam do łóżka i przykryłam się kołdrą. Nie minęło dużo czasu, a usnęłam

***

Zaczęłam się budzić. Jasne światło słoneczne przebijało się przez zasłonę. Powoli wstałam z łóżka. Dopiero wtedy zauważyłam, że w łóżku leży Richard. Był położony twarzą na podusze i słońce miał gdzieś. Westchnęłam.

Weszłam do kuchni i wstawiłam wodę na kawę. Następnie poszłam do łazienki i zajęłam się poranną toaletą. Kiedy wróciłam do kuchni, Dick robił dla nas kawę. Nawet nie usłyszałam jak wstaje. Podeszłam do niego i przytuliłam na powitanie.

-Długo cię wczoraj nie było.

-Wiem, przepraszam – wypuściłam chłopaka z uścisku i wyciągnęłam z lodówki składniki potrzebne na naleśniki – Rozpracowywaliśmy gang złodziei diamentów. Mieliśmy szczęście i złapaliśmy wszystkich.

-To świetnie.

-Szef dał mi za to wolne – Dick wziął łyk kawy i pomógł mi przy śniadaniu – A co z Talią?

-Na szczęście dała mi inne zadanie. Mam wyszkolić kogoś z Ligii.

-Szkolić? To do niej nie podobne.

-Wiem, ale grunt, że nie muszę zabijać Cassandry – Richard zaczął smażyć naleśniki, a ja siadłam do stołu i zaczęłam pić kawę.

-Kiedy zaczynasz?

-Jutro. A co?

-Możemy gdzieś dzisiaj wyskoczyć – zaśmiałam się – No co?

-To samo mówiłeś wczoraj i jakbyśmy rzeczywiście gdzieś wyszli, to musiałbyś wracać do pracy.

-Proszę cię – Dick kucnął przy mnie i zaczął mnie gryźć po nogach – Obiecuję, że tym razem będzie inaczej – Richard wstał i zrobił maślane oczy

-Cóż, zważywszy, że twój szef ostatnio mnie zaskakuje, to zgadzam się – uśmiechnęłam się do chłopaka, a on pocałował mnie i wrócił do smażenia naleśników.

-To co powiesz na „Savoy” o dziewiętnastej? – spojrzałam na niego z zaskoczeniem

-„Savoy”? Serio? Nie wiesz jak tam jest drogo?

-Pamiętaj, że dostałem awans.

-I chcesz go wydać na jedną kolację?

-Dla mojego aniołka wszystko – westchnęłam

-Wiesz co, jak tam chcesz. Ale pamiętaj, ja ci nie pożyczę kasy – Dick położył rękę na piersi

-Będę pamiętał moja pani – zaśmiałam się i pocałowałam go. Może tym razem rzeczywiście będzie inaczej?

***

Stałam przed lustrem i próbowałam ułożyć jakoś włosy. Spięte? Nie. Na jeden bok? Też nie. W końcu zrezygnowana puściłam je, by same się ułożyły. Przejrzałam się. Miałam na sobie długą, czarną suknię bez ramiączek, obcasy tego samego koloru, srebrną kopertówkę i wkówki. Czegoś mi jednak brakowało.

Niespodziewanie do pokoju wszedł Richard. Był ubrany w czarny garnitur i buty wyjściowe, a na szyi miał zawiązaną muszkę. W ręku trzymał torebkę, którą już tyle czasu próbował trzymać z dala ode mnie. Podszedł bez słowa i wyciągnął zawartość torebki. Był to diamentowy naszyjnik, który zresztą wyglądał na bardzo drogi. Dick zapiął mi go na szyi i pocałował.

-Staram się nie myśleć, ile kosztował.

-To nawet lepiej. Podoba ci się?

-Bardzo. Dziękuję ci.

-No to jak? Idziemy – kiwnęłam twierdząco głową. Założyłam płaszcz i wyszliśmy z mieszkania. 

***

Siedzieliśmy przy stoliku i wybieraliśmy potrawę. „Savoy” był bardzo eleganckim lokalem. Miał dwa piętra. Podłoga była z jasnego marmuru, na suficie widniały malunki aniołów. Stoli były okrągłe, zrobione z jasnego drewna. Cały lokal był wypełniony szychami Bludhaven. Nigdzie nie było wolnych miejsc, a kelnerzy mieli ręce pełne roboty.

-To zdecydujesz się w końcu na tego homara? – zapytał Dick

-Czy ja wiem. Nie przepadam za owocami morza.

