Niestety, ale wraz ze szkołą pojawia się więcej do roboty. Rozdziały będą się pojawiać rzadziej za co z góry przepraszam. Chcę też poinformować, że "Angel" będzie podzielona na kilka około piętnastu - rozdziałowych części. Tak więc zbliżamy się do końca pierwszej i chcę bardzo podziękować wszystkim czytającym. Mam do was jedną prośbę. Komentujcie! Chciałabym wiedzieć gdzie popełniam błędy.
Następny rozdział najprawdopodobniej pod koniec tygodnia. Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego w nowym roku szkolnym.
poniedziałek, 1 września 2014
niedziela, 24 sierpnia 2014
Rozdział XI - Grzech
To, co można
stracić w jednej chwili…buduje się najdłużej
Czułam się
jak w niebie. Kiedy jego usta dotknęły moich poczułam tysiące motyli latających
w moim brzuchu. Nie byłam pewna jak długo się całowaliśmy. Dla mnie, czas stał
w miejscu. Mogłabym pozostać w tej pozycji do końca swoich dni.
-Richardzie –
niespodziewanie pocałunek przerwał głos jakiejś dziewczyny.
Szybko
odwróciliśmy się i ujrzeliśmy stojącą za naszymi plecami Kori. Jej zielone oczy
szkliły się. Była bardzo bliska płaczu. Dick nic nie mówiąc wstał i podszedł z
dziewczyną do windy. Kiedy znaleźli się już poza zasięgiem wzroku, znów
odwróciłam się i posunęłam bliżej krawędzi wieży. Przy Richardzie byłam
najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, lecz kiedy on odchodził stawałam się
nieobecna. Wpatrywałam się w jeden punkt daleko w mieście. Był to czubek
jakiegoś wieżowca. Zastanawiałam się co zrobić żeby zostać w Gotham City. Może
powinnam uciec? Może Emma mnie ukryje? Sama nie wiem. Nigdy nie byłam dobra w
ucieczkach. Robiłam to wiele razy, kiedy rodzice czymś mnie rozgniewali, ale
zawsze znajdowała mnie policja.
-Nie
siedzisz za blisko krańca? – odezwał się ktoś zza moich pleców. Gwałtownie się
odwróciłam i ujrzałam Raven. Nawet nie słyszałam jak podchodziła.
-Dobrze mi
tu – Dziewczyna usiadła obok mnie i zaczęła wpatrywać się w jakiś punkt w oddali
- Na co patrzysz? – Raven się nie
odezwała – Raven?
-Nie
powinnaś szukać zemsty. Każdy, kto kieruje się jedynie chęcią wyrównania
rachunków kończy martwy. Zwłaszcza z Deathstrokiem.
-Czekaj!
Skąd ty wiesz, że szukam zemsty?
-Dick mi
powiedział. Sam nie wiedział co ma zrobić, więc zadzwonił do mnie. Nie wiem
czemu, ale uważa, że daje dobre rady.
-Więc, co mu
poradziłaś?
-Najpierw,
żeby powiedział ci prawdę o Robinie. Potem, żeby nauczył cię samej się bronić.
-I to
właśnie zrobił.
-Dick to
mądry chłopak. Czasem jest tylko zbyt poważny.
-Dick? Ten
sam Dick, którego ja znam? Przecież on jest zabawny i buntowniczy i uwielbia
robić szalone rzeczy.
-Kiedy był
naszym przywódcą, był inny. Musiał podejmować bardzo ważne decyzje. Nie mógł
sobie pozwolić na robienie szalonych rzeczy. Na początku był nawet wyluzowany,
ale kiedy w mieście pojawił się Deathstroke…
-Więc
Deathstroke był waszym wrogiem?
-Nawet
największym. Deathstroke był niczym zabójczy bumerang. Cokolwiek byśmy nie
zrobili żeby go pokonać, on i tak wracał. Obracał przyjaciół przeciwko nam,
próbował za wszelką cenę zniszczyć drużynę.
-Czym mu
zawiniliście?
-Nie my.
Dick. Deathstroke chciał mieć praktykanta i wybrał Robina. Robił wszystko żeby
tylko Richard przyłączył się do niego.
-Czy to
przez Slade’a Dick opuścił Tytanów?
-Nie. Dick
był bardzo blisko z Kori. Przez kilka miesięcy spotykali się.
-I co się
stało?
-Kilka
kłótni, zaniedbanych obowiązków. Do tego Kori nakryła Dicka kiedy on… – Raven
zawahała się. Chyba nie była pewna czy powinna mi to mówić – Kiedy Dick całował
się z Batgirl, Barbarą Gordon. Koriand’r wpadła w szał i przez kilkanaście dni
nie wychodziła z pokoju. Nie
wiedzieliśmy dlaczego tak bardzo ją to wstrząsnęło. Wtedy Dick odszedł z drużyny.
-Przez nią?
-Przez to co
zrobił. Było mu wstyd i nie chciał już zranić Kori – przez kilka minut nic nie
mówiłyśmy. Siedziałyśmy na skraju wieży i wpatrywałyśmy się w miasto.
-Kori
widziała jak całowałam się z Dickiem.
-Wiem. Też
to widziałam.
-Czuję, że
ją zraniłam.
-Nie, nie
zraniłaś. Ona już dawno przestała czuć cokolwiek do Richarda. Jakieś dwa
miesiące po rozstaniu z Dickiem zaczęła spotykać się z Royem Harperem,
Speedeem.
-Nie czekała
zbyt długo.
Niespodziewanie
tuż przed nami pojawił się samolot. Szybko podniosłyśmy się, a z samolotu
wyskoczyła białowłosa dziewczyna. Miała na sobie czarno – niebieską zbroję z
szarymi wstawkami, brązowo czarną maskę sięgającą nosa, a w rękach trzymała
katany. Byłam pewna, że to Rose. Dziewczyna wycelowała miecze prosto we mnie,
ale Raven obroniła mnie polem siłowym. Rose przeskoczyła przez pole i próbowała
nas zaatakować, ale Raven ją uprzedziła. Tytanka uniosła się w powietrze i
zaczęła rzucać w Rose kamieniami z wody. Dziewczyna robiła szybkie uniki lub
przeskakiwała nad skałami. Niespodziewanie jakiś umięśniony mężczyzna wyskoczył
z samolotu i wskoczył na Raven. Oboje upadli na dach. Mężczyzna miał na sobie
czarno brązową zbroję, również z szarymi wstawkami. Na głowie miał czarno
brązową maskę, która miała tylko jeden otwór na oko. Wtedy z windy wyszli
tytani. Zobaczyłam, że Dick miał teraz na sobie czarno – czerwony kostium,
czarno – żółtą pelerynę, czarne buty, rękawiczki sięgające prawie do łokcia
oraz maskę. Bestia pomógł Raven wstać i wszyscy stanęli naprzeciwko Rose i
nieznajomego.
-Zostaw ją w
spokoju Deathstroke – powiedział Dick
-Dobrze
wiesz, że nigdy tego nie zrobię Robinie.
-Co ci da
jej śmierć?!
-Och, źle
mnie zrozumiałeś. Nie chcę jej śmierci. Po tym jak ty i Terra odwróciliście się
ode mnie, potrzebowałem nowego praktykanta. Niestety przez długi czas nie
mogłem znaleźć odpowiedniego kandydata. Wtedy przypomniałem sobie o Angel. Ona
będzie idealna.
-Masz już
przecież swoją Rose! Po co ci inna praktykantka?