-Zobaczysz, że homar „Savoya” ci zasmakuje. Oni mają najlepsze owoce morza w kraju – zaśmiałam się

-W takim razie niech ci będzie. Spróbuję – Richard zawołał kelnera i zamówił dla nas jedzenie.

-To, słyszałaś już o Em i Roy’u?

-Owszem. Emily powiedziała mi przy kawie. Roy dzwonił do ciebie?

-Niedługo po wyjściu do pracy. Już długo planował oświadczyny, ale nie mógł znaleźć odpowiedniego pierścionka.

-Dobrze, że w końcu się zdecydował. On i Emily wspaniale do siebie pasują – przez chwilę nie odzywaliśmy się. Cały czas myślałam o słowach Em. Może rzeczywiście powinniśmy zrobić kolejny krok? – Dick?

-Tak.

-Nie myślałeś, o naszej wspólnej przyszłości? – Richard spoważniał

-Oczywiście, że myślałem. Miałem tylko wrażenie, że nie chcesz się zbyt szybko…no wiesz.

-Jesteśmy razem trzy lata. Myślę, że to idzie wystarczająco powoli.

-Mieszkamy razem? – puściłam mu wredne spojrzenie.

-To niczego nie zmienia – Dick westchnął.

-Wiem. Po prostu nie mam pewności, czy jestem gotowy.

-Dick – złapałam chłopaka za rękę – Kocham cię i wiem, że ty kochasz mnie. Możesz nie być pewny, rozumiem to. Po prostu, boję się, że nigdy nie będziesz gotowy – Richard uwolnił rękę z uścisku, a po chwili kelner przyniósł wielkiego homara. Dick od razu zaczął jeść, ale ja jakoś nie byłam głodna. W końcu wzięłam pierwszy kęs.

***

Siedziałam w łóżku i czekałam na Dicka. Po chwili wyszedł z łazienki i położył się obok mnie. Przytuliłam się do jego gołej piersi i westchnęłam. Chłopak zaczął smyrać mnie za uchem.

-To nie jest śmieszne – powiedziałam groźnie, a Richard momentalnie przestał – Nie mam dziś na to ochoty – odwróciłam się tyłem do chłopaka i przykryłam się kołdrą – Zgaś światło, jeśli możesz – Dick wstał bez słowa i zgasił lampę. Położył się obok mnie, ale ja odsunęłam się. Nie miałam ochoty go dotykać. Nie dziś, nie teraz.

 

Oczami Damiana

Kiedy zgasili światło, byłem zmuszony włączyć noktowizor. Poszli spać. Nie dowiedziałem się o niej zbyt wiele. Czy mogę jej zaufać? Odeszła od Ligii. Co jeśli chce nas teraz zniszczyć? Nie rozumiem, jak matka może mieć do niej tak wielkie zaufanie. I jeszcze ma mnie szkolić! Co to, jakieś przedszkole?! Dziwię się, że dziad pozwolił na to matce. On zawsze wolał sam mnie uczyć. Chciał, żebym był dokładnie taki jak on.

Coś zaczęło się dziać. Mężczyzna wstał. Ubiera się i wychodzi. Niech idzie, to nawet lepiej. Teraz mogę się jej przyjrzeć z bliska.

Nabrałem rozpędu i zeskoczyłem z budynku. Złapałem się barierki balkonu i otworzyłem drzwi do mieszkania. Dziwne, że ich nie zamyka. Poruszałem się, jak najciszej potrafiłem. Dziewczyna spała lekko przykryta kołdrą. W pokoju było jaśniej niż myślałem. Mogłem wyłączyć noktowizor. Jej sypialnia była jasna. Meble najprawdopodobniej z jednej kolekcji. Do wytworu wnętrza nie pasowała mi katana wisząca na ścianie. Przyjrzałem się z bliska. Miała czerwoną rękojeść ze znakiem Ligii Zabójców, oraz idealnie wypolerowane ostrze. To musiała być jej broń. Ponownie spojrzałem na dziewczynę. Miała dość długie, czarne włosy i bardzo jasną cerę. Muszę przyznać, że naprawdę miała urodę anioła.

Niespodziewanie dziewczyna otworzyła niebieskie okczy. Jak najszybciej wybiegłem z pokoju i wyskoczyłem z balkonu. W jednym momencie poczułem ból w prawej łydce. Kiedy wylądowałem na ziemi zobaczyłem, że w łydce tkwi gwiazda Ligii. Trafiła mnie. To…nieoczekiwane. Może jednak coś jeszcze potrafi.