-Nazywam się
Ravager Tytanie i umiem już wszystko. Ojciec nie musi mnie niczego uczyć.
-Skoro
umiesz już wszystko – odezwałam się – to czemu sama po mnie nie przyszłaś? –
Rose się zezłościła. Już chciała się na mnie rzucić, ale Slade ją powstrzymał –
Tak jak myślałam. Twój ojciec ci nie ufa i tak naprawdę nie wierzy, że sama
dałabyś radę mnie pokonać. Dlatego szuka nowego ucznia. Bo po prostu się ciebie
wstydzi.
Tego Rose
nie wytrzymała. Uwolniła się od ojca i ruszyła w moim kierunku. Dick także
zaczął biec w moją stronę. Niepotrzebnie. Specjalnie prowokowałam Rose. Miałam
zamiar zemścić się na niej. Kiedy Rose była już tuż obok mnie wyciągnęłam mój
pistolet.
-Angel nie!
– wykrzyknął Dick kiedy zobaczył pistolet, ale było już za późno.
Pociągnęłam
za spust. Kula trafiła Rose prosto w jej klatkę piersiową. Dziewczyna upadła na
kolana. Krew wypływała z rany, a Rose zaczęła zamykać oczy. Slade szybko
podbiegł do córki i zabrał ją do samolotu. Po chwili odlecieli. Wtedy Dick
podszedł do mnie i złapał za ramiona.
-Co ty sobie
myślałaś?! Zabiłaś ją!
-Zrobiłam to
co uważałam za słuszne!
-Odebrałaś
jej życie!
-One
odebrała je moim rodzicom!
-Tony Zucco
odebrał je moim, ale jakoś go nie zabiłem!
-A teraz
jest na wolności! Gdybyś go zabił, nie byłoby z nim więcej żadnych problemów.
-Uważasz, że
to jest dobre rozwiązanie? Odebrać komuś życie, żeby on nie odebrał ich więcej?
-Tak.
-Więc źle
rozumujesz. Myślałem, że jesteś mądrzejsza. Koniec wycieczki. Jedziemy do domu.
Pożegnaliśmy
się z Tytanami i wróciliśmy do domu. Po drodze ani ja, ani Dick się nie
odezwaliśmy. Po półtorej godziny byliśmy na miejscu. Bez pożegnania zeszłam z
motoru i weszłam do domu. Był pusty. Ciotka pewnie pojechała do firmy. Poszłam
do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Wiedziałam, że zabicie Rose było
grzechem, ale nie żałowałam tego. Nie miałam żadnych wyrzutów sumienia.
Postąpiłam jak należy. Ravager nie odbierze już nikomu życia. Pierwsza część
mojej zemsty wypełniła się . Teraz jeszcze druga – zabicie Deathstroke’a.
sobota, 2 sierpnia 2014
Rozdział X - Bądź sobą
Stwarzać
pozory szczęśliwej. W głębi serca powoli się rozpadać…
Zaczęłam się budzić. Słońce dopiero wstawało, a niebo było
różowo – pomarańczowe. Uwielbiam wschody słońca. Każdy jest inny. Wschód słońca
jest nadzieją na nowy dzień. Dla mnie niestety nie ma żadnej nadziei. Muszę
opuścić Gotham City. Nie mogę jednak wyobrazić sobie rozłąki z przyjaciółmi, no
i z Dickiem. Do tego teraz dowiedziałam się, że Batman to Bruce Wayne, a Dick
to Robin. Będę się o niego podwójnie martwić. Do całego kłębka kłopotów dołącza
pan Slade Wilson, który za wszelką cenę chce mnie zabić. I tak właśnie powstaje
nasza wybuchowa mieszanka czarnego kota. Ale cóż mam zrobić?! Ja wcale nie
przyciągam pecha. On cały czas mi towarzyszy.
Kiedy słońce wreszcie wzeszło, poszłam się umyć i uczesać.
Zrobiłam sobie koński ogon i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej czarne,
skórzane spodnie, fioletową bluzkę z krótkim rękawem z napisem PEACE i czarną
kurtkę skórzaną. Szybko założyłam na siebie ubrania. Następnie wyciągnęłam mój
czarny plecak w fioletowe gwiazdki, który zwykle zabierałam ze sobą w góry i
spakowałam do niego telefon, słuchawki, butelkę z wodą, portfel z pieniędzmi i
kilka batonów na przegryzkę. Przypomniałam też sobie o mojej spluwie.
Wyciągnęłam ją spod łóżka, gdzie leżała od śmierci rodziców i włożyłam za pasek
spodni. Założyłam też moje czarne glany. Wysłałam smsa do Dicka z prośbą by po
mnie przyjechał. Nie minęło dziesięć minut, a pod domem stał jego motocykl.
Zabrałam ze sobą plecak i po cichu wyszłam z pokoju. Zajrzałam przez dziurkę od
klucza do pokoju ciotki. Było ciemno, spała. Wolałam jednak zachować środki
ostrożności. Po cichutku zeszłam po schodach i wyszłam z domu. Uścisnęłam Dicka
na przywitanie i usiadłam na motocyklu. Po chwili Richard ruszył. Dziś nie było
zbyt ciepło, a wiatr był bardzo silny. Zrobiło mi się chłodno więc mocno
wtuliłam się w chłopaka.
-To co, jedziemy do szkoły? – zapytał Dick
-Nie mam dziś ochoty.
-Chcesz iść na wagary?
-Nie, oczywiście, że nie. Chcę po prostu spędzić czas z
przyjacielem.
-Skądś to znam. To gdzie chcesz jechać?
-Nie wiem. Ty coś wymyśl – Richard przez chwilę zastanawiał
się
-Już wiem. Pojedziemy do Jump City. Mieszkają tam moi
przyjaciele. Myślę, że ich polubisz.
-Super. Nie mogę się doczekać.
-Przed nami jakaś godzina drogi.
-Tak szybko.
-Cóż, nie lubię ograniczeń prędkości.
Uśmiechnęłam się. Chłopak przyśpieszył i zaczął wymijać
jadące samochody. Jechaliśmy w ciszy. Choć było tak wiele tematów do rozmowy,
to ani ja, ani Dick się nie odezwał.
***
Zaczęliśmy dojeżdżać do granic Jump City. Wysokie budynki
zaczęły wynurzać się zza górki. Podczas jazdy Dick zadzwonił do swoich
przyjaciół i zapowiedział naszą wizytę.
-To powiesz mi wreszcie kim są ci twoi przyjaciele?
-To bohaterowie, tak jak ja. Nazywają się Młodzi Tytani.
Kiedyś byłem ich liderem, ale postanowiłem wrócić do Batmana.
-Czemu? – Dick się nie odezwał. Chyba nie chciał poruszać
tego tematu.
Przejechaliśmy przez całe miasto aż w końcu dotarliśmy do
jego obrzeża. Wtedy ujrzałam wielką wierzę w kształcie litery T. Znajdowała się
na wysepce położonej kilka metrów od brzegu.
-Teraz się nie wystrasz – ostrzegł mnie Richard. Po chwili
chłopak przyśpieszył i wjechał prosto do morza. Niespodziewanie z wody wynurzył
się metalowy tunel. Dick wjechał do niego. Przez chwilę jechaliśmy pod wodą, aż
w końcu wjechaliśmy do podziemi wierzy. Pomieszczenie, w który się
znajdowaliśmy było pomalowane na szaro. Stało w nim kilka motocykli, niebiesko
biały samochód nieznanej marki i wiele narzędzi i urządzeń mechanicznych.