Szybko opatrzyłem nogę i zacząłem kierować się w stronę domu.

sobota, 11 kwietnia 2015

Wystawa filmowych samochodów

Hej. Tak przed jutrzejszym rozdziałem postanowiłam kilka fotek z wystawy filmowych samochodów. Wystawa trwa do 10 maja w Czeladzi w M1 (zamierzam wybrać się jeszcze raz z całą rodzinką). Na wystawie znalazły się między innymi KITT z Knight Rider, Wehikuł Tajemnic ze Scooby Doo oraz Skorupogromca z Wojowniczych Żółwi Ninja.


DeLorean  - Powrót do przysżłości

 
 
 Krokodyl - Death Race
 
 
 KITT - Knight Rider
 
 
 Bluesmobile


Disney Mapo Studio
 

 Chrysler Imperial Green Hornet 
 
 
 Porsche 911 - Death Race
 
Oraz mój ukochany Batmobil!
 


 Niestety nie zmieściłam się do środka :-(
 
 
Przy kolejnych odwiedzinach zdjęcia będą robione profesjonalnym sprzętem. Wszystkie pojazdy zostaną uwiecznione i wstawione na stronę.
Jutro pojawi się nowy rozdział ;-)
Pozdrawiam i miłej nocy :-)
***Niki***

niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział II - Jedyna

Na początek chcę wam życzyć mokrego Dyngusa, smacznych jaj, rozbrykanego zająca i wesołych Świąt WIelkanocnych!
Ps.W rozdziale miała być "scena", ale to materiały dla dorosłych i nie mogłam jej wstawić ;-(


Gdybym była rzeźbiarzem, ale wtedy znowu, nie
Lub dziewczyną, która robi mikstury w wędrownym przedstawieniu
Wiem, że to niewiele, ale to najlepsze co potrafię zrobić
Mój prezent to moja piosenka i ta jest dla Ciebie

I możesz powiedzieć wszystkim, to jest twoja piosenka
Może jest całkiem prosta, ale teraz kiedy jest ukończona..
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że zapisałam to w słowach
Jak cudowne jest życie podczas, gdy jesteś na świecie

Ellie Goulding – Your Song

Przybiegłam do domu najszybciej jak mogłam. Serce biło mi jak szalone, ale nie mogłam się zatrzymać. W mojej głowie kłębiła się myśl, że im dłużej zwlekam, tym bardziej życie Natalie jest zagrożone.

Drżącymi rękami otworzyłam drzwi. Weszłam do sypialni, rzuciłam plecak na podłogę i padłam na łóżko. Nie mogłam powstrzymać łez. Moja bariera emocjonalna już od dłuższego czasu była słabsza. Cios Talii całkiem ją złamał.

Przeczesałam włosy palcami i wstałam z łóżka. Zaczęłam chodzić po pokoju stukając koturnami po podłodze. Co ja powinnam zrobić. Zabicie Cassandry nie wchodzi w grę, ale nie wiem co mogę zaoferować w zamian? Może Talię zadowoliłoby jakieś włamanie, ewentualnie zastraszenie kogoś? Akurat, Talia i włamanie. Co ja sobie wyobrażam. Ona pewnie chce mieć powód by mnie wykończyć. Kiedy tu przyjdzie, powiem jej, że tego nie zrobię. Może ona sama zaproponuje coś innego. 

Niespodziewanie usłyszałam odgłos otwierania drzwi. Serce stanęło mi w miejscu, zamarłam. Wyciągnęłam schowany w szafce pistolet i podeszłam do drzwi. Odbezpieczyłam broń, wyszłam za drzwi i wycelowałam. W ostatnim momencie powstrzymałam się od wystrzału. Przede mną stał Richard z jakąś torbą. Ręce trzymał w górze i uśmiechał się wrednie.

-Spokojnie, jestem nieuzbrojony.

-Jasna cholera! Dick, coś ty sobie myślał?! Przecież mogłam cię zastrzelić – opuściłam broń, a mężczyzna ściągnął szary płaszcz i odwiesił go na wieszak. Pocałował mnie w policzek, zabrał broń i schował z powrotem do szafki. Następnie położył torbę na łóżku. Stanęłam w drzwiach i zaczęłam mu się przyglądać. Co tu robi tak wcześnie? Richard ściągnął  koszulę i założył domową bluzkę. Usiadłam na łóżku i już chciałam sprawdzić zawartość torby, kiedy Dick sprzątnął mi ją sprzed nosa.

-Nie podglądaj. Jeszcze nie teraz – posłałam mu wrogie spojrzenie, ale on się tylko zaśmiał i położył torbę na szafie. 

-Tak z innej beczki, co ty tu robisz tak wcześnie? – starałam się udawać normalną, ale głos co chwila mi drgał. Na szczęście Dick tego nie zauważył.

-A widzisz, to część niespodzianki – mężczyzna usiadł koło mnie i chwycił moją dłoń – Szef powiedział mi, że jest bardzo zadowolony z moich osiągnięć i że zostałem awansowany na stanowisko porucznika.

-O Dick, to świetnie! – rzuciłam się Richardowi na szyję – To naprawdę wspaniała wiadomość. Gratulację – złożyłam mężczyźnie pocałunek, a on następnie przejechał palcem po mojej wardze.

-Wyjdźmy dziś gdzieś, proszę. Obiecuję, że nic mi nie wypadnie – Richard spojrzał mi prosto w oczy, ale nie mogłam się przecież zgodzić. Musiałam się spotkać z Talią. Richard spoważniał, więc chyba zauważył, że coś mnie trapi – Co się dzieje Angel? – nie odpowiedziałam – Angel? – miałam dość. Nie chciałam go okłamywać, a poza tym moje emocje musiały wyjść ze mnie. W jednym momencie z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Richard przytulił mnie do siebie – Co się stało?

-Przyszła do mnie – wydukałam drżącym głosem.

-Kto?

-Talia. Chce żebym zabiła Cassandrę Cain – wtuliłam się mocniej w Dicka, a on pocałował mnie w głowę – Ja nie chcę. Nie mogę tego zrobić.

-I nie zrobisz.

-Ale ona grozi, że zabije Natalie.

-Nie pozwolę na to – Richard wypuścił mnie z objęć i wytarł łzy z policzków – Znajdziemy jakiś sposób, żeby cię z tego wyrwać, obiecuję.

-Nie. Ja sama to na siebie sprowadziłam i to ja muszę się z tego wyplątać.

-Ale…

-Nie! Nie ulegnę jej. Powiem, że tego nie zrobię. Wtedy zobaczymy, co ona powie – Dick patrzył na mnie z zachwytem – Co?

-Nic, tylko…podziwiam cię – zarumieniłam się – Jesteś taka silna. Jeszcze chyba nie spotkałem kogoś takiego jak ty.

-Trochę wyszłam z wprawy.

-To nawet lepiej. Przestałaś być zabójcą. To wielki i bardzo trudny do zrobienia krok, a ty tego dokonałaś – uśmiechnęłam się – Jesteś nadzwyczajna i jedyna. Kocham cię.

Richard pocałował mnie namiętnie, a ja położyłam się na nim. Mężczyzna ściągnął mi bluzkę, nie przerywając pocałunku. Położył mnie na łóżku i zaczął ściągać spodnie i buty. Następnie sam się rozebrał. Przejechał dłonią od mojej kostki, aż do piersi. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Richard odpiął mój stanik i ściągnął majtki. Zbliżył się do mnie i zaczęliśmy.

***

Siedziałam w pokoju w czarnej koszuli nocnej. Było już ciemno, a Dick został wezwany na komisariat. Chciał zostać, ale kazałam mu iść. Wiedziałam, że Talia nie przyjdzie, jeśli on będzie w mieszkaniu.

Wstałam z białej kanapy i podeszłam do przezroczystych drzwi na balkon. Otworzyłam je, ale byłam prawie pewna, że Talia jest już w środku. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu kobiety, ale nie mogłam jej dostrzec. W pewnym momencie zauważyłam, że stoi w rogu pokoju, ubrana w czarny kombinezon. Podeszła do mnie i uśmiechnęła się.

-Podjęłaś decyzję?

-Owszem – Talia wyczekiwała odpowiedzi – Nie zrobię tego. Nie mam zamiaru zabić Cassandy – odpowiedziałam z powagą.

-Miałam przeczucie, że właśnie tak postąpisz. Przestałaś zabijać i przez to jesteś teraz słaba. Nie dałabyś rady podołać temu zadaniu – kobieta spojrzała na mnie z wyższością. Miała świadomość, że już wygrała, a ja nie miałam pojęcia o co toczy się gra.

-Skoro wiedziałaś, że się nie zgodzę, to po co mi to powiedziałaś? – Talia prychnęła.

-Chciałam cię sprawdzić. Przekonać się, jak bardzo się zmieniłaś. Jak widać, nie jesteś już jedną z nas – chwila, czy to już koniec? Czy chodziło jej tylko o to? – Ale, mam dla ciebie inne zadanie – idealnie – Chciałabym, żebyś kogoś wyszkoliła.