-To garaż – powiedział Dick i zaparkował przy reszcie
motocykli. Oboje zeszliśmy z pojazdu i zaczęliśmy kierować się w stronę windy.
Już po kilkunastu sekundach byliśmy na górze. Kiedy drzwi windy się otworzyły,
zobaczyłam czwórkę nastolatków. Dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Pierwszy
chłopak był szczupły, średniego wzrostu i był cały zielony. Jego skóra, włosy i
oczy były zielone, a jego uszy były szpiczasto zakończone. Chłopak miał na
sobie czarny kostium z fioletowym pasem po środku, szare rękawiczki i buty. Na
widok Richarda szeroko się uśmiechnął. Tuż obok niego stał drugi chłopak. Miał
ciemną skórę i niebieskie oko. W jego wyglądzie zdziwiło mnie jedno. Połowa
jego głowy i cały tułów były
mechaniczne. Za chłopakami stała dość wysoka dziewczyna o długich rudych
włosach i wielkich zielonych oczach. Jej oczy były niesamowite. Przypominały mi
diamenty, tyle że zielone. Dziewczyna była ubrana w krótką spódniczkę, bluzkę
bez ramiączek zapinaną na szyi, długie buty i rękawiczki bez palców sięgające
łokcia. Wszystko było w kolorze jasnofioletowym. Za całą trójką stała szczupła
i wysoka dziewczyna o bardzo bladej skórze, krótkich, fioletowych włosach i
oczach oraz małym czerwonym diamenciku na czole. Była ubrana w body z długim rękawem,
buty za kolana i pelerynę z kapturem. Wszystko ciemnofioletowe.
Dick przywitał się z przyjaciółmi, a następnie przedstawił
mnie.
-Słuchajcie, to jest Angel, moja przyjaciółka, o której wam
tyle mówiłem. Angel, to jest Bestia, – powiedział wskazując na zielonego – ale
możesz mu mówić Garfield.
-No chyba że wolisz ciacho, albo macho – powiedział Garfield
i puścił mi oczko.
-Chyba bardziej pasuje do ciebie kretyn – dodała dziewczyna z
fioletowymi włosami. Wszyscy się zaśmiali, a Garfield posmutniał.
-To jest Raven – powiedział Richard wskazując na bladą
dziewczynę – To Cyborg, – wskazał na mechanicznego – ale morzesz mówić mu
Victor, a to Gwiazdka, – wskazał z rudowłosą – która naprawdę ma na imię
Koriand’r.
-Bardzo miło mi cię poznać – Koriand’d podeszła do mnie i
przytuliła mocniej niż niejeden mężczyzna by potrafił.
-Mi…też…jest…miło – ledwo co wydusiłam. Dziewczyna wreszcie
mnie puściła. Uśmiech nie znikał z jej twarzy – Silna jesteś.
-Na mojej planecie taką siłę ma każdy.
-Jesteś kosmitką?
-Pochodzę z planety Tamaran, oddalonej od ziemi o jakieś
trzysta lat świetlnych. Na Tamaranie mamy zupełnie inne zwyczaje niż te
ziemskie, ale jedzenie jest podobne. Może chciałabyś spróbować którejś z moich
Tamarańskich potraw – już miałam się zgodzić, kiedy zobaczyłam, że stojący za
Gwiazdką chłopcy stanowczo odradzają mi spróbowania tych potraw.
-Wiesz, niedawno jadłam, ale następnym razem na pewno
skosztuję twojego jedzenia.
-Nie ma sprawy. Mam nadzieję, że będziesz nas często
odwiedzać.
-Ja też – naprawdę cała czwórka wydawała się bardzo miła.
Czułam, że ich polubię.
Przez jakieś trzy godziny spędzałam czas z Tytanami. Przez godzinę grałam w gry z Garem
i Vickiem, następną godzinę spędziłam na malowaniu paznokci i robieniu makijażu
z Kori, a ostatnią godzinę graliśmy w siatkówkę na dachu ich wierzy. Tak
naprawdę tylko z Raven nie zamieniłam ani słowa. Nie to że nie chciałam, ale
ona po prostu mnie unikała. Garfield powiedział mi, że ona jest bardzo poważna
i raczej mało czasu spędza z przyjaciółmi. Wydaję mi się jednak, że ona jeszcze
nie poznała kogoś podobnego do niej. Kogoś, kto by ją rozumiał.
Kiedy skończyliśmy grać, Tytani i Dick zeszli na dół coś
zjeść. Ja postanowiłam zostać jeszcze na dachu. Było z niego widać całe miasto.
Podeszłam do krańca dachu i usiadłam na nim. Zimny wiatr wiał mi w twarz. Kilka
łez wypłynęło z mojego oka. Nie chciałam tego stracić. Domu, przyjaciół. Nie
chciałam wyjeżdżać. Czemu życie jest takie niesprawiedliwe?
-Czemu tu siedzisz? – usłyszałam głos Richarda za moimi
plecami. Szybko otarłam łzy i odwróciłam się w jego stronę. Dick usiadł obok
mnie.
-Macie stąd bardzo ładny widok.
-Wiem. Kiedy byłem jeszcze członkiem drużyny, często tu
przychodziłem. Codziennie wstawałem wcześnie rano i oglądałem wschód słońca. On
kojarzy mi się z…
-Nadzieją – dokończyłam
-Dokładnie – znów posmutniałam. Dick zawsze dodawał mi
otuchy. Straciłam go na kilka lat, teraz odzyskałam i co? Znów mam go stracić.
Muszę mu wreszcie powiedzieć o przeprowadzce.
-Muszę ci coś powiedzieć Dick.
-Śmiało.
-Moja ciotka, ona chce żebyśmy się przeprowadziły.
-Co?! Gdzie?! - Dick gwałtownie złapał mnie za rękę
-Do Star City.
-Angel, nie możesz wyjechać. Kiedy opuścisz Gotham,
Deathstroke cię zabije.
-Akurat on mnie najmniej martwi - uwolniłam się z uścisku Richarda
-Chwila, w Star City mamy przyjaciela, który w razie czego
cię obroni. Zadzwonimy do niego i…
-Nie boję cię Deathstroke’a! Boję się, że znów cię stracę –
przygryzłam wargi żeby się nie rozpłakać.
-Odwiedzałbym cię. Przyjeżdżałbym do ciebie co kilka dni i
wyjeżdżalibyśmy na takie wypady jak ten. Mógłbym nawet przyjeżdżać codziennie.
-Nie będziesz musiał. Nigdzie z nią nie pojadę.
-Wiesz, że ona jest twoją jedyną rodziną. Musisz jej słuchać.
-Nie ufam jej! Takie same przeczucia miałam do Rose! Wtedy
nie zaufałam instynktowi i kupiłam jej gadkę o ojcu, który ją nie kocha i o
zmarnowanym życiu. Myślałam wtedy, że ona mnie rozumie. Nie popełnię drugi raz
tego samego błędu. Nie zaufam tej jędzy i nigdzie z nią nie pojadę – odwróciłam
się od Dicka. Nie chciałam żeby widział moje łzy. Muszę panować nad emocjami.
-Czemu taka jesteś?
-Jaka?
-Udajesz twardą i szczęśliwą, ale naprawdę, nie dajesz sobie
rady i płaczesz.
-Bo nauczyłam się, że bycie sobą to za mało. Gdybym była
sobą, nikt nigdy by mnie nie polubił.