-Mam nauczyć kogoś bić się? – to wydawało się zabawne.

-Bić się to nie jest odpowiednie pojęcie. Chcę, abyś nauczyła go swojego sposobu walki. Jest już doskonałym zabójcą, a z twoją pomocą stanie się niepokonany – to dziwne, że Talia chcę bym nauczyła kogoś z Ligii. Przecież to specjalność jej i Ra’s al Ghula.

-Bez zabijania?

-Bez.

-I zostawisz Natalie w spokoju?

-Słowo honoru – spojrzałam na nią podejrzliwie. Wiedziałam, że jej słowo niewiele znaczy, ale musiałam mu zaufać.

-Zgoda.

-Świetnie – kobieta wyszła na balkon – Spotkacie się w za dwa dni w hotelu „Capitol”. Pokój 236. Punkt piętnasta. Nie spóźnij się. I jeszcze jedno. Liczę o twoją dyskrecję, kiedy już go poznasz – Talia wyskoczyła z gracją z balkonu i zniknęła mi z oczu. Odetchnęłam. Udało się. Nie muszę jej zabijać. Wystarczy, że wyszkolę jednego z wojowników i będę miała spokój. To nie może być trudne. Co się może stać?

 Narracja trzecio osobowa

Usiadła na wielkim czerwonym fotelu, a służący podał jej kieliszek wina. Wzięła łyk. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Rozkazała służącemu otworzyć drzwi. Do pokoju wszedł czarnowłosy chłopiec, o zielonych oczach. Mógł mieć około siedmiu lat. Był ubrany w ciemny strój wojownika Ligii. Podszedł do kobiety i rzucił jej pytające spojrzenie.

-Chciałaś, bym przyszedł?

-Owszem – kobieta podała kieliszek wina służącemu – Znalazłam kogoś, kto może zdoła cię nauczyć czegoś nowego. Czegoś, czego ja bym nie potrafiła – chłopiec zmarszczył brwi – Nie mam na myśli tylko ciosów, ale odróżnienia dobra od zła.

-Kim on jest? – zapytał krzyżując ręce na piersi.

-Ona. Nazywa się Angel Ross i jest moją byłą uczennicą. Trzy lata temu odeszła z Ligii.

-Chcesz żeby uczyła mnie jakaś słaba dziewucha?

-Wystarczy Damianie! – kobieta podniosła głos, a chłopiec cofnął się o krok – Wyszkoliłam ją na wspaniałą wojowniczkę i zabójczynię. Odeszła, owszem, ale to tylko jej atut. Dzięki temu, nauczyła się odróżniać dobro i zło, a teraz nauczy tego ciebie.  

-Ile to ma potrwać? – ton chłopca stał się bardziej poważny

-Tyle, ile zdecyduję. Zaczynacie za dwa dni. Wszystkie potrzebne informację są w twoim pokoju – chłopiec ukłonił się kobiecie i zaczął kierować w stronę drzwi – Damianie – zatrzymała go – Pamiętaj, że ona nie zabija od trzech lat. Jej instynkt zabójcy zanikł, więc i ty musisz ją trochę podszkolić.

-Oczywiście matko – Damian wyszedł z pokoju, a kobieta ponownie wzięła od służącego kieliszek z winem.

-Wszystko idealnie się układa. Już za niedługo odzyskam swojego aniołka.

sobota, 4 kwietnia 2015

Batman vs Robin - przemyślenia

Hej. Dziś po raz pierwszy (na pewno nie ostatni) obejrzałam film Batman vs Robin. Muszę przyznać, że jeżeli chodzi o fabułę, jest o wiele bardziej zakręcona. Walka Batmana i Robina była nieziemska. Do tego dodajmy zmagania Damiana z wyborem między ojcem, a Talonem. Wszystko składa się w idealną całość. Niestety, zakończenie mnie zaskoczyło, nie do końca pozytywnie.
Film jest już do pobrania na torrenty.org
Na razie wstawię moje ulubione walki z tego filmu ;-)
Napiszcie co myślicie ;-)




Pozdrawiam :-)
***Niki***

niedziela, 29 marca 2015

Rozdział I - Sytuacja bez wyjścia

Dwa najważniejsze dni w życiu człowieka to dzień, w którym się urodził, oraz dzień, w którym zrozumiał po co…