-Nieprawda! Ja cię polubiłem. Kiedy pierwszy raz cię
spotkałem. Lubię cię właśnie taką jaka naprawdę jesteś. Nieustraszona,
uczuciowa, zabawna. Nie polubiłem szukającej zemsty i opanowanej Angel.
Polubiłem zabawną Angel, która rzuciła się na mnie bo nazwałem ją hieną.
Polubiłem Angel, która nie bała się latać ze mną po budynkach i która po mimo
bólu nie dawała za wygraną. Nie zmieniaj się dla kogoś Angel. Bądź sobą. Taka
jesteś najlepsza.
-Może dla ciebie, ale…
-Nie bądź najlepsza dla mnie, czy dla przyjaciół. Bądź
najlepsza dla siebie – Dick miał rację. Jak zawsze zresztą. Muszę być sobą i
nie dawać za wygraną choćby nie wiem co.
-Dzięki Dick. Naprawdę mi pomogłeś.
-Jak zawsze – przez chwilę nic nie mówiliśmy – Ja też muszę
ci coś powiedzieć Angel. Zanim wyjedziesz.
-Słucham.
-Wiedz, że jesteś najlepszą rzeczą jaka spotkała mnie w życiu
– teraz nie mogłam się powstrzymał. Łzy mimowolnie wypływały z moich oczu.
Zbliżyłam się do Dicka, złapałam go za rękę, przyciągnęłam go tak, że prawie
stykaliśmy się nosami i pocałowałam go.
wtorek, 22 lipca 2014
Rozdział IX - Jaskinia Batmana
Nie myślę o
raju. Miłości nie ma dziś. Nie oczekuję czarów. Po prostu daj mi żyć.
-Witaj w
jaskini Batmana – powiedział uśmiechnięty Dick. Prawie nie mogłam uwierzyć w
jego słowa. A jednak ta jaskinia była niesamowita, niecodzienna.
-Dick, czy
ty mnie przypadkiem nie robisz w konia.
-Nie –
odezwał się ktoś za moimi plecami. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam wysokiego,
umięśnionego mężczyznę o czarnych włosach i niebieskich oczach. Był to Bruce
Wayne. Jego poważna mina była lekko przerażająca.
-Dlaczego
mnie tu sprowadziliście? Dlaczego akurat teraz?
-Planowaliśmy
zrobić to wcześniej, ale wtedy…
-Sprawy się
skomplikowały – dokończył Dick – Jesteś super żołnierzem, lecz jesteś w
poważnym niebezpieczeństwie.
-Nie
rozumiem. Rose Wilson zabiła moich rodziców. Zemsta Slade’a się dopełniła.
-Nie do
końca. Slade chce się zemścić także na tobie.
-A co ja mu
takiego zrobiłam?! Nie chciałam zostać…
-Jego to nie
obchodzi! – wykrzyknął lekko zdenerwowany Bruce – On jest psychopatą. Jedyne
czego pragnie to zabić wszystkich i wszystko co stanie mu na drodze do
zwycięstwa. Jeśli chcesz przeżyć musisz nauczyć
się bronić.
-Umiem się
bronić.
Nie minęła
sekunda, a Bruce spróbował uderzyć mnie pięścią w twarz. Zrobiłam szybki unik,
ale mężczyzna od razu kopnął mnie w brzuch, a potem pięścią prosto w nos.
Upadłam na ziemie i złapałam za ociekający krwią nos.
-Musiałeś
Bruce?! – zapytał zdenerwowany Dick.
-Musiałem. Ona
musi zrozumieć, że Wilson to nie przelewki – Wayne podszedł do mnie i wyciągnął
rękę w moim kierunku. Niechętnie złapałam ją, ale nim zdążyłam porządnie stanąć
na nogi Bruce przerzucił mnie przez plecy, a ja znów upadłam.
-Muszę
przyznać, – wydusiłam – niezły jesteś – Powoli podniosłam się z ziemi. Z mojego
nosa nadal ciekła krew. Do tego doszedł jeszcze ból pleców – Czy jest na sali
jakiś lekarz? – niespodziewanie zza rogu wyszedł Pennyworth. W rękach trzymał
tacę, a na niej leżały bandaże i opatrunki – Ty chyba zaplanowałeś to wszystko,
co?
Bruce nic
nie odpowiedział. Alfred opatrzył mój nos i zaparzył herbaty. Richard cały czas
nie spuszczał mnie z oczu. Jezu! Jestem tu przecież bezpieczna. Nie musi mnie
chronić.
-To kim w
sumie jest Slade Wilson?
-To płatny
zabójca. Kiedy przestał pracować dla twoich rodziców, stał się wojownikiem
Ligii Zabójców.
-Czego?
-Liga
Zabójców, to taki klan assasynów. Dowodzi nim Ras’ al. Ghul, który żyje już
kilkaset lat dzięki Jamom Łazarza, które mają moc leczenia.
-Wilson
trenował u ligi przez dłuższy czas, – kontynuował Bruce – ale później z
niewiadomych nam przyczyn odszedł. Stał się zabójcom znanym jako Deathstroke.
Potem Wilson dowiedział się, że ma córkę. Zaczął ją trenować, żeby wyrosła na
zabójczynie, tak jak on.
-Deathstroke
jest niebezpieczny. Musisz zacząć trenować. Będę ci pomagał. Razem z Brucem
będziemy sprawdzać twój dom. Będziesz bezpieczna.
-To bardzo
miłe z waszej strony, ale naprawdę sama sobie poradzę.
-Nie
zrozumiałaś – powiedział Bruce – to jest pytanie. Musisz być ochraniana.
Inaczej zginiesz.
-Dobra,
słuchajcie. Nie będę się z wami kłócić. Chcecie bezczynnie siedzieć pod moim
domem, proszę bardzo. Ale jak ciotka was zobaczy to…
-Co jest
Angel?
-Ciotka!
Jest już grubo po północy. Ona mnie chyba zabije. Szybko Dick! Musisz mnie natychmiast odwieźć.
-Jasne.
Wsiadaj na motor.
***
Tym razem
Dick odwiózł mnie w niecałe pięć minut. Po cichu weszłam do domu, uważając by
nie obudzić ciotki. Kiedy zamknęłam drzwi wejściowe światło się oświeciło. Na
kanapie siedziała ciocia Isabel. Nie miała zbyt zadowolonej miny.
-Gdzie ty
byłaś?!
-Na
przejażdżce. Nie zabraniałaś mi wychodzić jeśli dobrze pamiętam.
-Żartujesz
sobie?! Jest już wpół do drugiej!
-No i co z
tego?!
-Nie tym
tonem szczeniaku! Może twoi rodzice byli dla ciebie wyrozumiali i pozwalali ci
na wszystko, ale wiedz, że ja taka nie jestem. Każdy twój postępek będzie miał
konsekwencje.
-Nie
wystraszysz mnie jakimiś karami.
-To nie
będzie kara. Wyjeżdżamy z Gotham.
-Co?! Nie
możemy! To mój dom!
-To zwykłe
miasto. Wrócimy do mojego domu w Star City. Tam nauczę cię dyscypliny. A teraz
marsz do pokoju.