Leżałam na łóżku oparta o ścianę i przeglądałam notatki z ostatniego wykładu. Miejsce obok zajmował niebieskooki mężczyzna o czarnych włosach. Czytał zeznania świadka w sprawie jakiegoś morderstwa. Zerknęłam na niego kątem oka. Siedział, oczywiście skupiony i przeglądał papiery. Odłożyłam na chwilę notes i napiłam się leżącej na szafce nocnej herbaty. Była jeszcze ciepła, a taką lubię najbardziej więc wzięłam kilka porządnych łyków. Następnie wróciłam do notatek. Za niedługo czeka mnie egzamin i muszę się do niego przygotować. Ponownie zerknęłam na mężczyznę. Tym razem jego wzrok skupiał się na mnie. Uśmiechnął się, a ja przewróciłam oczami. Niebieskooki zaczął bawić się kosmykiem moich włosów. Rzuciłam mu wrogie spojrzenie, ale on tylko się zaśmiał.

-Darowałbyś sobie Dick – odezwałam się znudzona tą sytuacją – Oboje mamy sporo na głowie.

-Mamy czas – mówiąc to Richard podniósł się wyżej i objął mnie w tali – Chyba możemy zrobić sobie przerwę? – westchnęłam i przytuliłam się do niego. Dick pocałował mnie w głowę, a następnie znów zaczął bawić się moimi włosami – Kiedy masz egzamin? – zapytał niespodziewanie.

-Za dwa tygodnie. Muszę jeszcze dokuć matmę i będę gotowa.

-W takim razie może gdzieś wyskoczymy? – spojrzałam na niego, a on tylko się uśmiechnął.

-Powiedziałbym tak, jeśli nie wiedziałabym jak to się skończy – uwolniłam się z uścisku Richarda i wstałam z łóżka.

-Co masz na myśli? – zapytał, jakby naprawdę nie wiedział o co mi chodzi.

-Za każdym razem gdy mamy się spotkać coś ci wypada. Ciężko jest połączyć twoje dwie prace i życie towarzyskie – puściłam Dickowi oczko i weszłam do łazienki. Pomieszczenie nie było duże. Kafelki na podłodze były czarne, a na ścianach białe. Wanna, toaleta i umywalka były białe i pasowały do siebie idealnie. Pralka, szafki i lustro były czarne.

Zdjęłam z siebie ubrania i napuściłam wody do wanny. W między czasie rozpuściłam włosy i wróciłam do pokoju po nowe ubrania. Dick także zdążył już wstać. Krzątał się po jasnym pokoju, najpewniej w poszukiwaniu bluzki.

-Zrobię ci śniadanie. Czego sobie życzysz? – zapytał, zaglądając równocześnie pod łóżko

-Może być jajecznica – Richard wyjął spod łóżka czarny podkoszulek, założył go i wyszedł z sypialni. Ja podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej bieliznę, szare jeansy i granatową bluzkę. Zabrałam ubrania do łazienki i zakręciłam wodę.

Wzięłam długą kąpiel, a następnie założyłam przygotowane ubrania. Wytarłam mokre włosy ręcznikiem i rozczesałam je przed lusterkiem. Przez trzy lata włosy urosły mi za ramiona. Nie farbowałam ich, więc nadal były czarne jak węgiel. Wyciągnęłam z szafki suszarkę i wysuszyłam włosy.

Po dokończeniu toalety przeszłam do kuchni. Ściany były białe, a podłoga szara. Szafki były ciemnoszare, a blaty zrobione z marmuru. Szara lodówka i piec były z tej samej kolekcji. Przy ścianie znajdował się przeźroczysty stół z czterema takimi samymi krzesłami. Usiadłam na jednym z nich, a Dick podał mi talerz z jajecznicą i niedopitą herbatę.

-Pracujesz cały dzień? – zapytałam przeżuwając posiłek.

-Niestety tak. Plus jest taki, że może dostanę awans – prychnęłam

-Już to widzę. „Panie Grayson, za to, że zostawał pan w pracy w weekendy, dostanie pan awans na stanowisko porucznika”.

-Bardzo śmieszne, ale ja mówię poważnie.

-Dobra, dobra, niech ci będzie – skończyłam rozmowę i wzięłam kolejny kęs jajecznicy. Richard w tym czasie poszedł wziąć kąpiel. Kiedy wrócił, kończyłam już jeść.

Dick miał na sobie czarne spodnie, białą koszulę, szary krawat i czarne buty. Podszedł do blatu i dopił swoją late.

-Masz jakieś plany na dziś? – zapytał wkładając kubek do zlewu.

-Pewnie spotkam się z dziewczynami. Rachel niedawno wróciła z Jump City, a Emily przyjechała z Royem do rodziny. Może umówimy się na kawę.

-W takim razie miłego dnia – Richard pocałował mnie i założył płaszcz. Po chwili usłyszałam dźwięk zamykania drzwi.  Dopiłam herbatę i wróciłam do pokoju. Ponownie otworzyłam szafę i wyciągnęłam z niej czarne koturny oraz marynarkę. Sięgnęłam po telefon i napisałam do obu przyjaciółek:

„Kawa u Jamiego za godzinę”

Nie musiałam długo czekać, a obie się zgodziły. Wyciągnęłam spod łóżka skórzany plecak, założyłam go i zabrałam klucze z szafki. Wyszłam z mieszkania i zamknęłam drzwi.

Nasz budynek mieszkalny znajdował się w centralnej części Bludhaven. Ulice tu były zadbane, parki czyste, a ludzie przyjaźni. Miasto ma oczywiście swoich przestępców, ale to nie to co Gotham.

Szłam ulicom, mijając przypadkowych przechodniów. Uśmiechałam się, a niektórzy z nich odwzajemniali uśmiech. Nie mieli pojęcia kim byłam i to właśnie mi się podobało. Nikt nie posądzał mnie o morderstwo kilkudziesięciu ludzi. Tu czułam się wolna.

***

Kiedy doszłam do kafejki było przed dziesiątą. Budynek był pomalowany na pomarańczowo, a okna zajmowały całą ścianę. Weszłam do środka. Podłoga była pokryta jasnozielonym dywanem, a ściany były żółte. Prawie wszystkie stoliki były okrągłe i zajmowały większość część kafejki. Bar stał przy ścianie naprzeciwko okien. Podeszłam do niego i zamówiłam trzy espresso. Kiedy już dostałam kawy, zabrałam je do jednego ze stolików. Po jakiś dziesięciu minutach do środka weszły wie kobiety. Obie były szczupłe i  wysokie, mniej więcej jednego wzrostu. Jedna z nich miała bardzo jasną cerę oraz charakterystyczne fioletowe oczy i włosy sięgające ramion. Miała na sobie czarne spodnie, podkoszulek na ramiączkach, przewiewną fioletową bluzkę i trampki. Druga natomiast miała brązowe włosy spięte w warkocz, który sięgał jej pośladków oraz złote oczy. Miała na sobie przewiewną bordową sukienkę, buty na płaskiej podeszwie w kolorze jasnego brązu sięgające kolan oraz cienki sweter w tym samym kolorze. Przytuliłam przyjaciółki na przywitanie i usiadłyśmy do stolika.

-To jak było w Jump City, Raven? – zaczęłam rozmowę

-Nie było gorzej niż myślałam – odpowiedziała Raven – Kori oczywiście przygotowała dla nas ucztę godną Tamaranki. Na szczęście udało mi się uniknąć deseru – zaśmiałyśmy się, a Rae lekko uśmiechnęła.

-A co tam u Garfielda? – zapytała Emily

-No wiesz, to Garfield. Pytanie raczej brzmi co z tobą i Royem? – spojrzałyśmy pytająco na Em

-Przyjechaliśmy na tydzień do moich rodziców bo wiecie…Roy jest staroświecki. Chciał poprosić mojego ojca o moją rękę – mówiąc to Emily pokazała nam pierścionek z brylantem, myślę, że prawdziwym.

-Gratulację Emily!- wykrzyczałyśmy i uściskałyśmy przyjaciółkę – To wspaniale! Kiedy planujecie ślub?

-Myślimy, że najlepszy będzie dziewiąty lipiec. W tym dniu się poznaliśmy.

-To wspaniały pomysł – powiedziała Raven, po czym od razu dodała – Czemu w ogóle tyle zwlekaliście? Jesteście idealną parą.

-Chcieliśmy się upewnić czy na pewno do siebie pasujemy.

-Naprawdę, gratulacje Em – uśmiechnęłam się do Emily i wzięłam łyk kawy

-Z drugiej strony, co z tobą i Richardem – zapytała i tym razem to Em i Raven przypatrywały mi się.

-My na razie po prostu jesteśmy. Nie planujemy czegoś więcej.

-Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nie chcesz z nim żyć? – zdziwiła się Raven – Przecież znacie się od tak dawna i kochacie się ponad wszystko.

-Nie mówię, że nie chcę. Po prostu chyba nie jesteśmy na to gotowi.