Biegiem
wleciałam po schodach i weszłam do mojego pokoju. Szybko zamknęłam drzwi i
zaczęłam płakać. Zmęczona upadłam na podłogę. Poddaje się. Nie wytrzymam z tą
kobietą. Jak ona może?! Gotham City to mój dom. Tutaj mieszkają wszyscy moi
przyjaciele. Tutaj mieszka Dick! Nie mogę go znowu stracić!
niedziela, 13 lipca 2014
Rozdział VIII - Wspomnienia
Są chwile,
które nigdy nie wrócą, ale w pamięci, będą trwać wiecznie…
Minął
tydzień od śmierci rodziców. Ich pogrzeb odbył się cztery dni temu. Byli na nim
wszyscy moi znajomi. Był oczywiście Dick z Brucem, Tessa, Emily i Jake. Były
nawet Sara Lily i Emma. Jedyną osobą z mojej rodziny była moja ciocia Isabel,
siostra mamy. Ciocia Isabel nie była zbyt dobrą siostrą. Z tego co wiem zawsze
dokuczała mamie i podbierała jej chłopaków. Zawsze jednak była jej siostrą.
Teraz to ona ma stać się moją prawną opiekunką. Właśnie dziś wprowadza się do
naszego domu. Jedyna rzecz jaka mnie cieszy to to, że nie muszę się nigdzie
przeprowadzać. Nie zniosłabym kolejnej rozłąki z Dickiem.
Siedziałam w
salonie kiedy kilkoro mężczyzn wnosiło rzeczy cioci. Zajęło im to dobre poł
godziny, choć były to same ubrania i kosmetyki. Kiedy wszystko było już na
swoim miejscu do domu weszła ciocia. Była bardzo wysoką i szczupłą osobą. Miała
długie brązowe włosy i oczy. Była ubrana w czarną sukienkę do kolan z odkrytymi
plecami i czarne szpilki. Ciocia Isabel weszła do salonu i obejrzała mnie od
góry do dołu.
-Cała matka
– powiedziała z pogardą – Mam nadzieję,
że chociaż charakter masz ojca – chyba rozumiem czemu mama jej nie lubiła. Nie
odezwałam się do ciotki. Dalej siedziałam nieruchomo na kanapie – Może
wypadałoby mnie przywitać?
-Cześć.
-Widzę, że
rodzice nie nauczyli cię dobrych manier. Będę musiała o zrobić za nich.
-Nauczyli
mnie jak radzić sobie z wrednymi i aroganckimi ludźmi.
-Jeszcze
jedno słowo, a przysięgam, że przez miesiąc nie opuścisz tego domu.
-Ale się
boję – wstałam z kanapy i poszłam w stronę pokoju. Nie zdążyłam nawet dojść do
schodów, gdy poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek. Była to oczywiście
ciocia Isabel. Jej długie paznokcie wbijały się w moją skórę. Ciotka była dość
silna. Nadgarstek zaczął mnie boleć, ale nie dałam tego po sobie poznać.
-Nie jestem
taka jak twoja matka. Jeśli będziesz się wymykać, obrażać mnie albo nie wykonywać
moich poleceń, gorzko tego pożałujesz.
Wreszcie
wyrwałam się z uścisku ciotki. Od razu pobiegłam na górę i rzuciłam się na
łóżko. Zaczęłam płakać. Czy tak ma wyglądać moje życie? Cały czas mam słuchać
tej wiedźmy? Nie! Nie pozwolę na to. Muszę się gdzieś wyrwać. Sięgnęłam po
telefon i zadzwoniłam do Dicka.
-Halo? –
odezwał się głos w telefonie.
-Cześć Dick,
tu Angel.
-Hej Angel.
Jak się trzymasz?
-Jest
ok. Powoli przyzwyczajam się do bycia
sierotą.
-Nie mów
tak. Masz jeszcze swoją ciocię.
-Masz na
myśli tę ciotkę wiedźmę? Ty jesteś dla mnie bliższą rodziną niż ona.
-Jest aż
taka zła?
-Gorsza.
-Słuchaj,
może gdzieś wyskoczymy?
-Czemu nie.
Zrobię wszystko żeby uwolnić się od tej jędzy.
-Dobra.
Przyjadę po ciebie za pięć minut.
-To na
razie.
-Nara.
Dick
rozłączył się. Bardzo się cieszyłam, że w końcu gdzieś pojadę. Muszę odpocząć
od tych wszystkich problemów. Przebiorę się. Znając Dicka, to na pewno
pojedziemy gdzieś daleko. Muszę więc mieć jakiś wygodniejszy strój. Zajrzałam
do szafy. Nie zastanawiając się zbytnio wyciągnęłam szare jeansy, fioletową
bluzkę na ramiączkach i czarną ramonezkę – moje ulubione ubrania. Założyłam
wszystkie ciuchy i moje czarne motocyklówki. Po chwili usłyszałam dźwięk
nadjeżdżającego motocyklu. Wyjrzałam przez okno. Stał tam Richard. Był ubrany w czarne spodnie
, skórzaną kurtkę i glany. Obok niego stał czerwony motocykl. Nie potrafiłam
rozpoznać tego modelu, ani nawet marki.
Wolałam nie
ryzykować przyłapania przez Isabel. Mój pokój nie był aż tak wysoko więc postanowiłam,
że wyjdę przez okno. Otworzyłam je na oścież i skoczyłam na dach. Dick
przyglądał mi się z wielką uwagą. Ostrożnie skoczyłam na trawę.
-Ładne
zejście – pochwalił mnie Richard.
-Dzięki. To
gdzie jedziemy?
-Wiesz,
wczoraj do miasta przyjechał cyrk więc pomyślałem sobie, czemu nie?
-Bardzo
chętnie. Ostatni raz byłam w cyrku… - kiedy zginęli rodzice Dicka.
-Tak, ja
też.
-Nie jest ci
ciężko? Przebywać w miejscu, które wiąże ze sobą tyle wspomnień?
-Zawsze jest
ciężko. Jednak ja staram się kojarzyć te miejsca tylko z tymi najlepszymi
wspomnieniami.
Najlepszymi
wspomnieniami. To bardzo mądre. Do tej pory pamiętam moją pierwszą wizytę w
cyrku. Było lato. Choć miałam tylko sześć lat, uciekłam z domu po kłótni z
rodzicami. Do Gotham przyjechał wtedy cyrk, więc postanowiłam wybrać się na
pokaz. Było jeszcze za wcześnie, ale ja nie miałam ochoty czekać. Po kryjomu
wślizgnęłam się do namiotu cyrkowego. Znalazłam się na scenie. Byłam w miejscu
gdzie za kilka godzin wystąpią ludzie z wielkimi talentami. Czułam się
wyjątkowa. Niespodziewanie do namiotu wszedł chłopak, najprawdopodobniej w moim
wieku. Miał krótkie, czarne włosy i niebieskie oczy. Gdy zobaczył mnie na
scenie, był zdziwiony. Po chwili jednak zdziwienie znikło, a na jego twarzy
pojawił się uśmiech. Chłopak nie miał wtedy zębów jedynek u góry i wyglądał
bardzo śmiesznie. W jednym momencie zaczęłam śmiać się na cały głos.
-Co cię tak
śmieszy?! – zapytał lekko zdenerwowany
-Twoje zęby!
– wydusiłam nadal się śmiejąc
-Bardzo
śmieszne hieno – mina mi spoważniała. Mogłam znieść wiele, ale nie przezwiska.
-Jak ty mnie
nazwałeś?!
-Hiena,
hiena!
-Ja ci dam
hienę mały skunksie! - zaczęłam gonić chłopaka. Był dość szybki, ale nie tak
szybki jak ja. Kiedy go dogoniłam, skoczyłam na niego. Oboje leżeliśmy na ziemi,
tylko że ja leżałam na nim – I co teraz powiesz żartownisiu?
-Tylko
jedno. Spadaj! - chłopak złapał mnie za włosy i zmusił do zejścia z niego.
Kiedy wreszcie uwolnił się ode mnie, kopnął mnie w brzuch i wyrzucił w górę. Ja
na szczęście nie straciłam głowy. Zrobiłam fikołka w powietrzu i wylądowałam na
rękach, a potem znów stanęłam na nogi.
-Wiesz, że
dziewczyn się nie bije!
-Dziewczyn
może i nie, ale hieny mogę – zrobiłam wściekłą minę – Dobra już dobra. Rozejm?
– chłopak wyciągnął dłoń w moją stronę, a ja niechętnie uścisnęłam ją – Jestem
Dick Grayson.
-A ja Angel
Ross.
***
Czas
spędzony z Dickiem w cyrku był naprawdę świetny. Dobrze było wreszcie odetchnąć
i przestać myśleć o śmierci rodziców. Było już dość późno, ale Richard chciał
mnie zabrać w jeszcze jedno miejsce. Tym razem nie powiedział gdzie.
Jechaliśmy
już jakieś dziesięć minut. Robiło się to już trochę nudne. Do tego miałam
wrażenie, że jeździmy w kółko. Wreszcie nie wytrzymałam. Musiałam zapytać się
Dicka gdzie jedziemy.
-Powiesz mi
wreszcie dokąd mnie zabierasz i czemu jeździmy w kółko?
-Muszę się
upewnić, że nikt nas nie śledzi.
-Po co ktoś
miałby nas śledzić?
-Jest kilka
powodów…
-Podaj choć
jeden!
-Choćby
dlatego, że jesteś super żołnierzem i ściga cię Slade Wilson.
-Skąd ty to
wiesz?
-Później ci
wszystko wyjaśnię. Zaraz będziemy na miejscu – po chwili wjechaliśmy w wąską
ulicę ze ślepym zaułkiem. Pomimo braku żadnego wyjścia, Dick nadal nie
zwalniał.
-Ściana
Dick.
-Wiem.
-Ściana!
-Wiem!
W ostatnim
momencie ściana uniosła się w górę, a my wjechaliśmy w jakiś tunel. Rozglądałam
się i próbowałam jakoś rozgryźć gdzie jesteśmy. Chwilę później wjechaliśmy do
wielkiej jaskini. Cała jaskinia była oświetlona. Znajdowało się w niej wiele
sprzętu do ćwiczeń, komputerów, miejsc na motory. Moją uwagę szczególnie
przykuła wielka moneta, sztuczny Dinosaur i karta Joker. Dick zatrzymał się i
zszedł z motoru.
-Gdzie my
jesteśmy Dick?
-Po części w moim domu. Witaj w jaskini Batmana.
czwartek, 3 lipca 2014
Rozdział VII - Zdrada
Najgorsi
wrogowie to ci dwulicowi przyjaciele...nigdy nie wiesz
po czyjej są stronie, czy można ich prosić o pomoc, czego się
można po nich spodziewać i kiedy zostaniesz zaatakowany...
Siedziałam
na łóżku szpitalnym. Choć po naszej bójce z nieznajomym nic mi się nie stało to
lekarze i tak postanowili mnie obejrzeć. Wcale nie miałam ochoty tu siedzieć.
Chciałam iść do Rose i Dicka aby sprawdzić co z nimi, ale nikt nie pozwalał mi
wychodzić.
Niespodziewanie do pokoju weszli moi rodzice.
Oboje przytulili mnie mocno i usiedli obok mnie na łóżku.
-Jak dobrze,
że nic ci się nie stało – powiedziała drżącym głosem mama
-Czemu nie
zaczekałaś na ochroniarza?
-Spóźniał
się i to długo.
-I tak powinnaś
poczekać – pokazałam tacie język, a ten chyba się uśmiechnął – Najważniejsze,
że wszyscy są cali. Lekarze cię zbadają i za jakąś godzinę będziemy w domu –
Mama pocałowała mnie w głowę. Rodzice wstali z łóżka i zaczęli kierować się w
stronę drzwi. Nie mogłam już wytrzymać. Musiałam ich spytać co przede mną
ukrywają.
-Tato!
-Tak?
-Muszę cię o
coś zapytać.
-Coś się
stało?
-Ten
mężczyzna, który nas zaatakował, myślę że to on grozi naszej rodzinie. Wiem
też, że jesteście wplątani w coś niebezpiecznego i że ukrywacie wiele przed
policją – rodzice spojrzeli na siebie i z powrotem usiedli na łóżku
-Masz rację
Angel – zaczął tata – ukrywamy przed tobą i przed policją wiele, ale to
dlatego, że chcemy cię ochronić.
-Myślę
jednak – dodała mama – że jesteś już wystarczająco duża aby znać prawdę.
-Otóż
osiemnaście lat temu pewna grupa naukowców i biznesmenów postanowiłam stworzyć
idealnego żołnierza. W skład tej grupy wchodziliśmy my, Bruce Wayne, Samuel
Stick, Marta Bricks, Sara Galloway i Kirk Langdtrom. Byliśmy przekonani, że
taki żołnierz zapewni nam umowę z wojskiem i wiele pieniędzy do końca życia.
Stworzyliśmy więc laboratorium, zebraliśmy ochotników i rozpoczęliśmy badania.
Przez dłuższy czas nie osiągaliśmy efektów. Nie pomogło nam też to, że Wayne
zrezygnował, bo uznał to za zbyt niebezpieczne. W końcu jednak udało nam się.
Stworzyliśmy serum, które czyniło człowieka super żołnierzem. Niestety wkrótce
się przekonaliśmy na jak cienkim stoimy lodzie. Nasz obiekt testowy owszem był
silny, miał wyostrzone zmysły, ale pojawiły się efekty uboczne. Agresja, napady
szału nie do opanowania, a nawet lekka psychoza. Nasz żołnierz był nie do
opanowania. Wtedy zrozumieliśmy, że serum należy podać już w pierwszych
chwilach życia.
-Chcieliście
podać je noworodkowi?!
-I podaliśmy
– powiedziała ze wstydem mama – Był to nasz największy błąd.
-Nigdy nie
powinniśmy się posuwać do czegoś takiego. Dziecko, któremu podaliśmy serum nie
doznało żadnych efektów ubocznych, ale za to nasz poprzedni obiekt testów…
-Uznał, że
go zdradziliśmy – dokończyła mama – Powiedział, że chcemy go zastąpić i że
kiedy nie będzie nam już potrzebny zabijemy go.
-Co w ogóle
jest prawie nie możliwe.
-Teraz ten
człowiek chce się zemścić – przez chwilę nic nie mówiliśmy. Nie mogłam
uwierzyć, że rodzice zrobili coś tak okropnego. Nadal jednak nurtowały mnie dwa
najważniejsze pytania.
-Podaliście
serum dziecku. Kim ono jest? – rodzice nic nie odpowiedzieli. Tata spuścił
głowę, a mama była już bliska płaczu – Kto?! Kto dostał serum?!
-Ty! –
wykrzyknął wreszcie tata, a ja znieruchomiałam – Akurat wtedy twoja mama była w
ósmym miesiącu ciąży. Postanowiliśmy poczekać ten jeden miesiąc i wstrzyknąć ci
serum.
-Jak
mogliście?! Jestem waszą córką, a nie obiektem testowym?!
-Wiemy. Nie
wiem czemu, ale wtedy uważaliśmy to za najlepsze rozwiązanie.