-Rozumiemy to Angel – Emily uśmiechnęła się i złapała moją dłoń – Ale pamiętaj, jesteście dla siebie stworzeni. Wszystkie o tym dobrze wiemy – nic nie odpowiedziałam. Uśmiechnęłam się tylko do przyjaciółek i  wzięłam kolejny łyk kawy.

***

Wracałam do domu. Szłam przez park by nacieszyć się pięknem wiosny. Kwiaty rozkwitały, a na drzewach pojawiały się zielone liście. W parkach najbardziej lubię to, że jest cicho. Nawet bawiące dzieci starają się nie przeszkadzać odpoczywającym dorosłym.

Usiadłam na ławce pod dającym cień drzewem. Było cicho, za cicho. Miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Czułam, że grozi mi niebezpieczeństwo, a nie czułam tego od bardzo dawna. Zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu potencjalnego napastnika, ale nikogo nie zauważyłam. W parku nie było żywej duszy.

-Wypadłaś z formy Angel – odezwał się ktoś obok, a mnie przebiegł dreszcz. Odwróciłam się w stronę głosu i ją zobaczyłam.

Szczupła, wysoka kobieta. Miała długie brązowe włosy i zielone oczy, którymi mogła zabić. Była ubrana w zwykłe jeansy, czerwoną bluzkę, czarny płaszcz i buty do kolan. Spod płaszcza dało się dostrzec wystającą katanę. Kobieta stała dumna i wyprostowana. Patrzyła na mnie z góry z niesmakiem. Usiadła obok mnie, a jej wzrok skupił się na czymś w oddali. Ja jednak nie spuszczałam z niej wzroku. Dobrze wiedziałam, że jej wizyta nie zwiastuje niczego dobrego.

-Talio – powiedziałam ledwie słyszalnym głosem – Co tutaj robisz?

-Myślę, że dobrze wiesz. Jesteś mi potrzebna.

-W jakim sensie? – Talia uśmiechnęła się

-Musisz coś dla mnie zrobić – wzdrygnęłam się. Zrobić coś? Chodzi jej o to, bym kogoś zabiła.

-Ja już nie zabijam – kobieta spojrzała na mnie łagodnie, ale w jej oczach dało się zauważyć złość.

-Co nie znaczy, że nie potrafisz – Talia podała mi teczkę. Było na niej nazwisko: Cassandra Caine. Znam ją. Liga szkoliła ją na osobistego ochroniarza Ra’s, ale uciekła. Niedawno przyjechała do Gotham, kiedy akurat odwiedzaliśmy Bruce’a. Wtedy ją poznałam.

-Dlaczego mam ją zabić?

-Cassandra ostatnio miesza w Lidze. Jej nieposłuszeństwo musi zostać ukarane.

-Dlaczego akurat ja?!

-Bo tylko ty zdołasz to zrobić – Talia wstała z ławki i zaczęła odchodzić – Przemyśl to. Jeżeli się nie zgodzisz, twoja koleżanka z Jump City może nie dożyć jutra – kobieta po chwili zniknęła z moich oczu. Serce biło mi jak szalone. Miałam nadzieję, że ten dzień nigdy nie nadejdzie. Teraz kiedy ponownie mam zabić…nie! Nie mogę tego zrobić. Muszę coś wymyślić i to szybko. Talia pewnie przyjdzie do mnie przez powrotem Dicka, więc do wieczoru muszę mieć plan. Nie mam wiele czasu, a od mojej decyzji może zależeć życie Natalie. Cholera. Co ja mam zrobić?

piątek, 27 marca 2015

Post organizacyjny

Cześć. Z przyjemnością chcę stwierdzić, że pierwszy rozdział trzeciej serii Angel pojawi się już w niedzielę około 9. Kolejne będę wstawiać co tydzień. Muszę się jednak przyznać, że to będzie ostatnia część tego bloga. Kiedyś planowałam cztery, ale jednak skończymy na trzech.
Drugą rzeczą o jakiej chciałam powiedzieć, jest to, że nie mam weny jeśli chodzi o Powrót Galvatrona (znowu). Zaczęłam coś pisać, ale nie wiem kiedy wstawię rozdział. Nowy rozdział Transformers Prime Zagłada już jutro około 9-10.
Chcę też oznajmić, że po zakończeniu Angel, rozpocznę pisanie nowego bloga związanego z Bat - rodziną. Mam już kilka rozdziałów, ale na razie ich nie wstawię ze względu na to, że i tak ma dużo do pisania.
Do przeczytania
***Niki***