-I co? Jakoś
nie mam żadnej super siły.
-Jeszcze
nie. Masz wyostrzone zmysły, jesteś nad wyraz giętka i raczej nie masz
problemów z wysiłkiem fizycznym. To dopiero początek. Później twoje zdolności
będą coraz większe.
-No dobrze,
jestem super żołnierzem. Mam jeszcze jedno pytanie. Kto chce nas zabić.
-Ten
mężczyzna nazywa się Slade Wilson i… – dokładnie w tym momencie ktoś zamknął
drzwi. Rodzice próbowali je otworzyć, ale na próżno. Wtedy przez otwór
wentylacyjny do pokoju zaczął wpływać jakiś gaz. Zaczęliśmy się nim krztusić.
Wtedy w głośniku usłyszałam znajomy głos.
-I jest moim
ojcem – powiedziała Rose – On chce waszej śmieci, a ja mu w tym pomogę.
-Jak możesz
Rose?! Przecież jesteśmy przyjaciółkami!
-Nie! Nie
jesteśmy! To wszystko było tylko na pokaz. Miałaś mnie polubić, uznać że
jesteśmy podobne. Złapałaś moją przynętę, a teraz ty i twoi rodzice zginiecie
przez to.
Rose już nic
nie powiedziała. Już prawie nie mogliśmy oddychać. Tata próbował wyważyć drzwi,
ale na próżno. Okien też nie dało się zbić. Stąd nie było ucieczki. Wtedy mama
podeszła do mnie i założyła mi maskę tlenową.
-Oddychaj –
powiedziała ciężkim głosem – Masz przeżyć, rozumiesz?
-Mamo! Nie
mogę…
-Musisz dać
sobie radę! Kocham cię. Wiem, że jesteś silna.
-Mamo nie!
Mama powoli
zamykała oczy. Tata leżał już nieprzytomny. Łzy wypływały z moich oczu.
Krzyczałam i wołałam o pomoc, ale nikt nam nie otwierał. Widziałam jak rodzice
po raz ostatni wdychają zatrute powietrze.
W końcu ktoś
otworzył drzwi i wyprowadził mnie z pokoju. Gaz został odciągnięty, a lekarze
próbowali uratować rodziców. Niestety było już za późno. Zginęli. Umarli, żebym
ja mogła żyć. Żyję tylko dzięki poświęceniu mojej matki.
***
Siedziałam
na komisariacie i próbowałam poskładać jakoś wszystkie fakty. Moi rodzice nie
żyją przez Slade’a i Rose Wilson. Mam zamiar się zemścić. Sprawię aby oni
cierpieli tak jak ja. Nie będę miała litości. Nie będę miała wyrzutów. Zabiję
ich z zimną krwią i nikt mnie nie powstrzyma. Nikt.
czwartek, 19 czerwca 2014
Rozdział VI - Przyjaciele
Rozmowa w
cztery oczy i poznajemy człowieka od innej strony…
Przez całą
pierwszą lekcję zastanawiałam się jak opowiedzieć Dickowi tą całą sytuację, w
której się znalazłam. Myślałam też o nowej dziewczynie. Kim ona była? Skąd się
wzięła. Te pytania nie dawały mi spokoju, a więc zaraz po lekcji poprosiłam
Tessę, aby dowiedziała się od starszych dziewczyn czegoś o tej nowej. Ta
oczywiście była zachwycona tym, że może się wreszcie wtrącić w nieswoje sprawy.
Kiedy Tess poszła, znalazłam Dicka i opowiedziałam mu całą historię z włamaniem
do domu, człowiekiem, który chce nas zabić i dziwnym przedsięwzięciem moich
rodziców. Z każdym słowem, które wypowiadałam robiło mi się lżej bo wiedziałam,
że wreszcie nie jestem sama w tej groźnej sytuacji. Z drugiej strony, kiedy
patrzałam na Dicka, wydawało mi się, że nie czuje on zmartwienia, a jedynie
złość i chęć ukarania tego kto nam zagraża. Skąd w nim tyle nienawiści?
Kiedy
wreszcie opowiedziałam mu wszystko, zadzwonił dzwonek na lekcję. Właśnie
mieliśmy W-f. Na tej lekcji byliśmy łączeni ze starszymi od nas o rok
nastolatkami. Miałam okazję porozmawiać z nieznajomą.
Kiedy
weszłam do szatni dla dziewczyn, Tessa złapała mnie i zaciągnęła do ubikacji.
-Dowiedziałam
się kilku rzeczy o tej nowej – powiedziała szeptem
-Tessa, nie
musisz szeptać. Nikt nas tu nie usłyszy.
-Dobra,
dobra. Niech ci będzie. A więc, ona nazywa się Rose Wilson. Jest córką
milionera Slade’a Wilsona. Tydzień temu przeprowadzili się ze Star City.
-Dlaczego?
-Nikt nie
wie. Może przez interesy.
-Dzięki
Tessa. Bardzo mi pomogłaś.
-Wiem, to
nic nowego – Tess zaśmiała się i wyszła z ubikacji. Ja też wyszłam i zaraz
potem przebrałam się w mój strój na W-f. Założyłam białą bluzkę na ramiączkach
i krótkie czarne spodenki. Weszłam na salę gimnastyczną. Większość dziewczyn
ćwiczyło gimnastykę, a część gadała i robiła sobie zdjęcia. Łatwo więc było
dostrzec siedzącą na ławce dziewczynę o białych włosach. Była ubrana w czarny
podkoszulek i leginsy tego samego koloru. Niepewnie podeszłam do Rose i
usiadłam obok niej.
-Cześć,
jestem Angel – Rose nic nie odpowiedziała – Ty jesteś Rose?
-Ciekawe
skąd to wiesz?! – powiedziała gniewnym tonem dziewczyna - Twoja wścibska koleżaneczka ci powiedziała?!
-Co? Nie!
-Akurat!
Może myśli, że jak zapyta się o mnie dziewczyn z klasy to żadna mi tego nie
powie?!
-Słuchaj
Rose, przepraszam. Nie chciałam…
-Nie
chciałaś co?! Przecież widzę że mi nie ufasz. Już, kiedy pierwszy raz mnie
zobaczyłaś, patrzałaś na mnie jak na jakiegoś przestępcę.
-Nie prawda!
Prosiłam Tessę aby dowiedziała się czegoś o tobie bo chciałam się z tobą
zaprzyjaźnić – skłamałam – Jak widzę to raczej nie wyjdzie.
-Raczej nie.
Ja nie byłabym dobrą przyjaciółką.
-Skąd wiesz?
-Bo nigdy
jej nie miałam! Zamiast przyjaciół, miałam trenerów, którzy dbali o to, bym
umiała sama o siebie zadbać. Uczyli mnie gimnastyki, różnych sztuk walki i
władania bronią, ale przez to nie mogłam mieć przyjaciół. Wiesz jak to jest,
kiedy co noc słyszysz jakieś kłótnie, krzyki? Kiedy twoi najbliżsi ukrywają coś
przed tobą? Wiesz jak to jest stracić coś, na czym najbardziej ci zależało? – W
głosie Rose wyczułam ból. Bardzo dużo bólu. Zaczęło robić mi się jej żal. Teraz
już nie widziałam w niej jakiejś demonicznej nastolatki, ale biedną i
skrzywdzoną dziewczynę podobną do mnie.
-Wiem. Wiem
jak to jest – Dziewczyna spojrzała na mnie ze łzami w oczach. – Co noc, kiedy
kładę się spać, słyszę jak moi rodzice kłócą się o jakieś małoważne rzeczy.
Ukrywają przede mną to co najważniejsze. Rany, oni nawet nie pamiętają o moich
urodzinach.
-Przynajmniej
masz obu rodziców.
-Tak, mam.
Ale na wiele lat straciłam osobę, która znaczyła dla mnie najwięcej. Teraz ją
odzyskałam i nareszcie cieszę się życiem. Może jeśli i ty znajdziesz
przyjaciółkę, to zaczniesz cieszyć się życiem.
-Może masz
rację – Rose uśmiechnęła się – Czy zostaniesz moją przyjaciółką?
-Oczywiście
– Przytuliłam Rose, a ona odwzajemniła uścisk. Po chwili usłyszałyśmy jak
dziewczyny siedzące dwie ławki za nami zaczęły się śmiać. Była to „elita”
naszej szkoły. Sara - najgłupsza dziewczyna świata, Lily – mistrzyni ciętych
ripost i ich królowa Emma – diabeł w łódzkiej postaci. Zawsze musi mieć
wszystko najlepsze, zawsze musi mieć rację i zawsze ona musi wygrać. Cała
trójca dziewczyn podeszła do naszej ławki. Sara miała długie blond włosy i
zielone oczy. Lily za to miała ciemne brązowe oczy i włosy. Emma także była
blondynką, ale miała niebieskie oczy. Wszystkie
były szczupłe i wysokie, ubrane w różowe podkoszulki i króciutkie czarne
spodenki.
-Widzę, że
nasz aniołek porażki znalazł sobie odpowiedniego kompana niedoli – powiedziała
drwiąco Emma.
-Masz rację
Emma – dodała Lily – te dwa szczury idealnie pasują do siebie, ale nie wiem jak
dostały się do szkoły. Czy wszystkie kanały były już zajęte?
-No nie
wiem, a czy wszystkie śmietniki były pełne? – odpowiedziała im Rose
-No proszę,
nasza nowa dziewczynka ma cięty język – odezwała się Emma – Może pasowałoby go
trochę skrócić?
-A może
zaraz walne cię w tą twoją implantową buźkę?! – Jeszcze raz odgryzła jej Rose.
Emma wyglądała na bardzo zdenerwowaną. Podeszła bliżej do Rose, a ta wstała i
spojrzała jej prosto w oczy.
-Mogę cię
zniszczyć. Nie próbuj wchodzić mi w drogę bo gorzko tego pożałujesz. To ja
tutaj jestem królową i rządze swymi poddanymi niczym pszczoła. Uważaj, bo mogę
ukąsić.
Rose przez
dłuższy czas nic nie odpowiadała. Kiedy Emma chciała od niej odejść uderzyła ją
głową prosto w nos. Emma odsunęła się od nas o kilka kroków. Rose musiała
uderzyć ją bardzo mocno bo z nosa zaczęła wypływać krew.
-Zobaczymy
się w sądzie zd***o!
-Tylko podaj
datę. Dopiszę sobie do kalendarza – Wtedy cała sala gimnastyczna zaczęła się
śmiać. Emma i jej poddane wyszły z sali najprawdopodobniej do pielęgniarki albo
dyrektorki.
-Pewnie będę
miała przerąbane – powiedziała smutno Rose.
-Nie martw
się. Powiem, że Emma sama cię podpuszczała.
-Dzięki
Angel.
-Nie ma
sprawy. Od tego są przyjaciele – Rose uśmiechnęła się.
Po
kilkunastu minutach zaczęłyśmy z powrotem przebierać się w nasze ubrania.
Chwilę później zadzwonił dzwonek. Razem z Rose poszłam stawić czoło pani
dyrektor. Na szczęście ni9e było aż tak źle. Nastolatka dostała tylko
upomnienie. Założę się, że jej tata musiał zafundować coś szkole. Tak robili
moi rodzice kiedy coś nabroiłam.
Przez resztę
lekcji nie zdarzyło się nic niezwykłego. Emma pojechała do szpitala bo okazało
się, że nos jest złamany. Emily, Tessa, Dick i Jake poznali Rose i
zaprzyjaźnili się z nią. Tylko Dick był trochę dziwny. Kiedy usłyszał jej
nazwisko zdziwił się i jednocześnie zdenerwował. Ten chłopak robił się coraz
bardziej tajemniczy.
Kiedy zajęcia
się skończyły Dick i Rose poczekali ze mną przed szkołą. Mój mowy ochroniarz
się spóźniał. Przez jakieś piętnaście minut staliśmy jak ten słup soli i
czekaliśmy. W końcu się zdenerwowałam. Nie miałam ochoty tak tu na niego
czekać. Postanowiłam więc wrócić do domu z Rose i Dickiem.
Szliśmy
przez wąskie uliczki między blokami w Gotham. Była dopiero szesnasta ale słońce
schowało się za chmurami i zrobiło się prawie całkiem ciemno. W pewnym momencie
Dick zatrzymał się i zaczął czegoś nasłuchiwać.
-O co chodzi?
– zapytałam
-Ktoś nas
obserwuje.
Po chwili z
ciemności wyłonił się jakiś mężczyzna. Był wysoki i umięśniony. Miał na sobie
czarno – szarą zbroję, a na głowie pomarańczowo – czarną maskę. Mężczyzna nie
wykonywał żadnych ruchów, tak i my. Niespodziewanie napastnik wyciągnął z
pokrowca katanę i podszedł w naszą stronę. Cofnęliśmy się o kilka kroków. Wtedy
Dick ruszył na nieznajomego.
-Dick! –
krzyknęłam z przerażeniem.
Richard
jednak nie reagował. Próbował powalić napastnika, ale ten był od niego większy
i silniejszy, a do tego miał broń. Dickowi udało się wyciągnąć jego drógą
katanę, ale wtedy ten kopnął go w brzuch, a potem w twarz. Richard upuścił
miecz stracił przytomność. Już chciałam chwycić broń kiedy Rose złapała za
katanę i zaczęła walkę z napastnikiem. Była naprawdę dobra, ale on był lepszy.
Odpierał jej ataki, a kiedy nadarzyła się okazja sam atakował. Wtedy mnie
olśniło. Z tyłu spodni miałam broń odebraną wtedy temu złodziejowi. Wyciągnęłam
pistolet i wymierzyłam go w napastnika. Kiedy ten złapał Rose za włosy i
uderzył nią o ścianę, nacisnęłam na spust. Kula trafiła go nogę. Ten zawył z
bólu. Nie spodziewał się, że mogę strzelić do niego z pistoletu. Wtedy spojrzał
na mnie i powiedział:
-Tym razem
ci się udało przeżyć. Następnym razem sprawię, że będziesz krwawić.
Napastnik
schował katanę do pokrowca i odszedł. Szybko podbiegłam do Rose i Dicka.
Dziewczyna była cała, ale Richard nadal nie odzyskiwał przytomności.
-Musimy go
zanieść do szpitala – powiedziała Rose.
-Najbliższy
jest dziesięć minut stąd na piechotę. Musimy zadzwonić po karetkę.
-Masz rację.
Zostań z nim. Ja zadzwonię.
Rose odeszła
zadzwonić, a ja zostałam z Dickiem. Pogładziłam go po głowie i pomodliłam się o
to, by nic mu się nie stało. Obronił mnie. Oboje mnie obronili. Ale w końcu od
tego są przyjaciele.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
